Tęskniłam za umiłowanym moim Jezusem! Pragnęłam Go zobaczyć!
„Powiedział, że mnie kocha, a potem zniknął?! Jak to tak! – takie myśli kłębiły się w mojej głowie i sercu – Z drugiej strony nie muszę Go widzieć, żeby wiedzieć, że jest przy mnie i we mnie. A ja z Nim i dla Niego cała!”
Usłyszałam cichy, łagodny szept:
„Właśnie tak, maleńka Moja Moniczko. Właśnie tak!”
„Więc jesteś, kochany mój Jezu! Ale dlaczego Ciebie nie widzę?!”
„Bo już nie musisz Mnie widzieć, żeby ze Mną być!”
„To prawda, nie muszę. Ale pragnę!”
Jezus nie odpowiedział. Wiedziałam, że to pokusa.
„I już Cię nie zobaczę?”
„Zobaczysz, ale wtedy gdy Ja zechcę, a nie ty. Dziś twoje święto, Moniko. Czego sobie życzysz?”
„Życzę sobie, aby wszystkie moje Duchowe Dzieci mogły być w Niebie. Życzę sobie też…”
Wiedziałam, że to pokusa.
„Niczego więcej sobie nie życzę!”
Na moich ustach poczułam słodki i namiętny pocałunek.
Zobaczyłam Hostię, unosiła się w powietrzu i weszła do serca mego. Mimo, że nie widziałam umiłowanego mojego Jezusa, trwałam w Jego obecności.
W OBECNOŚCI
Category: (NIE) MOJE MYŚLI