My Blog

My WordPress Blog

Menu
  • Checkout
  • Księga Gości
  • O mnie
  • Order Confirmation
  • Order Failed
  • Rozważania
  • Sample Page
  • KSIĘGA GOŚCI- INTENCJI
  • APOSTOLAT ŻYCIA – CZŁONKOWIE
  • Moje obrazy
Menu

Miesiąc: lipiec 2010

PRAWDA cd.

Posted on 31 lipca, 2010 by Monik@d0

1W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie.2I rzekł do swych dworzan: „To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają”.3Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada, żona brata jego,Filipa.4Jan bowiem upomniał go: „Nie wolno ci jej trzymać”.5Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka.
6Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi.7Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi.8A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: „Daj mi – rzekła – tu na misie głowę Jana Chrzciciela!”9Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać.10Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu.11Przyniesionogłowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce.12Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.
                                                                                     / Mt 14, 1-12/
————————————————————————————-
  Na podstawie dzisiejszej Ewangelii chciałabym rozważyć jeszcze raz aspekt prawdy.
Co to jest prawda? – pytał  Piłat Jezusa.
Klasyczna definicja prawdy mówi że prawda jest zgodnością myśli z rzeczywistością. Jest to zgodność  pomiędzy tym co myślimy, mówimy i robimy.
Święty Jan Chrzciciel  głosił Prawdę i dla niej oddał  swoje życie. Nie tylko głosił i umarł za nią ale przede wszystkim według niej żył. Nie chciał, nie mógł na to pozwolić  by jego bliźni żył  w kłamstwie. Upominał  Heroda. A ten go nie posłuchał. Nie przyjął  prawdy, wolał  żyć w kłamstwie, hipokryzji, w grzechu. Wolał  zabić  Jana Chrzciciela. Zagłuszyć prawdę.
W dzisiejszym świecie mówienie i życie w prawdzie jest źle widziane. Ośmieszane. Nie traktowane poważnie.
Jednak właśnie teraz  w świecie kłamstwa i obłudy trzeba mówić Prawdę.
Jak dzisiaj mówić  prawdę? Mówienie komuś prawdy może go zranić, skrzywdzić. Jednak ją trzeba mówić.  Jak?

Po pierwsze trzeba żyć zgodnie z tym co się głosi. Jeśli się kogoś poucza, że źle robi a samemu robi to samo jest się niewiarygodnym.
„Dlaczego widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku własnym nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego” /Łuk 6,36-42/.

Trzeba zacząć od siebie. Potem można pouczać innych.

Po drugie prawdę trzeba mówić z miłością. Trzeba oceniać czyn a nie człowieka. Jeśli powiemy ” to co robisz jest złe”,ocenimy czyn – jeśli: „jesteś  zły ” -człowieka.

My już nie musimy jak Piłat pytać „Co to jest prawda. My wiemy, że Prawdą jest Jezus. Znamy Ewangelię.

Musimy tylko i aż  chcieć ją dobrze poznać, odważnie głosić. Przede wszystkim musimy według niej żyć

Żyć w Prawdzie, bez względu na to co powiedzą inni. Odważnie.

Żyć w Bogu . Według Jego zasad.

Czy potrafimy dawać świadectwo?

Czy chcemy?

KRZYŻ

Posted on 25 lipca, 2010 by Monik@d0

Katastrofa,szok, niedowierzanie… Śmierć prawie 100  osób w jednym  momencie,minucie… Żałoba narodowa.Ludzie zbierają się pod  Pałacem Prezydenckim. Zapalają znicze,  setki, tysiące  zniczy… Płaczą ,modlą się. Harcerze  stawiają krzyż. Z  potrzeby serca  w atmosferze silnych emocji, w chwili powszechnej żałoby narodowej. Nikt nie negował sensu tego spontanicznego odruchu.  Był on wtedy potrzebny, ważny.

Minęła żałoba, minął szok.  Zniczy pod Pałacem  jest co raz mniej.  Krzyż stoi. Jeszcze.  Pojawiły się sugestie,żeby go przenieść  w  inne,  odpowiedniejsze dla niego,  godniejsze miejsce. Jedni uważają, że powinien zniknąć stamtąd jak najszybciej. „Polska jest krajem świeckim i przed budynkiem administracji publicznej,który należy do wszystkich obywateli tego kraju, nie tylko  katolików, nie powinno być postawionych żadnych symboli religijnych . Krzyż jest symbolem religijnym, który wymaga szacunku. To nie jest miejsce dla krzyża. Nie jesteśmy państwem wyznaniowym inie wszystkim musi to odpowiadać ”.                                              „Cała Polska  broni krzyża”  krzyczą inni. Zwykły prosty krzyż  stał się sprawą polityczną.  Na jego temat bardzo chętnie wypowiadają się posłowie i senatorowie . Przywódcy partii politycznych, różnych opcji. Kłócą się, obrażają, wyzywają jedni  drugich.    Co więcej, krzyż  stał się przedmiotem niewybrednych  żartów i kpin. Kościół też  długo  milczał w tej  sprawie… W końcu wypowiedział  się „7 lipca na Jasnej Górze prymas Polski abp Józef Kowalczyk zaapelował o wyeliminowanie niezrozumiałych konfliktów politycznych w kraju i „budowę Polski, która będzie autentycznie bronić krzyża, nie upolityczniając go”. Rozmowy w Kancelarii Prezydenta RP ws.przeniesienia krzyża rozpoczęły  się 13 lipca. „ 3 sierpnia krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, upamiętniający ofiary katastrofy prezydenckiego samolotu pod  Smoleńskiem, zostanie przeniesiony do akademickiego kościoła św. Anny w  Warszawie’’ – poinformował rzecznik Metropolitarnej Kurii.Jednak  w  Kościele pojawił się  dwugłos. Pojawiły się komentarze, że  Kościół dzieli ludzi.Kościół  jest  jeden i powinien mówić jednym  głosem  zawsze. Krzyż , który jest pięknym konkretnym  znakiem  miłości i jedności podzielił  katolików.

Czy tak powinno  być?  Oczywiście, że  nie.Krzyż powinien być  przedmiotem szacunku wszystkich wierzących. Jeśli  już podjęto decyzję  o jego przeniesieniu tonie powinno się tego robić po  cichu,  ze strachu przed  kimś. Przeniesienie  go powinno odbyć się  w  uroczystej procesji  połączonej z Mszą  w  intencji wszystkich ofiar katastrofy.                                     Chrystus  umarł na krzyżu  za wszystkich. On  nie  dzielił ludzi,                      przeciwnie– jednoczył.                                                                                              Kościół to my , nie dajmy  się podzielić. Zacznijmy  mówić jednym głosem.                                                                 

Głosem  miłości.     

         

  

 

 

PRAWDA

Posted on 20 lipca, 2010 by Monik@d0

Tolerancja (łac. tolerantia – „cierpliwa wytrwałość”; od łac. czasownika  tolerare -„wytrzymywać”, „znosić”, „przecierpieć”) – termin stosowany w socjologii, badaniach nad kulturą i religią. W sensie najbardziej ogólnym oznacza on postawę wykluczającą dyskryminację ludzi, których sposób postępowania oraz przynależność do danej grupy społecznej może podlegać dezaprobacie przez innych pozostających w większości społeczeństwa. W okresie reformacji  pojęcie to było stosowane w odniesieniu do mniejszości religijnych. Obecnie termin ten obejmuje również tolerancję różnych orientacji seksualnych oraz odmiennych światopoglądów.

Modne słowo. Teraz wszyscy musimy być  tolerancyjni, wyrozumiali. Jeśli nie jesteśmy tolerancyjni,oskarżani jesteśmy  o zacofanie, niedostosowanie,ciemnogród, brak otwartości .

W sobotę 17 lipca w Warszawie odbyła ogólnoeuropejska parada środowisk lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz osób transgenderycznych w ramach EuroPride 2010. Organizatorem imprezy była fundacja Równości, która rokrocznie organizuje w stolicy Paradę Równości.Hasłem zaplanowanej manifestacji jest parodia słów Jana Pawła II: „Nie lękajcie się”…

Media zareagowały na wiadomość o paradzie z radością . Wręcz entuzjastycznie. Mówiono  o niej przez cały dzień. W dziennikach przedstawiano jako wiadomość dnia. Widziałam wielobarwnie ubrany (często nie) tłum. Widziałam ostentacyjnie całujących się dwóch panów i dwóch pań. Cała parada ukazana była w atmosferze miłości, radości i tolerancji właśnie. 

Relacje o EuroPride przyćmiły inną ważną imprezę. Obchody 600-lecia bitwy pod Grunwaldem.

„Jeśli tak ma wyglądać tolerancja to ja nie jestem tolerancyjna”.  –  pomyślałam.

Fundamentem tolerancji jest relatywizm poznawczy (nie ma obiektywnej prawdy) i moralny (nie ma obiektywnego dobra).   Promotorzy tolerancji zwracają się więc np.do katolików, mówiąc: „Jeżeli chcecie być tolerancyjni, przyznajcie, że wasze 'prawdy’ są tylko wasze i że nie są lepsze od naszych 'prawd’.

Tymczasem katolików ma obowiązywać jedna  prawda.Obiektywna.                      Katolik nie może tolerować fałszu i zła. Ma mówić prawdę ,nawet niewygodną i nie modną. Jezus jest Drogą i Prawdą i Życiem. 

   „ Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.”

JEZUS – ŻYD

Posted on 17 lipca, 2010 by Monik@d0

  

O tym, że Jezus jest Bogiem wie każdy katolik. Wierzy w to.
Jednak tego, że Jezus jest człowiekiem, człowiekiem z krwi i kości, co więcej, że jest Żydem nie każdy chce przyjąć do wiadomości.
Tymczasem Jezus urodził się w Izraelu, w rodzinie żydowskiej. Wychował się w tamtejszej kulturze. Uczył się Tory, poznawał ją. Uczestniczył w różnych żydowskich świętach, uroczystościach.Jak każdy pobożny Izraelita pielgrzymował do Jerozolimy na święto Paschy.
Przemawiał w synagogach i w Świątyni. Jego uczniowie byli Żydami.
Kiedyś czytałam powieść historyczną Romana Brandstaettera '’Jezus z Nazarethu“. Zafascynowała mnie. Cała powieść przesycona jest duchem Biblii, duchem starej poezji semickiej. Zachwyciła mnie atmosferą  miejsca, czasu i tradycji  żydowskiej. Zachwyciła mnie tajemniczością i mistyką. Kiedy ją czytałam czułam, że opisywane tam wydarzenia przenika Boży Duch.
Szczególnie podobały mi się opisywane tam szczegółowo uroczystości.
Na przykład Święto Jom Kippur (Dzień Pojednania, Przebłagania).
„W czasach biblijnych Święto Jom Kippur- tak jak i dziś- było najważniejszym świętem w kalendarzu biblijnym, a centralnym wydarzeniem tego święta były ofiary składane w Miszkan-Przybytku, wybudowanym na pustyni, w czasie wędrówki Izraelitów do Ziemi Obiecanej, a który w późniejszych czasach został zastąpiony przez Beit HaMikdasz- Świątynię Jerozolimską. W dniu tym obowiązywał ścisły post, nie wolno też było się golić ani strzyc, nosić skórzanych butów, oraz obowiązywał nakaz wstrzemięźliwości w stosunkach małżeńskich.
Składanie ofiar prowadził i nadzorował Kohen HaGadol – Kapłan Najwyższy, zwany inaczej arcykapłanem, który do tego święta specjalnie się przygotowywał, mianowicie przed świętem udawał się do odosobnionego pomieszczenia i spędzał tam 7 dni (liczba siedem w tradycji judaizmu jest liczbą Boga, symbolizującą Jego wielkość, doskonałość i zupełność). W ostatnim dniu dokonywał rytualnych kąpieli oczyszczających oraz wkładał bigdej kodesz-święte szaty – białe, lniane szaty zwane szatami ofiarniczymi. Po zakończeniu ceremonii arcykapłan przebierał się w swój typowy strój, zwany czasem szatami czci i chwały.
Jom Kippur był jedynym dniem w roku, kiedy to arcykapłan- i tylko on- mógł wejść do Kodesz HaKodaszim- Miejsca Najświętszego, i to w ściśle określonym momencie ceremonii ofiarniczej, z krwią cielca by kropić nią przed Kaporet- ubłagalnią. Krew zabitego cielca stanowiła ofiarę przebłagalną, bowiem tylko krew miała moc rozgrzeszenia.
Najpierw przyprowadzano par benbakar- młodego cielca, oraz dwa kozły. Między kozłami dokonywano losowania, który dla Pana, a który dla Azazela (Azazel to imię demona). Następnie składano ofiarę z cielca, nad którego głową arcykapłan dokonywał przebłagania za siebie i pozostałych kapłanów. Następnie podobnie czynił przebłaganie za grzechy całego ludu nad głową kozła (seir) Pańskiego i składał go w ofierze, w taki sam sposób jak cielca. Powieść dokładnie opisuje jakie części zwierzęcia były palone na ołtarzu, a jakie poza obozem Izraelitów. Zwierzę było składane na ołtarzu miedzianym, natomiast na mizbeach hazahaw- ołtarzu złotym znajdującym się w HaKodesz kapłan spalał kadzidło. Część mięsiwa, skóry, odchody- czyli wszystkie części wydzielające przy spalaniu odór, były spalane na oddzielnym ognisku poza obozem Izraelitów przez specjalnie do tego wybranego człowieka. Ten, po spaleniu części poza obozem musiał dokonać rytualnego obmycia się. Z krwią cielca kapłan wchodził poza drugą zasłonę- parochet, i kropił krwią przed ubłagalnią. Bardzo ważne było, aby kapłan wszystko wykonywał tak jak przykazał Pan, gdyby zignorował któryś z przepisów, to groziła mu śmierć w momencie gdy przechodził pod drugą zasłoną by wejść do Kodesz haKodaszim.
Kozioł Azazela zwany też był sair hechaj- kozłem żywym, w odróżnieniu od Pańskiego, gdyż nie był zabijany i składany w ofierze na ołtarzu, lecz żywy wyprowadzany, przez specjalnego człowieka poza obóz, na pustynię. Wcześniej Arcykapłan kładł ręce na jego głowę i dokonywał symbolicznego przeniesienia grzechów narodu na kozła.
Ten, który wypędzał kozła Azazela na pustynię, musiał wyprać swe szaty i dokonać rytualnego obmycia poza obozem.
Po złożeniu ofiar za grzech Kohen HaGadol przebierał się, zdejmował święte szaty lniane, obmywał się i wkładał swoje typowe szaty, pięknie zdobione i składał ofiarę całopalną, na którą składały się 2 barany, których tłuszcz spalał na ołtarzu. Następnie odczytywano fragmenty Tory i kapłan błogosłąwił ludowi. Przebłaganie się dokonało, miłosierdzie nadeszło i pojednanie z Bogiem stawało się faktem.”
                                                                     / dokładny opis /
Po co piszę o tym wszystkim? Żeby uzmysłowić sobie i innym jak bogata jest tradycja  naszych starszych braci w wierze. A my tak mało o niej wiemy… Przecież nasza wiara ma swoje korzenie w religii żydowskiej. Wierzymy w jednego Boga.
Czy chcemy ją poznać? Czy czytamy Pismo Święte, Stary Testament?
Czy może kierujemy się stereotypami i wzajemnymi urazami?
Jezus jest osobą, która łączy nasze religie.
Zauważmy to.

ZAPACH DESZCZU

Posted on 15 lipca, 2010 by Monik@d0

Zimny marcowy wiatr tańczył w za oknem szpitala w Dallas kiedy lekarz
wszedł do małego pokoju w którym leżała Diana Blessing która była
wciąż wykończona po operacji.

Jej mąż, David, trzymał jej rękę kiedy drżeli w oczekiwaniu na
wiadomości. Tamtego popołudnia 10 marca 1991 roku, komplikacje zmusiły
Dianę, która była dopiero w 24 tygodniu ciąży, do cesarskiego ciecia
które miało sprowadzić na świat córeczkę pary, Danę Lu Blessing.
Rodzice mieli świadomość, że mierząca 30 i pół centymetra i ważąca 708
gram córeczka urodziła się niebezpiecznie wcześnie, jednak słowa
lekarza nadal wydawały się być raniącymi ich bombami. „Nie wydaje mi
się żeby były szanse na jej przeżycie,” powiedział tak delikatnie jak
mógł.
„Jest tylko 10 procent szans, że przetrwa tą noc, a nawet wtedy, jeśli
jakimś cudem przetrwa, jej przyszłość może być bardzo okrutna”.
Sparaliżowani niedowierzaniem David i Diana słuchali lekarza który
opisywał problemy jakim Dana musiałaby stawić czoła gdyby przeżyła.
Nigdy nie byłaby w stanie chodzić, mówić, prawdopodobnie byłaby
niewidoma i podatna na inne urazy tj. porażenie mózgowe, całkowity
niedorozwój mózgowy i wiele innych.
Wszystko co mogła wyksztusić Diana to zaprzeczenie.

Ona i mąż David wraz z ich 5-letnim synem Dustinem długo marzyli, że
pewnego dnia Dana stanie się częścią ich rodziny.
Teraz, w ciągu kilku godzin ich marzenie oddalało się coraz bardziej.
Jednak z biegiem dni nowe troski spadały na barki Diany i Davida.
Okazało się, że system nerwowy Dany jest niedojrzały  i
najdelikatniejszy pocałunek lub pieszczota mogły tylko przyczynić się
do jej cierpienia, więc rodzice nie mogli nawet kołysać ich malutkiej
dziewczynki przy piersi i wspomagać jej siłą ich miłości.

Wszystko co mogli robić, kiedy Dana w plątaninie rurek i przewodów
walczyła o życie pod ultrafioletowym światłem, było modlić się aby Bóg
był blisko ich drogocennej maleńkiej córeczki.

Nie przydarzały się chwile kiedy Dana nagle rosła w siłę. Ale kiedy mijały tygodnie, przybywały kolejne gramy i znikome ilości sił.
W końcu kiedy Dana miała 2 miesiące jej rodzice mogli ją wziąć w
ramiona po raz pierwszy.
A dwa miesiące  później, chociaż lekarze nadal delikatnie acz
nieustępliwie ostrzegali że to tylko szansa na przetrwanie a nie na
normalne życie, Dana wyszła ze szpitala i rodzice, tak jak od początku
tego pragnęli, zabrali ją do domu.
Pięć lat później, Dana była drobną acz zaczepną małą dziewczynka z
lśniącymi szarymi oczami i nienasycona chęcią życia.

Nie okazywała żadnych oznak psychicznego czy fizycznego osłabienia.
Była po prostu wszystkim czym może być mała dziewczynka? i więcej
.Jednak to jeszcze nie jest koniec jej historii.
One gorącego popołudnia lata 1996 roku Dana siedziała na kolanach mamy
w parku niedaleko domu (Irving, Texas) gdzie jej brat Dustin trenował
ze swoja drużyną piłkarską.

Jak zawsze Dana szczebiotała do swojej mamy mars kilku innych
dorosłych kiedy nagle ucichła. Przytulając ramiona do siebie mała Dna
zapytała „Czujecie to?”
Diana wyczuwając w powietrzu nadchodzącą burze odpowiedziała „Tak
pachnie jak nadchodzący deszcz.”
Dana zamknęła oczy i spytała jeszcze raz, „Czujesz to?”

Jeszcze raz jej mama odpowiedziała, „Chyba zaraz będziemy mokre,
pachnie deszczem.”

Nadal zauroczona chwilą Dana potrząsnęła głową, pogłaskała ramiona
swoimi malutkimi rączkami i głośno oznajmiła, „Nie, pachnie jak ON.

Pachnie jak Bóg kiedy kiedy kładziesz głowę na jego piersi.”

Łzy zaszkliły się w oczach Diany kiedy Dana radośnie zeskoczyła z
ławki by bawić się z innymi dziećmi.

Słowa jej córki potwierdziły to co do czego Diana i jej najbliżsi nie
mieli wątpliwości, przynajmniej głęboko w sercach, od początku.
Podczas tych długich dni i nocy swoich pierwszych dwóch miesięcy, kiedy
jej nerwy były zbyt delikatne aby jej dotykać, Danę Bóg przytulał do
swojej piersi i to Jego zapach przesycony miłością Dana pamięta tak
dobrze.

„Jestem zdolny do wielu rzeczy bo ON daje mi siłę”

 Miłość Boga jest jak ocean, widzisz jego początek ale nie jesteś w stanie
dostrzec końca.

komentarz

Jak zgodnie twierdzą serwisy Snopes i TruthOrFiction.com, historia jest zasadniczo prawdziwa, w tym sensie, że istnieje rodzina Blessingów, Diana powiła córkę w 24 tygodniu ciąży, dzięki Bogu Danae Lu Blessing przeżyła (z takim nazwiskiem to nie dziwota), no i dzisiaj ma 16 lat.

   

NIE AKCEPTUJĘ

Posted on 9 lipca, 2010 by Monik@d0

  Im dłużej żyję na tym  świecie, coraz częściej myślę że do niego nie pasuję. Nie nadaję się, że go nie rozumiem. Nie akceptuję niektórych ludzkich czynów, poglądów,
zachowań .
Bo jak można zaakceptować takie coś:
” 22-letnia mieszkanka Indii urodziła dziecko w toalecie na pokładzie samolotu i usiłowała pozbyć się go spuszczając je w sedesie. Noworodka znaleziono zaklinowanego w sedesie, gdy samolot lecący ze stolicy Turkmenistanu wylądował w mieście Amritsar w północno-zachodnich Indiach, w stanie Pendżab, w pobliżu granicy z Pakistanem. Natychmiast zabrano go do szpitala – wciąż w misce klozetowej.
Lekarz ze szpitala Escorts Hospital w pobliżu lotniska powiedział, że zespół chirurgów użył piły, by uwolnić dziecko.
22-letnia matka opuściła pokład samolotu, ale później odnaleziono ją i aresztowano, gdy załoga samolotu linii Türkmenistan Howaýollary znalazła noworodka.
Lekarze mówią, że dziecko jest w stanie krytycznym.
Kobieta jest niezamężną absolwentką medycyny, która wracała do domu po zakończeniu studiów za granicą.”
tvp.info.
Włos się na głowie jeży kiedy się czyta taką informację. Brakuje słów, żeby skomentować ten czyn.Bestialstwo, skrajne okrucieństwo, barbarzyństwo….to jeszcze za mało.
Nie akceptuję  tzw. ” Parad Miłości ” uważam, że promują różnorakie dewiacje i zboczenia. Takie dewiacje są teraz ” na topie ” a przyznawanie się to tego, że się jest gejem uchodzi za coś modnego.
Nie akceptuję też tzw. „małżeństw homoseksualnych”. Małżeństwo to kobieta i mężczyzna a nie dwóch  panów lub dwie panie.
Nie akceptuję  „aborcji ” – zabójstwo
Nie akceptuję ” eutanazji ” – też zabójstwo.
NIE AKCEPTUJĘ .
I chyba jestem w mniejszości….
 

ZATRZYMAJ SIĘ

Posted on 2 lipca, 2010 by Monik@d0

Człowiek jest tak skonstruowany, że łatwo się przyzwyczaja. Szczególnie do czegoś dobrego. Łatwo się przyzwyczajamy.
Przyzwyczailiśmy się, że słońce świeci, deszcz pada. Że po dniu następuje noc. Że ptak śpiewa. Traktujemy to jako normalność. Tak jest i już.
Zdziwilibyśmy się dopiero wtedy gdyby nagle nam tego zabrakło.
Jak to, tak miało być.
Czy na pewno?  Nie.
Żyjemy w biegu, praca, dom, dzieci. I tak w kółko. Zabiegani, zapracowani. W kołowrotku.
O Bogu też zapominamy. Przypominamy sobie o Nim tylko wtedy kiedy coś od Niego potrzebujemy. Traktujemy jak maszynę do spełniania próśb.
” Jak trwoga to do Boga”.
Dziwimy się , że nas nie wysłuchuje, jesteśmy na Niego źli. Obrażamy się.
Tymczasem On widzi w nas partnerów i sam też chce być tak traktowany. Jak przyjaciel.
W tych dobrych chwilach naszego życia a także w tych trudniejszych.
 Chce być obecny.
Trzeba umieć cieszyć się każdym  dniem, każdą chwilą. Cieszyć się, że słońce świeci a deszcz pada, że jest noc i dzień. Że ptak śpiewa.
Trzeba pamiętać, że na tym świecie jesteśmy tylko chwilę…
Nie oczekiwać za wiele. Cieszyć się z najmniejszych nawet rzeczy
Wiem z doświadczenia, że im mniej się oczekuje tym więcej można otrzymać.
Na przykład, wiele lat temu, idąc do Liceum Plastycznego  chciałam tylko nauczyć się  malować. Tylko tyle. Dla mnie ” aż ” tyle. To było moje marzenie.
Kończąc ” plastyk” nie tylko umiałam malować.
Dzięki pomocy – dopingowi – rodziców i nauczycieli udało mi się zdać  maturę , zrobić i obronić dyplom. Zdobyć zawód.
Patrząc z perspektywy czasu, można powiedzieć,że nie było mi to potrzebne.
Jednak wtedy było potrzebne bardzo. Choćby dlatego, żeby udowodnić ( przede wszystkim sobie), że ” ja też potrafię”.
Zaczynałam liceum pełna kompleksów i obaw ” czy dam radę, czy podołam”.
Kończyłam z maturą i dyplomem „technika plastyka” w kieszeni.
A chciałam tylko nauczyć się malować…

W życiu – w pracy, w domu, w rodzinie  też Ktoś nas dopinguje. Trzyma za nas kciuki.
Wierzy w nas.Zawsze. Podtrzymuje w trudnych chwilach. Tęskni za nami.
Tylko czy my wierzymy w Niego? Czy wierzymy Jemu?
Czy my chcemy Go dostrzec?
Zatęsknić za Nim? Ucieszyć z każdej chwil jaką nam daje?
Zadziwić się tym, że słonko jeszcze świeci.
Dla nas.  

Recent Posts

  • Hello world!
  • UWIELBIAM!
  • MOJA SIŁA
  • WEŹ
  • W DŁONIACH JEZUSA

Recent Comments

  1. A WordPress Commenter - Hello world!
  2. Maria - KSIĘGA GOŚCI- INTENCJI
  3. Maciej - Księga Gości
  4. Marzena - KSIĘGA GOŚCI- INTENCJI
  5. Jan Nazwa - Księga Gości

Archives

  • październik 2026
  • wrzesień 2026
  • sierpień 2026
  • lipiec 2026
  • czerwiec 2026
  • maj 2026
  • kwiecień 2026
  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • maj 2012
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • marzec 2009
  • luty 2009
  • styczeń 2009
  • grudzień 2008
  • listopad 2008
  • październik 2008
  • wrzesień 2008

Categories

  • Uncategorized
© 2026 My Blog | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme