Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Na SERCU umiłowanym leżałam i rozmyślałam…
„Ostatnio naszła mnie myśl, że ja już na nic w życiu nie czekam. Na nic wielkiego. A zaraz potem naszła myśl, że już mnie w życiu nic nie czeka. I pomyślałam że to nie tak. To że na nic nie czekam wcale nie znaczy że już nic mnie nie czeka. A to że nie czekam na nic wielkiego pozwala mi się cieszyć rzeczami małymi, zwyklymi, powszednimi. Pozwala mi cieszyć się codziennością. Ot na przykład takim ptaszkiem o którym pisałam wczoraj… „- szepnęłam z uśmiechem.
Jezus patrzył we mnie płonący cały…
„Na jedno wydarzenie czekasz, Moniko!!! Czekasz niecierpliwie! Czekasz z entuzjazmem i wielką radością!!!” – wyszeptał z ogniem.
Od razu wiedziałam o czym Jezus mówi!!!
„Taaak!!! Na to WYDARZENIE czekam! Chodziło mi to ży…!”- przerwałam i umilkłam. Jezus Swoimi słowami zburzył moje myślenie i ustawił je po Swojemu. Pomyślałam że to baaaaaardzo dobrze! Że po to tu jestem, żeby uczyć się myśleć tak jak On!!!
„Ale tak myślę że żeby Tam się znaleźć, żeby zdobyć Niebo wcale nie trzeba robić nie wiadomo jak wielkich rzeczy! Wystarczy być członkiem dostrzegać małe rzeczy i robić je z miłością!”
„Dla Mnie male rzeczy są często wielkimi!”
„A wielkie małymi!”
Jezus skinął głową twierdząco.
„Wszystko zależy od tego czy robisz je z miłością!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Z zachwytem wielkim… A ja pomyślałam że tylko On potrafi dostrzec małe, takie nic! Potrafi dostrzec słabe i biedne maleństwo, wziąć je na ręce. I uczynić wielkim!
Miesiąc: kwiecień 2020
GNIAZDKO W JEZUSIE!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo… Leżałam i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
„Naprzeciw okiem mojego pokoju rośnie świerk srebrny. Rodzice posadzili go dawno temu. Kiedy bardzo urósł, rodzice obcięli mu czubek. I wygląda jak wielki parasol przed naszym gankiem. Od kilku lat, na przełomie kwietnia i maja gdy leżę w łóżku to nad ranem słyszę gruchanie gołębia. Gołębica uwiła tam sobie gniazdo i co roku wysiaduje jaja. Szukałam ją wiele razy, ale wśród gałęzi i igliwia nie mogłam jej dostrzec…
A wczoraj zobaczylam ją! Zupełnie przypadkiem! Dostrzeglam golebicę! Siedziała w gniazdku ukryta wśród gałęzi. Ledwo ją można było zobaczyć!
-Tu jesteś kochaneczko! W końcu cię znalazłam! – zaśmiałam się wesoło.
Gołębica wydawała nic sobie z tego nie robić, że ją obserwowałam. Może nie widziała mnie? Czyscila piórka, mościla się w gniazdku. Obserwowalam ją, podziwiając mądrość ptaszka. Nie zbudowala gniazda na szczycie świerku,gdzie słońce paliło, albo deszcz padał. Uwił gniazdo między gałęziami, także gałęzie nad nią tworzyły jakby daszek. Gołębica nie siedziała ani na słońcu, ani w cieniu. Siedziała w półcieniu. Wysoko, że czarny kot sąsiadki, Czaruś, nie mógł jej dostrzec ani zrobić krzywdę.
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem… Nagle naszła mnie myśl, że aż uśmiechnęłam się do Jezusa i do niej radośnie!
„O czym pomyślałaś, Moniko?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Ty Jezu wiesz o czym! Ale jeśli chcesz, powiem. Pomyślałam że jak ta gołębica uwiła gniazdko w gałęziach świerku, tak ja uwiłam gniazdo w Tobie, mój Jezu! Słońce Tu nie pali, deszcz nie zaleje, zło nie dostrzeże, nie dosięgnie. Uwiłam sobie gniazdko w Tobie, mój Jezu! „-szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„Pięknie powiedziane! I pomyślane!” – wyszeptał Jezus promieniejąc uśmiechem i Miłością.
„To od Ciebie! Sama bym tego nie wymyśliła!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie zakochany i zachwycony cały!
WYJĄTKOWA!
Jezus trzymał mnie w objęciach Swoich i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Taki piękny i delikatny… I taki we mnie zakochany! Oddany mi całkowicie! Cały był mój i cały był dla mnie!!!
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem…. Zakochana i zachwycona cała! Oddana Mu całkowicie! Cała byłam Jego i dla Niego cała!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Z uwielbieniem…
„Jakaś Ty piękna, Moniko!!! Jakaś Ty piękna…!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„To dzięki Tobie, mój Jezu! To dzięki Tobie! Dzięki Tobie…” – szczebiotałam szczęśliwa cala.
Jezus jakby nie słuchał tego co mówiłam…
„Pragnę Ciebie!!!” – wyszeptał Jezus wyszeptał Jezus z ogniem.
I patrzył we mnie… Gdy tak we mnie patrzył wiedziałam, że jestem dla Niego kimś drogocennym, wyjątkowym, fascynującym! Najważniejszym na świecie! Jedynym… Tak! Byłam jedynaczką Jezusa! I rozpieszczał mnie jak jedynaczkę…
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem! A On zanurzał mnie w Sobie zatapial… Ginęłam w Miłosci… Zobaczylam nasze serca! SERCE Jezusa i moje serce. Serca objęły się i przytuliły do siebie nawzajem… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Serca trwały w przytuleniu. Jezus i ja patrzyliśmy w siebie nawzajem… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!
TANIEC W DUCHU!
Tańczyłam w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej i cichej i przyjaznej bardzo! Jezusa nie było. Ale cała Światłość była wypełniona Nim! Jego Obecnością i Miłością… Tańczyłam więc w moim Jezusie! Uśmiechnięta od ucha do ucha!
W pewnej chwili zauważyłam nad sobą Cień… Dziwny Cień! Nie przeszkadzal On Światłości! Przeciwnie! Wypływał z niej, był jej częścią! Uśmiechnęłam się bardzo radośnie! Bo od razu przypomnialam sobie, że DUCH osłonił Miriam po Zwiastowaniu… Wiedziałam więc Kto to! Wiedziałam że to DUCH!!! Tańczyłam otulona Duchem… W Duchu tańczyłam! I z NIM tańczyłam!!! Wiedziałam, że DUCH uwielbia tańczyć! Tańczył ze mną przecież! Bo kiedy Jezus ze mną tańczy, tańczy też TATA i DUCH!!! Pomyślałam że spytam o to Jezusa.
Tańczylismy! Wirowałam… Duch unosił mnie do góry…
Potem odpoczywałam w objęciach Jezusa… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały!
„Tańczyłam z Duchem!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Ooo! Widzę że znasz i DUCHA, Moniko!”
„A znam! ON uwielbia tańczyć… ze mną…”-ostatnie słowo wyszeptałam bezgłośnie.
„Nie dziwię Mu się!” – zaśmiał się Jezus perliscie.
„A prawda, że gdy Ty ze mną tańczysz to tańczy też TATA i DUCH??! Cała Trójca Święta tańczy ze mną?!”
„Prawda, prawda! – wyszeptał Jezus z uśmiechem dając mi delikatnego pstryczka w nos – Ale skąd Ty kochana Moja o tym wiesz?!”
„Jak to skąd?! Od Ciebie, Jezu kochany! Ty dajesz mi tego doświadczać! Ty mi o tym mówisz! O, tu!!!” – pokazałam palcem moje serce.
Jezus patrzył we mnie płonący… Miłość sama! Rozpływalam się w tym Spojrzeniu Jezusa… Rozpływalam się w Jego Miłości…
Z JEZUSEM DAM RADĘ!
Byłam w moim Jezusie… W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący… Miłość sama! Cały był Miłością… Cały! Patrzył we mnie… a Jego spojrzenie przenikało mnie… Zanurzało w Miłosci… Zatapialo… Tonęłam, rozpływalam się… Ginęłam w moim Jezusie! Gubiłam się w umiłowanym… Pragnęłam ginąć! Pragnęłam się gubić!
„Mój słodki Jezu!!! Mój śliczny… kochany mój Jezu!” – szeptało moje serce.
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i bardzo poważny.
„Będziesz wiele cierpieć, najmilsza, jedyna Moja!” – wyszeptał bezgłośnie prawie.
„Jeszcze bardziej? Jeszcze więcej?” – spytalam.
Jezus nie odpowiedział. Tylko skinął głową twierdząco.
„Spoko! Jeśli trzeba, będę!” – szepnęłam z lekkością.
Jezus spojrzał we mnie zdziwiony!
„Nie boisz się się cierpienia, Moniko?!”
„Bać się?! Nie! Ty mnie z cierpieniem oswoiłeś! Z Tobą dam radę! Z Tobą daję radę! Tylko dzięki Tobie daję radę! Tylko dzięki Tobie, mój Jezu! Tylko dzięki Tobie…” – pod koniec głos zaczął mi się łamać. Ale jakoś się opanowałam. I uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Promiennie!
Jezus był poruszony niezmiernie… Milczał. A Jego SERCE szeptało:
” Oblubienico Moja słodka! Śliczna Moja! Jedyna Moja! Umiłowana! Uwielbiam Ciebie! Uwielbiam!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i rozpływalam się w Nim cała…
SŁABOŚĆ
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam. Wszystko mnie bolało i zmęczona bardzo byłam. Ale nie myślałam ani o cierpieniu, ani o zmęczeniu. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i myślałam jak Go uszczęśliwić, jak Go ucieszyć. A że nic nie przychodziło mi do głowy, uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Pomyślałam że może chociaż mój uśmiech Go ucieszy…
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały miłością! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko. A dłonią dotykał mojego policzka i głaskał go z czułością…
„Moniko, Moja jedyna, mam do Ciebie słabość!”
„Słabość?!” – szepnęłam zdziwiona.
„Obezwładniasz Mnie… obezwładniasz swoją miłością, ufnoscią, pragnieniem uszczęśliwiania Mnie! Dlatego też nie odmówię Ci niczego. I właśnie dlatego powiedziałem, że nie musisz Mnie prosić! Ale jeśli chcesz, jeśli sobie życzysz, proś Mnie! Dla Mnie Twoja prośba jest rozkazem!”- wyszeptał Jezus z ogniem głaszcząc z czułością mój policzek.
„I wzajemnie, mój Jezu kochany! Mam słabość do Ciebie! Obezwładniasz mnie Swoją miłością, dobrocią, cierpliwością, czułością… Niczego Ci nie odmówię! I dlatego powiedziałom żebyś mnie nie prosił. Ale jeśli sobie życzysz, proś mnie, do woli. Twoja prośba jest dla mnie rozkazem!”
A po chwili dodałam:
„Zawładnąłeś mną…”
„Zawładnęłaś Mną…”
„I dobrze! Daj mi pić, proszę kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy jeszcze bardziej i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czułe i słodko i gorąco… Potem przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości….
A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
UŚMIECH MAMY
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Trzymałam mojego umiłowanego Jezusa w objęciach i tuliłam do serca mego. Byłam bardzo zmęczona, oczy mi się zamykaly… Położyłam głowę na SERCU umiłowanym, zamknęłam oczy i odpoczywałam…
Leżałam… Słyszałam taką rozmowę:
„Pięknieje ta Nasza Maleńka, mój Synku!”- głos kobiecy był cichy i dźwięczny jak dzwoneczki. Migotliwy jak światełka…
„To już nie tylko Maleńka, Mamuś! To Monika! – głos Jezusa był przepełniony czułością – A wiesz? Wczoraj Mi powiedziała, że Ja i Ty tulimy jej serce do Naszych Serc. Nie wiem skąd ona to wie, ale tak powiedziała!”
„Jak doświadcza tak mówi. Ale dlaczego się dziwisz, Synku? Przecież jest tak jak mówi!” – kobieta zaśmiała się perliscie.
„Błagała Mnie, żebym pozwolił jej Mnie prosić, a nie rozkazywać! Runęła do Moich stop i blagala… W szoku byłem!!! Tak wielka pokora… Sam runąłem przed Moniką i błagałem żeby pozwoliła Mi ją prosić…”
„Uczysz się jeszcze czegoś, mój Synku!” – głos kobiecy był pełen miłości.
Podniosłam szybko głowę… Nie było nikogo oprócz mojego Jezusa!
„To MAMA?!!! Pozwól mi Ją zobaczyć! Proszę… Pozwól mi Jezu!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Ona jest zawsze przy Tobie, kochana Moja! A zobaczysz Ją u Mnie na rączkach! W całej okazałości!”
„Pozwól mi teraz… proszę…!” – szepnęłam z ogniem.
Jezus znów się do mnie uśmiechnął…
Zobaczylam przed sobą światło… A w świetle rysy twarzy, niezmiernej piękności….
„MAMA…”
Poczułam słodki pocałunek na policzku…
„Witaj Moniko, córeczko kochana Moja! Dziękuję Ci bardzo za bukiety różańcowe, które dla Mnie układasz i proszę o jeszcze!” – głos Mamy, tkliwość sama…
„Będę jeszcze, Mamusiu!” – szepnęłam z mocą i miłością.
MAMA uśmiechnęła się do mnie przepięknie… I znikła.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Układałam bukiety dla MAMY…
SPACERUJĄC…
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach leżałam zakochana i szczęśliwa cala… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony na zabój!
„Chętnie bym pospacerowała z Tobą, mój Jezu! Pod rękę! Uwielbiam…!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Posil się więc, kochana Moja i zabieram Cię na spacer!” – wyszeptał z ogniem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I po chwili spacerowalam z umiłowanym pod rękę.
Wchodziliśmy do sypialni moich Duchowych Dzieci i patrzyliśmy jak śpią. Jezus pochylał się nad każdym moim Dzieciom i całował je w czoło z czułością niezwykłą. Potem ja całowałam każde moje Dziecko..,
A potem spacerowaliśmy w Światłości wielkiej. Cichej i ciepłej.,. Jezus patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam.
„Kochasz Swoje Dzieci, Moniko!”
„Noszę ich serca w moim sercu…. A raczej Ty wypełniasz moje serce i tulisz serca moich Duchowych Dzieci!” – uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
„A kto tuli Twoje serce?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„No jak to Kto??!! TY!!! To, że tulisz serca moich Dzieci, nie znaczy że nie tulisz i moje serce! TY i MAMA…!”
„Pięknie powiedziane!” – wyszeptał Jezus z zachwytem wielkim.
W pewnej chwili Jezus przystanął. Stanął przede mną i ujął moją twarz w Swe dłonie. Patrzył we mnie płonący cały…
„Wczoraj zły podsuwał Ci przed oczy pokusy, a Ty im nie uległaś!!!”
„A tak, tak! Nawet się dziwiłam jak mogły mnie kiedyś pociągać. Teraz odpychaly, budziły we mnie wstręt i obrzydzenie!”
„Wiesz jak to się nazywa, Moniko? Nawrócenie!!!” – wyszeptał Jezus z mocą.
„To Ty mnie nawracasz do Siebie mój Jezu kochany! Codziennie nawracasz!”
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, jedyna Moja!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem.
Wziąl mnie pod rękę i spacerowaliśmy w Światłości… Zapatrzeni w siebie nawzajem!
WOLNA, NIEZALEŻNA I ZAKOCHANA!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Rozmawialismy… O czym? O reakcji niektórych moich Duchowych Dzieci na obraz, który zaczynam malować. „Pocałunek Miłości”. Nie będę opisywać reakcji, ani rozmowy. Zapiszę tylko wnioski:
Maluję ten obraz miedzy innymi po to, żeby pokazać przede wszystkim sobie, ale i moim Dzieciom, że jestem osobą niezależną, wolną. Mimo że fizycznie całkowicie jestem całkowicie uzależniona od innych ludzi. Jestem wolna i niezależna. W myśleniu, mówieniu i tym co robię. Także, a może przede wszystkim w malowaniu. Moje Duchowe Dzieci mają prawo nie rozumieć tego co maluję, ale nie znaczy to że mogą mi zabraniać malować, ani traktować tak jakbym była niespełna rozumu.
Jestem osobą, kobietą zakochaną w Jezusie. I mam prawo o tej miłości pisać, mówić i nią malować. Tak jak potrafię.
Czuję nacisk, żeby przerwać malowanie tego obrazu. Więc Jezus powiedział że będzie ze mną cokolwiek postanowię.
Będę malować, nie ugnę się pod naciskiem. Nie dlatego, żeby postawić na swoim.
Dlatego, żeby pokazać sobie i innym, że jestem wolna i niezależna. I zakochana w Jezusie! ❤️
UCZĘ JEZUSA POKORY…
Leżałam w objęciach Jezusa obolała bardzo i bardzo zmęczona. Chciało mi się pić…
„Daj mi pić, mój Jezu… proszę…” – szepnęłam z trudem.
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… A Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i wyszeptał z ogniem:
„Zapomniałaś, Moniko, że masz Mnie nie prosic? Tylko mówić, że chcesz pić?! Zapomniałaś?!”
„Nie. Pamiętam, ale nie mogę Cię nie prosić… Szczególnie o Coś tak cennego… Nie można Cię nie prosić!” – szepnęłam i piłam dalej.
„Masz Mnie nie prosić, Moniko! Tylko Mi kazać!” – wyszeptał Jezus stanowczo, wręcz ostro. Słowa te bardzo raniły moje serce… Przestałam pić, podniosłam głowę i wyszeptałam Jezusowi wprost do ucha:
„Będzie to bardzo bolesne i trudne dla mnie, ale nie będę Cię prosić, skoro Sobie tego życzysz! Skoro mi każesz! Ale i ja Tobie każę! Nie proś mnie więcej, ale Mi rozkazuj!”
Widziałam, że te słowa bardzo zraniły, zabolały Umiłowanego mojego. Podobnie jak mnie zraniły i zabolały Jego słowa.
Pomyślałam, że teraz Jezus wie jak ja się czuję. I postawiłam Go pod włos.
Jednak z tym że zabronił mi Siebie prosić, nie mogłam się pogodzić. To było dla mnie nie do przyjęcia…
„Będę Go błagać, żeby pozwolił mi prosić! Tak!!! Będę błagać!” – pomyślałam.
Od razu zeskoczylam z kolan Jezusa i runęłam do Jego nóg!!!
„Błagam, pozwól mi Cię prosić!!! Błagam! Pozwól mi prosić! Pozwól mi!!! Błagam… Błagam… błagam Cię, mój Jezu kochany! Błagam!!!”
Umilkłam. Podniosłam szybko głowę do góry… Jezusa nie było… Spojrzałam niżej… I oniemiałam! Zaniemówiłam!!! Jezus leżał przede mną i błagał, żebym pozwolila Mu prosić… Wstałam szybko i wyciągnęłam rękę do Jezusa.
„Wstań! Proszę… Wstań!”
Jezus chwycił moją dłoń i wstał.
Stał przede mną poważny i uroczysty wielce.
„Pozwól Mi Cię prosić, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Pozwól mi Cię prosić, mój Jezu kochany!”- szepnęłam z mocą.
Uszczęśliwiona położyłam głowę na SERCU umiłowanym… Jezus wziąl mnie na ręce i przytulił mocno do Siebie.
„Dzisiaj to Ty, Moja jedyna, uczysz Mnie pokory!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. A On patrzył we mnie z czułością i zachwytem wielkim….