Wpatrywałam się w Umiłowanego… Patrzył we mnie promienny. Nadzwyczaj promienny…
„Ukochany!”
„Perełko Moja!”
„Siedzę u Twoich Stóp”.
Patrzył promienny, jasny, świetlisty…
Dziękowałam Mu za Łaski, którymi wciąż mnie obdarza. Wciąż!
Dziękowałam… I patrzyłam w Niego, takiego świetlistego.
„To Moje pocałunki, te Łaski, Promyczku! Całuję Twoje serce!”
Patrzyłam… Zanurzał mnie w Sobie. W Miłości. Otulał NIĄ. Byłam w…
„Jestem w Niebie! Już jestem!”
„Jesteś, Promyku!”
Patrzyłam i patrzyłam. I byłam w Niebie.
Wciąż jestem 🙂
Miesiąc: sierpień 2015
JEGO LOGIKA
Tańczę. Bardzo tańczę. Jednak choć troszkę spróbuję napisać.
Jezus, Umiłowany mój, jest blisko mnie. A ja blisko Niego. Przyciąga mnie coraz bliżej Siebie. Wiem to. To pewne. Jednak… czuję, jakbym była daleko. Dlaczego? Nie wiem, nie rozumiem tego. Ale nie muszę rozumieć. Trzymam się tego. ON wie co robi. Tak. Nie trzymam się odczuć. Ukochanego się trzymam.
Jestem w Jego Rękach. Przy Jego Sercu. Pełna pokoju.
A odczucia? Też są po coś.
Im dalej tym bliżej. Może. Może to Jego logika? Może w ten sposób przyciąga jeszcze bardziej?
Więcej. Im bliżej Jego jestem tym bardziej widzę jak bardzo jestem grzeszna i brudna. Przeszkadza mi choćby najmniejszy pyłek. I tym bardziej liczę na Jego Miłosierdzie. Pragnę być czysta przed Jego Obliczem. A tylko On może sprawić, że taka będę.
Ufam Jemu. Tylko Jemu. I Jego logice.
BĄDŹ UWIELBIONY!
Patrzył we mnie… wzruszony i promienny zarazem. Mówił, że jestem Jego darem dla moich duchowych Dzieci. Ja mówiłam, że moje Dzieci są Jego darem dla mnie.
Patrzył… i ja patrzyłam. Uwielbiałam Umiłowanego.
Bądź uwielbiony we mnie!
Bądź uwielbiony w moim życiu!
Bądź uwielbiony w każdym moim oddechu!
Bądź uwielbiony w moim uśmiechu!
Bądź uwielbiony w biciu mojego serca!
Bądź uwielbiony w moim smutku i radościach!
Bądź uwielbiony w przeciwnościach!
Bądź uwielbiony w przykrościach, które doświadczam!
Bądź uwielbiony w moich słabościach!
Bądź uwielbiony w braku sił!
Bądź uwielbiony w moim krzyżu!
Bądź uwielbiony w moim cierpieniu, chorobie!
Bądź uwielbiony w moim tańcu!
Patrzył najczulej…
„Umiłowany, dobry, jaki dobry… Najlepszy, najdroższy. Ulubiony! Najłagodniejszy, najczulszy. Najmiłosierniejszy…”
Siedziałam i patrzyłam Mu w oczy. Otulona Miłością!
I TYLE
Wpatrywałam się w Ukochanego. A On we mnie. Czule bardzo. Ucałowałam Go.
„Jestem, Promyku!”
„Jesteś…” – uśmiechnęłam się do Niego.
„Tańczysz!”
„Tańczę, Ukochany. Razem tańczymy!”
Patrzył promiennie.
I ja patrzyłam… zmęczona i niby bez sił, ale… jednak…
„Ty jesteś moją Siłą!”
„Jestem, Promyczku!”
Patrzyłam. Zapatrzyłam się w Umiłowanego.
„Potężny, wszechmocny, a ja… pyłek taki, w Twoich rękach!”
„Tulę do Serca!”
„Tak!”
Patrzył najtkliwiej…
„Piękna Moja!”
„Co On we mnie widzi? – przemknęło mi przez myśl.
„Widzę w Tobie Moje Stworzenie, Moje Dziecko! Oblubienicę Moją widzę, Promyka Mojego! Perełkę Moją Kochaną!”
Patrzyłam…
Kocha pyłek. I tyle 🙂
ODPOCZYWAŁ…
Siedziałam na wózku, na dworze przy stoliku i wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie czule bardzo.
Dziękowałam Mu za radość, którą sprawił mi rano przez/ dzięki mojemu duchowemu Dziecku.
„Twoja radość jest Moją radością, Promyczku!”
Uśmiechałam się do NIEGO.
Rozmyślałam o Jego Miłości…
A Umiłowany patrzył łagodnie. Zapatrzyłam się…
Zauważyłam, że jest zmęczony.
„Odpocznij we mnie, Ukochany… Proszę”
Patrzył.
„Dobrze, Perełko!”
Odpoczywał… we mnie.
NIC WIĘCEJ
Jeździłam wózkiem po podwórku i układałam bukieciki Madonnie. Potem wpatrywałam się w Ukochanego. Siedziałam i patrzyłam… I On patrzył. Taki łagodny i czuły. I szeptał do mego serca. Wybaczcie, nie dam rady opisać naszej rozmowy. Tańczę bardzo. A On jest ze mną. I otula Miłością. Nic więcej nie trzeba.
SPOJRZENIA
Wpatrywałam się w Umiłowanego…
„Ukochany!”
„Perełko Moja!”
Ucałowałam Go.
„Przyszłam posiedzieć…”
„Posiedź!”
Siedziałam. Patrzył we mnie… zanurzał w miłości.
Promienny. Jasny. Łagodny. Czuły… bardziej niż czuły… najczulszy.
„Dobrze mi z Tobą! Bardzo dobrze… bardzo, bardzo!”
Patrzył. Patrzył mi w oczy, a ja w Jego…
„Uwielbiam kiedy tak we Mnie patrzysz, Promyczku! Spojrzeniem czystym, jasnym i niewinnym”.
„Niewinnym?”- spytałam.
„Niewinnym!”
Patrzył we mnie… Otulał Sobą. Otulał Miłością.
Patrzyłam w Umiłowanego. Długo.
OTULENIE
Pociąga mnie ku Sobie. Coraz bardziej i bardziej. Głębiej i głębiej… Umiłowany mój. Patrzy we mnie taki bezradny, bezbronny Miłością. Kruchy taki… Drżę, żeby Go nie skrzywdzić, nie zranić. Drżę…
Siedzę przed NIM, pusta, nieporadna, grzeszna. A On pociąga ku sobie, napełnia Sobą i kocha.
Głębiej i głębiej…
Dziwne to doświadczenie. Nie wiem jak je opisać… Jako ciemność? Trochę też. Ale bardziej jako otulenie. Tak! Otulenie!
„Jesteś w Moim Sercu, Promyczku!”
Otulona Umiłowanym… Przychodzę do Niego naga, brudna. On otula moją nagość, brudy. Miłością i Miłosierdziem.
Odkąd oddałam Mu wszystko, On daje mi wszystko.
I otula Sobą.
Otula…
RÓB Z NIM CO CHCESZ!
Patrzył we mnie czule… bardzo czule. I bardzo promiennie. Wpatrywałam się w Umiłowanego… uśmiechnięta.
„Dobrze już, Promyczku?”
„Tak… – uśmiechnęłam się znów – ale zmęczona jestem”.
Patrzył tak, że nie umiem opisać…
„Ofiaruj Mi swoje zmęczenie”.
„Ofiaruję. Rób z nim co chcesz!”
Patrzył. I ja patrzyłam… Zapatrzyłam się w Umiłowanego.
„Robię z nim bardzo wiele!”
Uwielbiałam Go.
„Ukochany, Najmilszy! Najdroższy!”
Patrzył tkliwie.
„Piękna Moja!”
Patrzyłam…
TANIEC OFIAROWANIA
Nie będę dziś opisywać mojej rozmowy z Umiłowanym. Była bardzo osobista, a po drugie zmęczona jestem.
Tańczę bardzo. Dzisiaj piątek, nasz Piątek. Tańczymy razem, Ukochany i ja.
Ktoś, kto nie czyta regularnie moich notek, mógłby się oburzyć, że tańczymy w piątek… 🙂
To taniec ofiarowania cierpienia Bogu Ojcu.
Tańczymy razem. Umiłowany i ja, przy Jego Sercu.