Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył… najczulej…
„Promyczku!”
„Jestem, Ukochany!”
Ucałowałam Go.
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie. Uwielbiam do Ciebie przychodzić!”
Patrzył…
„Ciebie uwielbiam!” – szepnęłam jeszcze. I trwałam w milczeniu.
Patrzył we mnie… zachwycony.
„I Ja Ciebie uwielbiam, Promyczku!”
„Wiem… Widzę. I wciąż się dziwię jak możesz takie nic jak ja… uwielbiać…”
Patrzył promiennie.
„Kocham Cię, Promyku!”
Kocha i dlatego uwielbia…
Miesiąc: sierpień 2015
PRZY MNIE
Tańczę. Jestem w Jego Ramionach. W Ramionach Umiłowanego.
Jest przy mnie. Zawsze! Rano, kiedy zaczynam dzień w Jego Imię, kiedy błogosławię w Jego Imię wszystkie moje duchowe Dzieci. Jest ze mną kiedy maluję. Kiedy rozważam Ewangelię, jest przy mnie.
Jest, kiedy układam bukiety Madonnie.
Jest przy mnie najbliżej… kiedy cierpię. Kiedy tańczę.
Niesie w Swych Ramionach.
A kiedy w nocy nie mogę spać, siedzi przy mnie i gładzi mnie po twarzy… Swojego promyczka.
Jest przy mnie.
W MIŁOSIERDZIE
Dziś też krótko. Jeśli się uda 🙂
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie świetliście, promiennie. I czule bardzo… Ucałowałam Go.
„Umiłowany!”
„Perełko Moja!”
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie…”
„Posiedź!”
Siedziałam i patrzyłam… Patrzył… z zachwytem we mnie.
„Jakaś Ty piękna, Promyczku!”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Dziękuję!”
Patrzył…
„Nie zawstydziłaś się! Ucieszyłaś się!”
„Tak!”
„Nie wstydź się swego piękna, Promyczku! Ciesz się z niego!”
Ucałowałam Go znów i patrzyłam uśmiechnięta.
„Uwielbiam przychodzić do Ciebie przychodzić. Uwielbiam wpatrywać się w Ciebie! Ciebie uwielbiam!”
Patrzył…
„Wpatrując się we MNIE, wpatrujesz się w Moje Miłosierdzie!”
Uwielbiałam Umiłowanego….
KRZYŻ
Krótko.
Tańczę. To nie poezja. To twardy, ciężki, chropowaty krzyż. Tak. Taniec to krzyż. Dźwigam go codziennie. Co dzień ofiarowuję cierpienie Ukochanemu. Teraz też. Tańczę.
OZDOBA
Siedziałam na dworze i wpatrywałam się w Umiłowanego… Patrzył we mnie, ale nie w oczy. Głębiej.
„Moja Krew płynie w Twoich żyłach. Jesteś Moją krewną, Promyku!”
„Tak!”
„Jesteś Moją królewną!”
Roześmiałam się w głos, serdecznie. I patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
„Tak, żyję w Tobie, Umiłowany!
Patrzył… ale nie w oczy…
„Gdzie patrzysz?” – spytałam.
„W Twoje serce, w Mój ogród. Jest coraz piękniejszy”.
„Bo ma pięknego Ogrodnika!”
„Jakaś Ty piękna!”
„Zawstydzasz mnie, kiedy tak mówisz…”
„Nie wierzysz Mi, Promyku?” – uśmiechał się do mnie.
„Wierzę, ale…”
„Kto Ci ostatnio powiedział o Twym pięknie?”
„Ostatnio..? Ty…”
Patrzył promiennie. I ja patrzyłam.
„Uwierz w swe piękno, Perełko!”
Patrzyłam uśmiechnięta.
„Coś Ci pokażę, Promyku. Jedź ze Mną do ogródka”.
Pojechałam. Ogródek był…
„Piękny, prawda?”
„Tak, ale powoli przekwita”
„A Twoje serce, Mój ogród jest stokroć piękniejszy i nie przekwita nigdy!”
„Bo TY jesteś jego OZDOBĄ!”
Jeździłam szczęśliwa!
TANIEC
Tańczę! Bardzo tańczę! Dla Ukochanego, na Jego chwałę! A dziś szczególnie na chwałę Wniebowziętej. Dla Madonny. Dla Mamusi…
Tańczę. Ofiarowuję cierpienie.
Łączę się z ciepiącym Umiłowanym moim.
A On zanurza mnie w Sobie. W Miłości. Tuli do zranionego Serca.
Dziś kiedy się wpatrywałam w Niego, bardzo mnie zawstydził…
Rozmyślałam o Madonnie. Patrzył we mnie tkliwie.
„Bardzo Mi Ją przypominasz, Promyczku!”
„Ja???!!!”
Rozmyślałam dalej…
„Piękna, czysta, niewinna… taka jest.”
„Prosta, szczera, pokorna.”
„Taka też”.
Patrzył… najczulej.
„Ty też taka jesteś!”
Milczałam, nie wiedząc co odpowiedzieć…
Patrzył mi prosto w oczy.
„Delikatna, łagodna, dzielna i odważna”.
Patrzyłam. I On patrzył.
Wystarczy. Tańczę bardzo.
Ta notka to też taniec.
DZIĘKUJĘ…
Kilka tygodni temu zepsuł się mój wózek elektryczny „Avanti”. Służył mi przez ponad 20 lat. Praktycznie bez żadnej usterki. Więc kiedy w końcu powiedział: „Basta!”, byłam niepocieszona, zawiedziona. I „uziemiona”… Podejmowane próby naprawy kończyły się niczym. To „Basta!” było definitywne.
Tak się szczęśliwie złożyło, że wczoraj kurier przywiózł mi nowy wózek. A dziś wyjechałam nim po raz pierwszy na podwórko. Kilka tygodni nie wyjeżdżałam. Dziś wyjechałam na dwór. Wózek – super! Rakieta 🙂
Jeździłam i… układałam bukiety Madonnie.
Potem siedziałam przy stoliku, na którym leżała Biblia, a ja wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie promiennie.
„Jak mam CI dziękować…?? Nie wiem…” – wyszeptałam.
„Przytul się do Mnie, Promyczku”.
„Z wielką radością!!!”
Trwam w przytuleniu.
W NIEBIE…
Wpatrywałam się w Umiłowanego… Patrzył we mnie promiennie.
„Promyku!”
„Ukochany!”
Ucałowałam Go. I szepnęłam:
„Przyszłam posiedzieć…”
„Posiedź!”
Siedziałam więc i patrzyłam Mu w oczy. A On patrzył w moje.
„Jak dobrze, że mogę oderwać się od zgiełku codzienności i posiedzieć przy Tobie, przy Umiłowanym moim”.
Patrzył… tak jak tylko On potrafi…
„Jestem z Tobą Promyczku w Twojej codzienności. Zawsze jestem przy Tobie”.
„Wiem, widzę! – uśmiechnęłam się do Niego – Ale bardzo potrzebuję być z Tobą. Oko w oko”.
„Jesteś!”
„Dziękuję!”
Uśmiechał się do mnie. A ja byłam w Niebie…
PŁONIE
W każdej chwili mogę przerwać pisanie notki i opublikować ją niedokończoną.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie czule bardzo… ogromnie.
Ucałowałam Go i patrzyłam w Niego dalej.
„Perełko!”
„Umiłowany!”
„Tańczysz bardzo!”
„Tak. Dziś tak”.
Patrzył… tkliwie. A jednocześnie świetliście.
„Masz z Kim cierpieć – tak do mnie powiedziałeś niedawno” – szepnęłam.
„Masz Promyczku. I Ja mam!”
Patrzyłam, a On mówił do mego serca:
„Odpocznij we Mnie!”
Patrzyłam… tak, byłam bardzo zmęczona. Ale… On też był.
„A Ty we mnie Ukochany odpocznij!”
„Ty we Mnie, a Ja w Tobie, Promyku”.
„Tak!”
Patrzył promiennie i płomiennie. Zapatrzyłam się w NIEGO. Zanurzał mnie w Sobie, zatapiał.
„Moje Serce płonie z miłości do Ciebie!” – usłyszałam w głębi mego serca.
Patrzyłam zachwycona…
NIKT WIĘCEJ
Siedziałam przy Ukochanym, u Jego Stóp i wpatrywałam się w Jego Oczy. Patrzył we mnie… słodko…
„Umiłowany!”
„Perełko Moja kochana!”
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie”.
„Posiedź!”
Siedziałam, a On szeptał do mego serca:
„Tańczysz Promyczku. Bardzo tańczysz?”
„Czy bardzo? Nie, dziś nie bardzo. W normie”.
Uśmiechałam się do Umiłowanego. A On… patrzył…
Brak mi słów, żeby opisać to spojrzenie. Czule? Nie. Czulej. Tkliwie? Tkliwiej.
Patrzył…
„Mogę tak siedzieć i siedzieć, i siedzieć…”
„Jak pójdziesz, też będę z Tobą, Promyku”.
„I ja z Tobą”.
Patrzyłam. I On patrzył. I nikt więcej się nie liczył. Tylko ON.