Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Uśmiechałam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
„Uwielbiam się w ciebie wpatrywać, Monisiu!”
„We mnie??!” – zdumiałam się bardzo.
„W twój piękny uśmiech, pod którym ukrywasz cierpienie.
„Dziś boli mnie trochę mniej. Więc nie za bardzo mam co ukrywać!” – zaśmiałam się perliście.
„Ale gdy boli bardziej, też się do Mnie uśmiechasz!”
„Taka moja natura. Lubię się uśmiechać. Kiedyś dużo płakałam, kiedy bolało mnie serce. Teraz nie płaczę, ale staram się uśmiechać.”
Zahartowałaś się, maleńka Moja!”
„Można tak powiedzieć. Poza tym gdy patrzę na Krzyż, na Twoje cierpienia to moje przy nich są niczym. To pikuś.”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Uwielbiam się w ciebie wpatrywać, Moja śliczna!” – wyszeptał z lubością.
Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha.
Miesiąc: czerwiec 2022
SŁONECZKO MOJE!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i zachwytem wielkim…
„Uwielbiam się w Ciebie wpatrywać! Kochany mój… Słońce moje! Jesteś moim Słońcem! Słoneczkiem moim kochanym! Promienie Twojej miłości rozpromieni ają moje życie. Zalewają moje serce! Miłość szczęście, pokój, radość! Słońce moje!” – szepnęłam z mocą. Głaskalam Jezusa po policzku i szeptałam z czułością:
„Słoneczko moje… Kochane moje…”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
„Ty także jesteś Moim Słońcem, Monisiu kochana!”
„Ja…? Twoim słońcem…?!”
„Jesteś Moim, Słońcem! Słoneczkiem Moim maleńkim. I także radujesz i rozpromieniasz Me SERCE!”
Uśmiechnęłam się mojego Ślicznego Jezusa od ucha do ucha. A On patrzył we mnie z lubością.
PO BOŻEMU
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach i szeptałam wprost do SERCA Najdroższego:
„Wiesz mój Jezu kochany? Życie ciężkie. Mój krzyż coraz bardziej i bardziej przygniata mnie do ziemi. A w moim sercu pokój, szczęście i radość! I gdy ktoś mnie pyta co u mnie, jak żyję, odpowiadam, że dobrze. I mówię prawdę, nie kłamię!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
„Mówisz prawdę, bo nie myślisz po swojemu, ale po Mojemu. Po Bożemu.”
„Należę do Ciebie, Jezu kochany to i myślę po Twojemu!” – szepnęłam rozradowana.
„Masz rację, Monisiu! Boży Człowiek myśli zawsze po Bożemu.”
Leżałam w ramionach Jezusa i głaskalam go z czułością po policzku. Potem układałam loczki z Jego brody. A mój umiłowany uśmiechał się do mnie cudownie! Tańczylismy bardzo, bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja.
JAWA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Jezus patrzył we mnie z lubością.
„Odpoczęłaś choć troszkę, Monisiu?” – spytał Jezus z czułością.
„Tak! Dziękuję mój Jezu! Ostatnio dwie noce pod rząd…”
„Wiem, maleńka Moja… Wiem! Odpocznij sobie jeszcze.”
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie. I choć już nie byłam tak bardzo zmęczona, odpoczywam w Jego objęciach. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Uśmiechnął się zagadkowo i zapytał:
„Pamiętasz sen, Monisiu?”
Ja jakbym się dopiero teraz obudziła!
„Taaak! Pamiętam!”
Śniło mi się, że Jezus trzymał mnie w swych dłoniach. Uniósł mnie wysoko, wysoko… Zaczął wirować w slońcu! Kręcić piruety! I cieszył się mną! Cieszył się mną niezmiernie! Ogromnie! Ja śmiałam się radośnie, uszczęśliwiona cała!
„Sen…” – szepnęłam rozmarzona.
„To nie tylko sen, maleńka. To jawa.”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony i rozkochany cały… A ja uśmiechałam się do Niego onieśmielona, ale szczęśliwa cala!
POD ŚCIANĄ
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca. Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i wdzięcznością… Jezus uśmiechał się do mnie cudownie.
„Siedziałam nad czytaniami długo. Ale jakoś nie mogłam ułożyć rozważania… W piątek popołudniu spojrzałam na obraz z wizerunkiem Jezusa.
-Pomóż mi ułożyć, kochany mój Jezu. Proszę! Bez Ciebie nie dam rady, a z Tobą mogę wszystko! – wyrwało mi się z głębi serca. Wczoraj rano napisałam notkę. Potem ni stąd ni z owąd weszłam w dokumenty Google, tam gdzie piszę rozważania. I po prostu zaczęłam pisać. Nawet nie za bardzo wiedziałam o czym! Po prostu pisałam, a rozważanie układało się samo!”
Przerwałam na chwilę i szepnęłam z mocą:
„Dziękuję Ci mój Jezu, że mnie wysłuchałeś! Że wysłuchałeś mojej prośby!”
„Wiesz maleńka Moja jak wyglądała ona z Mojej strony? Jak Ja ją widziałem?” – spytał Jezus rozpromieniony cały.
Kiwnęłam głową, że nie.
„Byłaś taka bezradna, a jednocześnie pełna ufności i wiary, że ci pomogę, że musiałem cię wysłuchać! Nie mogłem ci się oprzeć. Postawiłaś Mnie pod ścianą!”
„Pod… ścianą?!”
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno.
„Tak, maleńka! Postawiłaś mnie pod ścianą!”
„To będę częściej Cię stawiać pod ścianą, kochany!”
„Stawiaj, stawiaj. Uwielbiam gdy ktoś Mnie tak stawia!”
Uśmiechaliśmy się do siebie nawzajem. Zakochani i szczęśliwi niezmiernie. Mój umiłowany Jezus i ja.
Z RADOŚCIĄ!
Leżałam w objęciach Jezusa obolała bardzo i bardzo, bardzo zmęczona. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego! Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony wielce.
„Kochany mój Jezu…” – szepnęłam z trudem wielkim.
„Ciii… najmilsza Moja. Ciii… Wisisz wraz ze Mną na Krzyżu i dzielisz ze Mną Mękę Moją” – wyszeptał Jezus bezgłośnie prawie.
„Taaak!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i ogniście. I śmiało!
Potem całował moje obolałe i zmęczone ciało. Całował każdy nerw, mięsień, kosteczkę. Całował całym Sobą. Wciąż mnie całuje. A ja tańcuję dla mojego ślicznego Jezusa. Z radością!
OKO W SERCU
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„Monisiu Moja kochana! Jak bardzo ty zabiegasz o Mnie i Moje sprawy! Jak bardzo się krzątasz wokół Mnie! Jak bardzo się o Mnie troszczysz!” – wyszeptał z lubością.
Patrzył we mnie poruszony cały!
„Jakże mam nie zabiegać, nie krzątać, nie troszczyć o Ciebie, mój słodki?! Jesteś moim oczkiem w głowie! Zależy mi na Tobie!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I dodałam:
„Raczej nie oczkiem w głowie, ale Okiem w sercu moim jesteś!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ogniście…
„Twoje Oko w sercu niezmiernie raduje się tobą, maleńka! Ogromnie się raduje!”
Patrzyłam w Jezusa onieśmielona… A jednocześnie uszczęśliwiona cała!
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Wciąż tańczymy. Mój Jezus i ja.
Pozdrawiam
BEZ OKAZJI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach. Patrzyłam mojemu Jezusowi w oczy. Pochyliłam się i dałam umiłowanemu siarczystego buziaka!
„A z jakiej to okazji?!” – zapytał Jezus śmiejąc się cudownie.
„Z jakiej okazji?! Czy musi być od razu jakaś okazja, żeby Ci dać buziaka? Bez okazji! Z okazji takiej, że Cię kocham!”
Smialismy się radośnie, mój Jezus i ja!
„Nie potrafię wyrazić słowami jak bardzo Cię kocham… Słów mi brakuje, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą i dodałam:
„Tańczę dla Ciebie też bez okazji! Bo Cię kocham!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
„I właśnie Tańcem – ofiarą cierpienia najpełniej pokazujesz Mi jak bardzo Mnie kochasz!”
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Monisiu Moja kochana, najtrudniej jest kochać bez okazji. Codziennie zmagać się z samym sobą, z cierpieniem, z własnymi słabościami i słabościami innych. I kochać, kochać mimo wszystko!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował.
„Też bez okazji!”-zaśmiał się cudnie.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością. Mój słodki Jezus i ja.
KAJA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego ramionach wtulona w Miłość i opowiadałam:
„Kotka Kaja pojawiła się u nas po wakacjach, zeszłego roku. Kulała bardzo na przednią łapkę. Wszystkich się bała, drapała, gryzła. Moja siostra pojechała z kotką do weterynarza, który powiedział, że łapka została bardzo przetrącona i że wygląda na to że ktoś musiał ją bardzo mocno kopnąć butem. Weterynarz dał jej zastrzyk przeciwbólowy i przepisał antybiotyk. Kotka dostała miejsce kotłowni. Miała swoje legowisko, ciepło i wygodnie. Łapka goiła się bardzo wolno. Powoli też kotka łagodniała i odzyskiwala zaufanie do nas. Dzieci ją głaskały, tata brał ją na ręce. Mnie się jednak bała, bała się wózka. Postanowiłam, że to będzie moja kotka, dałam jej na imię Kaja, kupowalam karmę i żwirek do kuwety. Powoli Kaja oswajała się ze mną i z wózkiem. Upodobała sobie moje łóżko, często na nim się kładła i się wylegiwała, spala i chrapała nawet. Do mnie na kolana jednak długo nie przychodziła. Postanowiłam, że nie będę brać jej na siłę. Będzie chciała to sama do mnie przyjdzie. Długo czekałam. Aż wczoraj… Przyszła do mnie na kolana! Pierwszy raz. Przyszła sama z siebie! Zaczęła się do mnie przytulać i nadstawiała się, żebym ją głaskala. Głaskalam z radością i delikatnie, żeby jej nie spłoszyć. A ona takie figury robiła, że myślałam, że spadnie mi z kolan. Ale gdzie tam! Przytuliła główkę do mojej twarzy. A potem ułożyła się na kolanach i zaczęła lizać moją dłoń. Potem chapsnęła, ale delikatnie, nie żeby ugryźć. Raczej to było spoufalenie się. Chapsnęła i znów lizała moją rękę. Głaskalam ją po główce. Potem wstała i zeskoczyła z moich kolan. Nie zatrzymywałam jej. Po jakimś czasie przyszła do mnie znowu i znów chciała, żebym ją głaskała!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Widać, że spodobało się Kai u mnie, że przyszła drugi raz!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
„Jej zachowanie jest obrazem ciebie, maleńka Moja!”
„Obrazem mnie?” – spytałam zaciekawiona.
„Obrazem twojego zbliżania się do mnie. Stopniowego, ale konsekwentnego. Obrazem nabierania coraz większego zaufania. Oswajania się. Coraz większej bliskości.”
Uśmiechnęłam się do Jezusa i wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej. Pomyślałam, że zrobiłam tak jak Kaja wczoraj wobec mnie.
„Masz rację mój Jezu kochany! Masz rację!”
Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem…

NAJWAŻNIEJSZA JEST MIŁOŚĆ
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. Usmiechalam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
„Uwielbiam wpatrywać się w Ciebie, kochany mój Jezu. Uwielbiam z Tobą rozmawiać. I milczeć z Tobą uwielbiam. Być z Tobą uwielbiam. Po prostu!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z lubością…
„Być z tobą uwielbiam, Monisiu kochana Moja!”
Rozpromieniłam się cała!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„A najważniejsza w prawdziwym byciu ze Mną, Monisiu jest miłość. To miłość czyni spojrzenie czystym, rozmowę pełną, a milczenie obfitym. Czystość, pełnia i obfitość zależy od miłości!”
Jezus mówił a ja słuchałam Go zachwycona…