Leżę w objęciach Jezusa. Leżę w błogim półśnie, z zamkniętymi oczyma leżę. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus odgarnia mi włosy z czoła. Głaszcze dłonią mój policzek. Uśmiecham się do mojego Oblubieńca radośnie! Milczymy. Po chwili moje serce szepcze:
„Mój słodki Jezuniu, opowiedz mi o Sobie.”
„Jam jest Cisza!”
„Uwielbiam ciszę! Tak sobie wyobrażam, że w Niebie będzie ciepło i jasno i cicho!”
Jezus uśmiecha się do mnie przecudnie.
„Jestem Ciszą, która mówi. Każdy może Mnie usłyszeć. Ale w hałasie i zgiełku dzisiejszego świata nie każdy chce. Kto chce Mnie usłyszeć musi uciszyć swe serce i otworzyć się na Mnie. Mówię cichutko, szepczę do serca. Przytul serce swoje do SERCA mojego, wsłuchaj się w jego bicie, a Mnie usłyszysz.”
„Jesteś Ciszą. A powiedziałeś, że ja jestem głosem.”
„Jesteś głosem Ciszy tańczącym w objęciach.”
„Aaa… Cudne!”
Uśmiecham się do umiłowanego mojego od ucha. Jezus głaszcze mój policzek z czułością…
Miesiąc: styczeń 2024
ŚWIATŁO
Leżę w objęciach umiłowanego mojego tańcząca bardzo. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały!
„Uwielbiam Cię, mój słodki Jezuniu! Uwielbiam Ciebie całego! Uwielbiam Cię!” – szepcze moje serce.
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy.
„Cierpisz tak bardzo, maleńka Moja i Mnie uwielbiasz?!”
„Uwielbiam Cię w moim cierpieniu i w tańcu!”
„Moja kochana! Jesteś jak świeca! Jesteś jak jej tańczący płomień! Spalasz się w tańcu dla Mnie. Z miłości się spalasz! Jesteś Moim światłem dla ludzi. Jak latarnia morska żeglarzom płynącym po oceanie życia wskazujesz drogę do Celu.”
„Ja?!”
„Ty, maleńka Moja. Ty! Jesteś Moim światłem dla świata. A światła nie można chować pod korcem! Trzeba je pokazywać. Aby ci, którzy na nie patrzą, mogli się przy nim ogrzać, zabłysnąć od niego i chwalić Ojca, który jest w niebie!”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca radośnie. A On patrzy we mnie z lubością…
WYSTARCZY
Leżę w objęciach umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we z lubością.
„Mój słodki Jezuniu!”
„Ciii… ciii maleńka Moja! Odpocznij. Wiem, że jesteś bardzo zmęczona!”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i całuje mnie w czoło. Potem przytula policzek do mego policzka i szepcze z czułością:
„Wytrzymałaś. Wytrzymałaś dla Mnie!”
I znów mnie całuje.
„Jesteś bardzo dzielna, odważna i mężna, Moniko kochana.”
Te słowa były jak miód na moje serce. Jak balsam. Choć nie widziałam w sobie ani dzielności, ani męstwa, ani odwagi, potrzebowałam to usłyszeć. Nie widziałam. Ale Jezus widzi. To wystarczy.
DLA JEZUSA
„Jestem zmęczona…”
„Odpocznij, kochana Moja. Odpocznij we Mnie.”
„Jestem zmęczona tym wszystkim.”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Wytrzymaj, maleńka Moja. Wytrzymaj dla Mnie!”
„Dla Ciebie, mój słodki Jezuniu!”
Po chwili dodaję:
„Nie chodzi mi tylko o mnie. Chodzi o mojego Duchowego Syna. Jest mu bardzo ciężko.”
„Troszczę się o niego i wiem co dla niego dobre. Chcesz, aby poszedł do nieba, prawda?”
„Oczywiście!”
„To mu pomaga.”
„To??!!!”
„Tak, to.”
Chcę coś powiedzieć, ale nie mogę. Umiłowany mój zamyka mi usta słodkim pocałunkiem.
PIERWSZY
Pochylam się i całuję Jezusa. Całuję siarczyście i słodko. Jak oblubienica całuje swego Oblubieńca. Potem całuję Jego Rany na rękach i stopach. I SERCE Najdroższe całuję. Całuję ze czcią i namaszczeniem. Z namaszczeniem całuję.
„Pragnę Rany Twe całować.
Moją miłość ofiarować” – szepcze moje serce.
I pyta:
„Kochany mój Jezu, a czy można być jeszcze bliżej Ciebie?”
„Zawsze można bliżej, maleńka Moja.”
„Naprawdę? To możliwe?”
„Wszystko jest możliwe dla tego, kto ufa.”
„Ufam Tobie i pragnę być jeszcze bliżej Ciebie, kochany! A Ty chcesz, żebym była bliżej?”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Pragnę!”
Uświadamiam sobie, że to pytanie: 'czy można być jeszcze bliżej Ciebie?’ nie pochodziło ode mnie. Pochodzi od Jezusa! To On pierwszy pragnął, żebym była bliżej! On pierwszy!
W PRAWDZIE
Leżę w objęciach umiłowanego mojego tańcząca. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie głęboko. Uśmiecham się do umiłowanego mojego od ucha do ucha!
„Tyle lat z Tobą jestem, kochany mój Jezu, a ciągle zachwycasz! Fascynujesz mnie! Pragnę się Tobą zachwycać do końca życia! A po śmierci zobaczyć Cię takim, jakim jesteś. I zachwycać się Tobą jeszcze bardziej!”
Jezus patrzy we mnie jak w obrazek…
„Moja piękna! Jesteś rozkoszą SERCA Mojego.”
„Kochany… ale ja się na rozkosz nie nadaję…
„Nadajesz się, nadajesz! Bardzo się nadajesz, maleńka Moja. Stworzyłem cię dla Swojej rozkoszy. I jakże się cieszę, nią jesteś!”
Przemknęło mi przez myśl, że to wszystko kłamstwo, ułuda. Ale natychmiast przychodzi mi do głowy i serca druga myśl:
„Czyżbym tyle lat żyła w kłamstwie? To nie możliwe!”
„Tak, maleńka Moja. Żyjesz w Prawdzie!”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca radośnie. A On głaszcze mój policzek z czułością niezwykłą.
GŁOS TAŃCZĄCY W OBJĘCIACH
Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha!
„Uwielbiam twój uśmiech, maleńka Moja! – szepcze Jezus z lubością.
„A ja uwielbiam Ciebie, mój słodki Jezuniu! Ciebie całego!”
„Mój gniew i złość na ciebie też?” – pyta Jezus badawczo.
„Wybacz mój Jezu, ale myślę, że Ty się nie gniewasz, ani nie złościsz na Swoją maleńką. Na takiego biednego, maleńkiego grzesznika jak ja. Owszem, potępiasz grzech, ale nie człowieka. Kochasz mnie i okazujesz mi cierpliwość i miłosierdzie. Wychowujesz mnie z miłością i zrozumieniem dla mych słabości. Jak dobry Ojciec. Jak Tatuś.”
„To prawda, maleńka Moja! Pięknie powiedziałaś!” – szepcze Jezus z zachwytem.
„To nie są moje słowa, tylko Twoje! Ty mi je włożyłeś w usta.”
Uśmiecham się do Jezusa radośnie i dodaję:
„Jan Chrzciciel był głosem wołającym na pustyni. A ja czym jestem?”
„Głosem tańczącym w objęciach!” – szepcze Jezus ogniście.
„Głos tańczący w objęciach… Piękne!”
Patrzę w mojego Oblubieńca zachwycona cała…
WYPADA
Bawię się brodą umiłowanego mojego. Dotykam, głaszczę, kręcę loczki. Jezus patrzy we mnie z wielką miłością.
„Nie boli Ciebie, kochany?” – pytam z troską.
„Baw się Mną, maleńka Moja. Baw się Mną do woli. Pozwalasz bym bawił się tobą, więc baw się Mną do woli.”
Uśmiecham się do umiłowanego mojego radośnie.
„Dziękuję, mój słodki Jezuniu! Ale już wystarczy.”
Głaszczę brodę Jezusa, a potem kładę dłoń na SERCU Jego.
Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i zaczyna całować miejsce, które mnie boli. Całuje moje chore jelita. Dotyka, głaszcze, pieści… I całuje. Przechodzi mi przez myśl, że nie powinnam pozwolić Jezusowi tego robić. Że Bogu nie wypada tego robić. Natychmiast przychodzi druga myśl, że Jemu wypada wszystko. A ja nie mam nic do gadania. Odsuwam więc pierwszą myśl i otwieram się przed umiłowanym jeszcze bardziej. Pokazuję Mu gdzie mnie boli.
„Jeszcze tu i tu, i tu, i tu…”
Jezus całuje te miejsca z namaszczeniem, czcią i uwielbieniem…
„Ufam Ci, mój słodki Jezuniu!”
„Ufam ci, Moja maleńka, śliczna Moniczko!”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha. A On całuje…
PODOBNA DO UMIŁOWANEGO
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko. Odwzajemniam pocałunki. Całujemy się ogniście. Jezus całuje, a Jego SERCE szepcze:
„Ukochana! Moja słodka! Ma maleńka, śliczna trzpiotka!”
A moje serce odpowiada:
„O mój Jezu ukochany! Tyś lekarstwem na me rany!”
Widzę krzyż, wielki, ogromny! Wisi na nim Jezus. Wiem, że cierpi, ale nie widzę grymasu bólu na Jego twarzy.
„Jakaś ty podobna do Mnie, Moniko!”
„Ja? Podobna?”
„Podobna. Patrz!”
I widzę drugi krzyż. Też wielki. Ja na nim wiszę.
Umiłowany Jezus uśmiecha się do mnie przecudnie! I ja uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha! Wisimy na naszych krzyżach uśmiechnięci.
CO INNEGO
Tańczymy bardzo. Mój umiłowany Jezus i ja. Jezus trzyma mnie w objęciach i w tańcu prowadzi. Przytula policzek do mego policzka i szepcze z czułością:
„Moja słodka! Jestem przy tobie.”
„Mój kochany! Mój najdroższy!” – szepczę z trudem i po chwili dodaję:
„Wiem, że ze mną jesteś!” Gdyby Cię ze mną nie było, nie miałabym czym się cieszyć. Z TOBĄ cieszę się życiem.”
„Ty taka cierpiąca i cieszysz się życiem?”
„Dzięki Tobie, kochany mój Jezu. Tylko dzięki Tobie!”
„Jestem bardzo dumny z ciebie, Moniko!”
„A dlaczego?”
„Cierpisz bardzo, ale się nie skarżysz, nie narzekasz.
„Mówię, że boli.”
„Mówienie, że boli, a skarga, czy narzekanie to co innego.”
Tańczymy w intymności i bliskości bez granic.