My Blog

My WordPress Blog

Menu
  • Checkout
  • Księga Gości
  • O mnie
  • Order Confirmation
  • Order Failed
  • Rozważania
  • Sample Page
  • KSIĘGA GOŚCI- INTENCJI
  • APOSTOLAT ŻYCIA – CZŁONKOWIE
  • Moje obrazy
Menu

Miesiąc: luty 2010

Rozważanie świętej Agonii autorstwa O. Pio

Posted on 27 lutego, 2010 by Monik@d0

    Duchu Święty, oświeć mój umysł i rozpłomień me serce w rozważaniu Męki Jezusowej. Pomóż mi przeniknąć to misterium miłości i cierpienia mojego Boga, który, stawszy się człowiekiem, cierpi, kona, umiera dla mnie.Wieczysty, nieśmiertelny, zniża się by poddać się niesłychanemu męczeństwu, okropnej śmierci na krzyżu, pośród zniewag, drwin i bluźnierstw, pragnąc ocalić swoje stworzenie, które obraziło Go i które tarza się w błocie grzechu. Człowiek lubuje się w grzechu, a Bóg, z powodu grzechu, jest smutny aż do śmierci. Męki okrutnego konania sprawiają, że zrasza Go krwawy pot… Pod koniec swego ziemskiego żywota, oddawszy się nam całkowicie w Sakramencie swojej Miłości idzie Pan do Ogrodu Oliwnego, znanego uczniom, również i Judaszowi. Po drodze poucza ich i przygotowuje do swojej rychłej Męki. Zachęca ich, aby z miłości do Niego znosili kalumnie, prześladowania aż do śmierci, chce przemienić ich na swoje podobieństwo, swój Boski wzór. W chwili wkroczenia w gorzką Mękę nie myśli o sobie, lecz o tobie… W ogrodzie Mistrz oddala się od uczniów, w towarzystwie tylko trzech świadków swojej Agonii: Piotra, Jakuba i Jana. Czy, widziawszy Go przemienionego na górze Tabor, potrafią rozpoznać Człowieka – Boga w tej istocie przygniecionej śmiertelną trwogą? Wchodząc do ogrodu polecił im:“Zostańcie tutaj! Czuwajcie i módlcie się, byście nie ulegli pokusie”.

     Czuwajcie, gdyż nieprzyjaciel nie śpi. Zawczasu uzbrójcie się w oręż modlitwy, abyście nie zostali zaskoczeni i wciągnięci w grzech.Oto godzina mroków. Oddaliwszy ich odchodzi na rzut kamieniem i kładzie się twarzą ku ziemi. Jego dusza tonie w morzu goryczy i nieprzeniknionego smutku. Zrobiło się późno. Złowieszcze cienie przemykają w bladą noc. Księżyc wydaje się nabrzmiały krwią. Wiatr porusza drzewami i przenika do kości. Cała przyroda zdaje się drżeć w tajemnym przestrachu. O nocy, jakiej nie było! Oto miejsce, gdzie Jezus się modli. Odziera swoje Święte człowieczeństwo z siły, do jakiej ma Ono prawo, zjednoczone z Osobą Boską. Zanurza je w czeluść smutku,trwogi, upodlenia. Jego Duch wydaje się pogrążony… Widzi już teraz całą swoją Mękę. Widzi tak kochanego apostoła Judasza, który sprzedaje Go za kilka groszy… Oto spieszy drogą do Getsemani, by zdradzić Go i wydać! Czyż niedawno nie nakarmił go swoim Ciałem, nie napoił swoją Krwią? Na kolanach umył mu stopy, przytulił do Serca, ucałował je. Czyż nie uczynił wszystkiego, by zatrzymać go na skraju świętokradztwa lub przynajmniej skłonić do skruchy? Ale na nic to się zdało, Judasz gna ku zatraceniu… Jezus płacze. Widzi siebie, wleczonego po ulicach Jerozolimy, gdzie jeszcze kilka dni temu obwoływano Go Mesjaszem. Widzi jak policzkują Go przed Najwyższym Kapłanem. Słyszy wrzaski: “Niech zginie”! On, Twórca Życia, wleczony niby ludzki łachman od jednego do drugiego trybunału. Lud, Jego lud, tak miłowany, tak obdarowywany,wygwizduje Go, popycha, żąda głośno Jego śmierci i to jakiej! Śmierci na krzyżu. Słyszy fałszywe oskarżenia. Widzi, jak biczują Go, nakładają koronę z ciernia, wyśmiewają, oddają Mu pokłony, jak przed fałszywym królem. Widzi jak skazują Go na krzyż, jak pnie się na Kalwarię,upadając pod ciężarem, chwiejąc się, zwalając na ziemię… Oto już na górze, odarty z szat, rozciągnięty na krzyżu, bezlitośnie przybity,wzniesiony między niebem i ziemią. Zwisa bezsilnie przytwierdzony gwoździami, cierpiąc niewymownie. Boże mój! Jakże długa to, trzy godziny trwająca agonia, pośród wrzasków motłochu, pijanego gniewem!Widzi, jak gardło i wnętrzności pali mu ogniste pragnienie, które ugasić ma ocet i żółć. Widzi swego Ojca, który opuszcza Go, i swoją Matkę, złamaną bólem. Śmierć następuje pośród dwu złoczyńców. Jeden wyznaje swoje winy i może być ocalony, lecz drugi bluźni i kona potępiony. Widzi zbliżającego się z włócznią Longinusa, który przebije Mu serce.

     I oto dokonało się najgłębsze poniżenie ciała i duszy, które rozdzielają się… Widzi ˙wszystko ˙po kolei, scenę za sceną, a widok ten przytłacza Go i przeraża. Czy cofnie się? Od pierwszej chwili wszystko przyjął, na wszystko się zgodził. Dlaczego zatem to krańcowe przerażenie? Bo wystawił swoje święte człowieczeństwo niczym tarczę, w którą biją ciosy Sprawiedliwości, znieważonej grzechem. Jego osamotniony Duch żywo odczuwa wszystko, co przyjdzie Mu wycierpieć. Za taki grzech taka kara. Jest zmiażdżony, bo sam wydał się na lęk, na słabość, na skonanie. Wydaje się dochodzić granic cierpienia, leży wyciągnięty twarzą ku ziemi przed Majestatem swego Ojca. Święte Oblicze Człowieka-Boga, które cieszy się błogosławioną wizją Boga, leży oto w pyle ziemi, zmienione nie do poznania. Mój Jezu! Czyż nie jesteś Bogiem? Panem nieba i ziemi? Równym Ojcu? Dlaczego poniżasz się tak bardzo, że aż tracisz ludzki wygląd? Ach, tak… rozumiem! Chcesz nauczyć mnie, owładniętego pychą, że aby obcować z niebem, muszę pochylić się aż do ziemi. Padasz, aby odkupić moją arogancję. Chylisz się aż do ziemi, jakbyś chciał złożyć na niej pocałunek pokoju,pogodzić niebiosa z ziemią… Jezus podnosi się, spogląda błagalnie w górę, wyciąga ramiona i modli się. Jaka bladość śmiertelna okrywa Jego twarz! Błaga Ojca, który odwraca się od Niego. Modli się z synowską ufnością, ale dobrze zna swoje miejsce. Wie, że jest Żertwą ofiarną za cały ludzki rodzaj, wystawioną na gniew obrażonego Boga. Wie, że tylko On może zadośćuczynić nieskończonej Sprawiedliwości i pogodzić Stwórcę ze stworzeniem. Pragnie, domaga się tego. Jednak wszystko w nim jest dosłownie zmiażdżone. Cała Jego natura wzdraga się przed taką Ofiarą.Duch wszakże jest gotów na unicestwienie i twarda walka trwa. Jezu,jakże możemy prosić Cię, byś nam dał siły, kiedy widzimy Cię tak słabymi poniżonym? Tak, rozumiem! Wziąłeś na siebie całą naszą słabość. Żeby dać nam swoją siłę, stałeś się ofiarą. Pragniesz nas nauczyć, że tylko w Tobie mamy pokładać całą naszą ufność, nawet jeśli niebo wydaje się nam ze spiżu. Konając Jezus woła do Ojca: “Jeżeli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich”. Jest to krzyk natury, która zagrożona, z ufnością zwraca się ku niebu. Chociaż wie, że nie zostanie wysłuchany, bo sam tego pragnie, jednak modli się.

     Jezu mój, dlaczego prosisz o coś, o czym wiesz, że nie otrzymasz tego? Jakaż zawrotna tajemnica! Smutek, jaki Cię przygniata,każe Ci żebrać o pomoc i wsparcie, ale Twoja miłość ku nam i Twoje pragnienie, by zwrócić nas Bogu sprawiają, że mówisz: “Nie Moja, lecz Twoja wola niechaj się stanie”. Jego osamotnione Serce pragnie wsparcia. Powoli powstaje, idzie chwiejnym krokiem, zbliża się do uczniów. przynajmniej oni, przyjaciele, powiernicy, pojmą, podzielą Jego udręczenie… Znajduje ich pogrążonych we śnie.Jakże nagle czuje się samotny i odepchnięty! “Szymonie, śpisz? – pyta cicho Piotra. Ty, który zapewniałeś Mnie, że do śmierci Mnie nie opuścisz?” Zwraca się ku innym: “Nie mogliście więc czuwać jednej godziny ze Mną?”. Raz jeszcze zapomina o własnych cierpieniach, myśląc tylko o nich: “Czuwajcie i módlcie się, by nie popaść w pokuszenie!”Zdaje się mówić im: “Jeśli tak szybko zapomnieliście o Mnie, który zmagam się i cierpię, to przynajmniej we własnym interesie czuwajcie i módlcie się”. Ale oni półprzytomni z senności, ledwo Go słyszą. O mój Jezu, ileż szlachetnych dusz, wzruszonych Twoimi skargami, trwa u Twego boku w Ogrodzie Oliwnym, dzieląc Twą gorycz i śmiertelne udręczenie!Ileż serc poprzez wieki wielkodusznie odpowiedziało na Twoje wezwanie!Oby pocieszyły Cię i oby, dzieląc Twoje cierpienia, mogły współpracować w dziele zbawienia! Obym i ja mógł do nich należeć i ulżyć Ci chociaż odrobinę, o mój Jezu! Jezus wraca na miejsce modlitwy i widzi inny, o wiele straszliwszy obraz: wszystkich naszych najdrobniejszych nawet grzechów. Widzi krańcową wulgarność ludzi, popełniających je. Wie, jak bardzo obrażają Boski Majestat. Widzi wszystkie nikczemności, wszystkie sprośności, wszystkie bluźnierstwa brukające serca i wargi stworzone,aby wyśpiewywać Bożą Chwałę. Widzi świętokradztwa, które hańbią kapłanów i wiernych. Widzi potworne nadużywanie sakramentów, które On ustanowił dla naszego zbawienia, a które mogą się stać przyczyną naszego zatracenia. Musi wziąć na siebie całe to cuchnące błoto ludzkiego zepsucia.

     Musi, tak przybrany, stanąć przed Świętością swego Ojca. Musi odkupić każdy grzech z osobna i oddać Ojcu całą Jego zdeptaną Chwałę.Musi, żeby zbawić grzesznika, zejść do tego bagna. Nawet to nie powstrzymuje Go. Błoto niczym potworna fala osacza Go, zalewa,przygniata. Oto staje przed obliczem Ojca, Boga Sprawiedliwości. On,Święty Świętych, uginający się pod ciężarem grzechów, podobny do grzeszników. Któż zgłębi Jego zgrozę i najwyższą odrazę. Ten jęk wstrętu, te straszliwe mdłości? Wziąwszy na siebie wszystko, bez żadnego wyjątku, pada pod potwornym brzemieniem i jęczy pod ciężarem Bożej Sprawiedliwości, w obliczu Ojca, który dozwolił Jemu, swojemu Synowi, ofiarować się jako ofiara za grzechy świata i stać się jakby“potępionym”. Jego czystość wzdraga się pod tym nikczemnym ciężarem,ale widzi jednocześnie Sprawiedliwość obrażoną, grzesznika potępionego… Dwie siły, dwie miłości ścierają się w Jego Sercu.Zwycięża obrażona Sprawiedliwość. Jakiż to jednak widok nieopisanie żałosny! Ten człowiek obarczony wszystkimi naszymi brudami, On,Świętość istotowa, złączony, zewnętrznie ˙choćby, ˙z przestępcami…Drży jak liść. Żeby stawić czoło tej straszliwej agonii, pogrąża się w modlitwie. Pochylony przed Majestatem Ojca błaga: “Ojcze, oddal ode Mnie ten kielich!”. To tak, jakby mówił: “Ojcze, pragnę Twojej Chwały.Pragnę dopełnienia Twojej Sprawiedliwości, pragnę pogodzenia rodzaju ludzkiego. Ale nie za tę cenę! Nie, żebym Ja, sama Świętość, aż tak został splamiony grzechem!… Ojcze, który wszystko możesz, oddal ode mnie ten kielich i znajdź w nieprzebranych skarbach Twojej Mądrości jakiś inny sposób zbawienia. Jeśli jednak tego nie chcesz, niechaj stanie się Twoja, a nie Moja wola!. I tym razem modlitwa Zbawiciela zostaje bez odpowiedzi. Ogarnia Go trwoga śmierci. Dźwiga się z trudem,szukając wsparcia. Czuje, że siły Go opuszczają. Potykając się, kroczy z trudem w stronę uczniów. I znowu znajduje ich śpiących. Jego smutek pogłębia się. Budzi ich tylko.

     Czy zmieszali się? Jezus już nic nie mówi. Widzą tylko, że jest nieopisanie smutny. Zachowuje dla siebie całą gorycz tego opuszczenia.- Jezu mój, jakże głęboką troskę odczytuję w Twoim sercu, przepełnionym udręką. Widzę, że oddalasz się od uczniów, ugodzony prosto w serce.Gdybym mógł pomóc Ci choć trochę, ulżyć Ci nieco… Ale, nie potrafię nic innego, płaczę tylko przy Tobie. Łzy mojej miłości i współczucia mieszają się z Twoimi łzami, wznosząc się ku tronowi Ojca, by Go błagać o litość nad Tobą i tyloma duszami, zanurzonymi we śnie grzechu i śmierci. Jezus wraca na miejsce swojej modlitwy wyczerpany, pełen żałości. Nie klęka, lecz pada na ziemię. Czuje się jakby zdruzgotany  przez śmiertelną mękę, a Jego modlitwa staje się jeszcze intensywniejsza. Ojciec odwraca od Niego swój wzrok, jakby był najwstrętniejszym z ludzi. Wydaje mi się, że słyszę skargi Zbawiciela:“Gdyby przynajmniej człowiek, dla którego cierpię, zechciał korzystać z łask, jakie dla niego przez Moje cierpienie uzyskuję. Gdyby przynajmniej uznał prawdziwą wartość ceny, jaką płacę, aby go odkupić i dać mu życie dziecka Bożego! Ach, ta miłość rozdziera Mi serce okrutniej niż oprawcy, którzy rozedrą niedługo Moje ciało…” Widzi człowieka, który nie wie, bo nie chce wiedzieć; który bluźni Bożej Krwi, i co jeszcze bardziej nie do naprawienia, używa Jej na swoje zatracenie. Jakże niewielu skorzysta z Niej, iluż innych zmierza ku zgubie! Nie przestaje powtarzać w udręczonym swym sercu: “Jakże niewielu korzysta z Mojej Krwi”. Jednak myśl o tej garstce wystarcza,aby stawił czoło męce i śmierci. Nic ani nikt nie niesie Mu odrobiny pociechy. Niebo zamknęło się przed Nim, człowiek przywalony ciężarem grzechu pozostaje niewdzięczny i nic nie wie o Jego Miłości: Jezus czuje jak zalewa Go cierpienie i woła w męce agonii: “Smutna jest dusza aż do śmierci”. Tak mój Jezu, musisz teraz wychylić kielich do dna! Oto jesteś wydany na najokrutniejszą śmierć. Jezu, niechaj nic nie dzieli mnie od Ciebie: ani życie ani śmierć! Jeśli przyłączę się do Twoich cierpień w ciągu mego życia z nieskończoną miłością, dane mi będzie umrzeć z Tobą na Kalwarii i wstąpić wraz z Tobą w Chwałę. Jeśli będę Ci towarzyszyć w Twoich udręczeniach i prześladowaniach, uczynisz mnie godnym miłowania Cię kiedyś twarzą w twarz w niebie i wiecznego wysławiania Cię za Twoją Mękę… Ale spójrzcie oto! Jezus podnosi się z pyłu, silny, niezwyciężony. Czyż nie pragnął “wielkim ˙pragnieniem” tej uczty krwi? Otrząsa się z popłochu, ociera krwawy pot z Oblicza, pewnym krokiem zmierza ku wyjściu z ogrodu. Dokąd idziesz Jezu? Czy jeszcze przed chwilą nie uginałeś się pod ciężarem udręki i bólu? Czyż nie widziałem Cię drżącego i jakby zdruzgotanego okrutnym brzemieniem doświadczeń, które zwalą się na Ciebie? Dokąd idziesz tym nieulękłym i pewnym krokiem? Komu chcesz się wydać? – Posłuchaj, moje dziecko, oręż modlitwy pomógł Mi zwyciężyć.

     Mój duch ujarzmił słabość natury. Moc przyszła do Mnie z modlitwy i teraz mogę stawić czoło. Naśladuj Mój przykład i pertraktuj z niebem tak jak Ja! Jezus zbliża się do apostołów, którzy ciągle śpią.Wzruszenie, późna pora, przeczucie czegoś strasznego i nieodwracalnego,zmęczenie sprawiły, że zapadli w kamienny sen. Jezus lituje się nad ich słabością. “Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe!” Jezus woła:“Śpijcie dalej i odpoczywajcie”. Staje na chwilę. Słysząc, że nadchodzi, z trudem otwierają zmorzone snem oczy… Jezus dodaje:“Dosyć! Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się Mój zdrajca”. Jezus widzi wszystko swymi Boskimi oczyma. Zdaje się mówić: “Podczas, gdy wy,Moi przyjaciele i uczniowie śpicie, nieprzyjaciele czuwają i zbliżają się, żeby Mnie pojmać. Ty Piotrze, który niedawno czułeś się tak silny,by iść ze Mną na śmierć, teraz śpisz! Od początku dawałeś Mi dowody swojej słabości. Bądź jednak spokojny. Odkryłem twoją słabość i modliłem się za ciebie. Kiedy wyznasz swój błąd, stanę się twoją siłą i będziesz pasł Moje owieczki… Ty Janie także śpisz? Nie ma już czasu na spanie! ˙Nieprzyjaciel stoi u drzwi. To godzina mocy ciemności.Chodźmy! Całkowicie dobrowolnie idę na spotkanie śmierci. Judasz spieszy się, by Mnie zdradzić, a Ja idę mu na spotkanie. Nie przeszkodzę proroctwom w wypełnieniu się co do joty. Moja godzina nadeszła: godzina nieskończonego Miłosierdzia”. Rozlegają się kroki,zapalone pochodnie napełniają ogród cieniem i purpurą. Jezus idzie naprzód, nieulękły i spokojny… – O mój Jezu, daj mi Twoją siłę, kiedy biedna moja natura buntuje się przed zagrażającym jej złem, abym mógł z miłością przyjąć troski i udręki tego wygnańczego życia. Przywieram z całych sił do Twoich zasług, cierpień, zadośćuczynienia, do Twoich łez,abym mógł współpracować z Tobą w dziele zbawienia, i miał siłę uciekać od grzechu, tej jedynej przyczyny Twojej agonii, Twego krwawego potu i śmierci. Zniszcz we mnie wszystko, co jest niemiłe i odciśnij w moim sercu, ogniem swej Świętej Miłości, wszystkie Twoje cierpienia. Obejmij˙mnie tak czule, mocno i słodko, bym nigdy już nie zostawił Cię samego w Twoich okrutnych udręczeniach. Proszę o jeden spoczynek: na Twoim sercu. Pragnę tylko jednego: uczestniczyć w Twojej Świętej Agonii. Oby dusza moja upoiła się Twoją Krwią i nakarmiła się chlebem Twojej boleści.

                                                    / Św. O. Pio /

MIEJCIE NADZIEJĘ…………..

Posted on 26 lutego, 2010 by Monik@d0

Miejcie nadzieję!… Nie tę lichą, marną

Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,

Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno

Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

 

Miejcie odwagę!… Nie tę jednodniową,

Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,

Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową

Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

 

Miejcie odwagę… Nie tę tchnącą szałem,

która na oślep leci bez oręża,

Lecz tę, co sama niezdobytym wałem

Przeciwne losy stałością zwycięża.

 

Przestańmy własną pieścić się boleścią,

Przestańmy ciągłym lamentem się poić:

Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,

Mężom przystało w milczeniu się zbroić…

 

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje

I przechowywać ideałów czystość;

Do nas należy dać im moc i zbroję,

By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

                     /  Adam  Asnyk  /

PUSTYNIA

Posted on 24 lutego, 2010 by Monik@d0

Czym jest dla mnie  Wielki  Post ?  Jak go przeżywam?

Bardzo  pragnęłabym by był dla mnie czasem wyciszenia, uspokojenia. Tego zewnętrznego i  przede wszystkim tego wewnętrznego.
Wokół mnie wszystko krzyczy, cały ten zwariowany świat. Sensacje, plotki, pomówienia…
W mojej głowie jest tak samo. Natłok myśli… nie zawsze dobrych. Kłębią się w moim umyśle jak węże. Otaczają mnie ze wszystkich stron…
Bardzo potrzebuję ciszy.
Chciałabym wyjść  na pustynię. Jak Jezus. Czy bym wytrzymała tam czterdzieści dni? Pewnie nie, ale chciałabym spróbować
Tylko ja, pustynia i… Pan Bóg.
Ja i Bóg.
… stworzenie i Stwórca.
Chciałabym jeszcze raz sobie przemyśleć…..poukładać wszystko na nowo.
Jakie są moje relacje z Bogiem? Jaka jest moja modlitwa?
Czy w ogóle jest modlitwą ? Dialogiem? Rozmową?
Chciałabym usłyszeć głos Boga…
A Jego głos najlepiej słyszalny jest w ciszy.
Na pustyni własnego serca.
Pragnęłabym bardzo Go usłyszeć…
 

MĄDROŚĆ SYRACHA

Posted on 23 lutego, 2010 by Monik@d0

Dzisiaj  kiedy czytałam Biblię „sama” mi otworzyła, a ja przeczytałam taki tekst:

Ufność w Panu

11 Niejeden pracuje, trudzi się i spieszy,
    a tym bardziej pozostaje w tyle.
12 Niejeden słaby potrzebuje pomocy,
    brak mu sił i obfituje w biedę,
    lecz gdy tylko oczy Pana łaskawie na niego spojrzą,
    wydźwignie On go z nędzy
13 i podniesie mu głowę,
    a wielu zdumieje się tym, co go spotkało.
14 Dobra i niedole, życie i śmierć,
    ubóstwo i bogactwo pochodzą od Pana*.
17 * Dar Pana spocznie na ludziach bogobojnych,
    a upodobanie Jego na zawsze zapewni im szczęście.
    18 Niejeden wzbogacił się mozołem i swoją chciwością,
    a oto udział jego w nagrodzie:
19 gdy powie: «Znalazłem odpoczynek
    i teraz mogę żyć z moich dostatków» –
    nie wie, ile czasu minie,
    a zostawi je innym i umrze*.
20 Trwaj w przymierzu* twoim i bądź mu oddany,
    a wypełniając je zestarzej się!
21 Niech cię w podziw nie wprawiają czyny grzesznika,
    ufaj Panu i wytrwaj w twym trudzie,
    albowiem łatwą jest rzeczą w oczach Pana
    natychmiast i niespodziewanie wzbogacić ubogiego.
22 Błogosławieństwo Pana nagrodą bogobojnych
    i prędko zakwitnie Jego błogosławieństwo.
23 Nie mów: «Czego potrzebuję
    i jakie dobra mam mieć od tej chwili?»
24 Nie mów: «Wystarczam sam sobie
    i jakież zło może mnie obecnie spotkać?»
25 W czasie pomyślności zapomina się o przykrościach,
    a w czasie przykrości nie pamięta się o pomyślności.
26 A dla Pana łatwą jest rzeczą w dzień śmierci
    oddać człowiekowi według jego postępowania.
27 Godzina nieszczęścia pokrywa zapomnieniem dobrobyt,
    a przy końcu życia wychodzą na jaw sprawy człowieka.
28 Przed śmiercią nikogo nie nazywaj szczęśliwym,
    gdyż dopiero w ostatniej chwili* poznaje się męża.


   

GORZKIE ŻALE / cz. I /

Posted on 21 lutego, 2010 by Monik@d0

Gorzkie Żale, to rdzennie polskie nabożeństwo o męce Pana Jezusa. Swe powstanie zawdzięcza Księżom Misjonarzom działającym od połowy XVII wieku w Warszawie, przy kościele św. Krzyża. Założyli oni Bractwo św. Rocha,którego celem było oddawanie czci Panu Bogu, poprzez wspólne modlitwy, procesje i śpiewy. W okresie Wielkiego Postu Bractwo organizowało rozbudowane nabożeństwa pasyjne składające się z trzech części, z których każda poprzedzona była biczowaniem, a śpiew hymnów łacińskich, przeplatany był pieśniami wielkopostnymi w języku polskim. Treść pieśni mówiła bardzo dokładnie o męce Pana Jezusa i dlatego mogła być zrozumiała dla wszystkich. 2 stycznia 1707 roku na polecenie proboszcza Michała Tarło przygotowano książeczkę polską „O Męce Pańskiej”. Wkrótce nabożeństwo uzyskało aprobatę polskich władz kościelnych oraz Stolicy Apostolskiej, która za udział w Gorzkich Żalach udzieliła szereg odpustów. Z czasem trafiły do wszystkich parafii nie tylko w Polsce, ale do środowisk polonijnych Brazylii i Stanów Zjednoczonych. Melodie pieśni wzorowane są na melodyce chorału gregoriańskiego.

 

WSTĘP – ZACHĘTA

 

   1. Gorzkie żale przybywajcie,

      Serca nasze przenikajcie.

   2. Rozpłyńcie się,me źrenice,

      Toczcie smutnych łez krynice.

   3. Słońce, gwiazdy omdlewają,

      Żałobą się pokrywają.

   4. Płaczą rzewnie Aniołowie,

      A któż żałość ich wypowie?

   5. Opoki się twarde krają,

      Z grobów umarli powstają.

   6. Cóż jest, pytam,co się dzieje?

      Wszystko stworzenie truchleje!

   7. Na ból męki Chrystusowej

      Żal przejmuje bez wymowy.

   8. Uderz, Jezu, bez odwłoki

      W twarde serc naszych opoki!

   9. Jezu mój, we krwi ran swoich

      Obmyj duszę z grzechów moich!

  10. Upał serca swego chłodzę,

      Gdy w przepaść męki Twej wchodzę

 

CZĘŚĆ 1

Hymn

 

   1. Żal duszę ściska, serce boleść czuje,

      Gdy słodki Jezus na śmierć się gotuje;

      Klęczy w Ogrójcu, gdy krwawy pot leje,

      Me serce mdleje.

   2. Pana świętości uczeń zły całuje,

      Żołnierz okrutny powrozmi krępuje!

      Jezus tym więzom dla nas się poddaje,

      Na śmierć wydaje.

   3. Bije, popycha tłum nieposkromiony,

      Nielitościwie z tej i owej strony,

      Za włosy targa:znosi w cierpliwości

      Król z wysokości.

   4. Zsiniałe przedtem krwią zachodzą usta,

      Gdy zbrojną żołnierz rękawicą chlusta;

      Wnet się zmieniło w płaczliwe wzdychanie

      Serca kochanie.

   5. Oby się serce we łzy rozpływało,

      Że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało!

      Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości

      Dla Twej miłości!

 

Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

 

   1. Jezu, na zabicie okrutne,

      Cichy Baranku od wrogów szukany,

      Jezu mój kochany!

   2. Jezu, za trzydzieści srebrników

        2. Od niewdzięcznego ucznia zaprzedany,

      Jezu mój kochany!

   3. Jezu, w ciężkim smutku żałością,

      Jakoś sam wyznał, przed śmiercią nękany,

      Jezu mój kochany!

   4. Jezu, na modlitwie w Ogrójcu

      Strumieniem potu krwawego zalany,

      Jezu mój kochany!

   5. Jezu, całowaniem zdradliwym

      Od niegodnego Judasza wydany,

      Jezu mój kochany!

   6. Jezu, powrozami grubymi

      Od swawolnego żołdactwa związany,

      Jezu mój kochany!

   7. Jezu, od pospólstwa zelżywie

      Przed Annaszowym sądem znieważany,

      Jezu mój kochany!

   8. Jezu, przez ulice sromotnie

      Przed sąd Kajfasza za włosy targany,

      Jezu mój kochany!

   9. Jezu, od Malchusa srogiego

      Ręką zbrodniczą wypoliczkowany,

      Jezu mój kochany!

  10. Jezu, od fałszywych dwóch świadków

      Za zwodziciela niesłusznie podany,

      Jezu mój kochany!

      Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony,

      Dla nas zelżony i pohańbiony.

      Bądź uwielbiony!Bądź wysławiony!

      Boże nieskończony!

Rozmowa duszy z Matką Bolesną

   1. Ach! Ja Matka tak żałosna!

      Boleść mnie ściska nieznośna.

      Miecz me serce przenika.

   2. Czemuś, Matko ukochana,

      Ciężko na sercu stroskana?

      Czemu wszystka  truchlejesz?

   3. Co mię pytasz? Wszystkam w mdłości,

      Mówić nie mogę z żałości,

      Krew mi serce zalewa.

   4. Powiedz mi, o Panno moja,

      Czemu blednieje twarz Twoja?

      Czemu gorzkie łzy lejesz?

   5. Widzę, że Syn ukochany

      W Ogrójcu cały zalany

      Potu krwawym potokiem.

   6. O Matko, źródło miłości,

      Niech czuję gwałt Twej żałości!

      Dozwól mi z sobą płakać.

Któryś za nas cierpiał rany,

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!             

Środa Popielcowa

Posted on 17 lutego, 2010 by Monik@d0

” Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię…”

MAMA I….. BLOG

Posted on 16 lutego, 2010 by Monik@d0

Było to późną jesienią. Byłyśmy akurat z mamą w mieście. Spotkałyśmy znajomą, która po przywitaniu zwróciła się do mnie :

– Moniko jaki ty masz piękny blog.

Podziękowałam, ale w duchu pomyślałam – „oho,zaraz się wszystko wyda”.

Pani kontynuowała:

– Czytam go regularnie i często się wzruszam…. Naprawdę mądry blog , dobrze, że go piszesz.

Mama bardzo zdziwiona powiedziała

– Ale Monika nie pisze żadnego bloga!

Teraz zdziwiła się znajoma.

-To kto go pisze?!

Musiałam odkryć „karty” 

-To ja piszę  tego bloga , od ponad roku. To była moja tajemnica.

Pojechałyśmy do domu. Mama przez cały czas się do mnie nie odzywała.Była na mnie zła, że jej nie powiedziałam, że piszę bloga….Było jej przykro…. Kiedy próbowałam wytłumaczyć jej dlaczego nie powiedziałam, westchnęła

– Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami….

– Jesteśmy – potwierdziłam- ale zrozum, ja chciałam mieć coś co jest tylko moje, własne, osobiste…. I zależy tylko ode mnie…

Nadal była na mnie zła .

Cała złość i żal zniknęły kiedy pokazałam jej bloga.

– To wszystko zrobiłaś sama ? – spytała bardzo zdziwiona.

– Tak, wszystko sama – odpowiedziałam.

Potem mama zaczęła czytać. Czytała i czytała i czytała i czytała…. I czytała…

Kiedy skończyła, wyszeptała niby do siebie, niby do mnie:

– Wiedziałam, że jesteś mądra ale nie sądziłam, że aż tak……

Zrobiło mi się głupio.

Wieczorem spytałam mamy czy jeszcze się na mnie gniewa o to, że jej tyle czasu nie powiedziałam o tym, że piszę bloga.

– Nie gniewam się Moniko….. rozumiem cię

ŚLUB

Posted on 13 lutego, 2010 by Monik@d0

Kilka dni temu  wróciłam z podróży. Dalekiej, jak na mnie i bardzo wyczerpującej. Byłam w Warszawie na ślubie koleżanki. O tym, że pojadę okazało się na dwa dni przed ślubem.

 Koleżanka zaprosiła mnie odpowiednio wcześniej, ale z powodu pogody- śniegu i dużego mrozu i odległości nie wiedziałam czy damy (rodzice i ja) radę pojechać. Właściwie byłam pewna, że nie….

 Bardzo chciałam być na jej ślubie, ale w moim wypadku „chcieć” a „móc” to dwie różne rzeczy.

 Monika(koleżanka)bardzo mnie namawiała i nalegała, żebym przyjechała. Mówiła, że będzie jej przykro jeśli by mnie nie było na tej uroczystości.

I tak to się jakoś dziwnie złożyło, że byłam na jej ślubie:).

 Znalazł się samochód i kierowca,który właśnie w tym czasie jechał do W-wy i bardzo chętnie nas zabrał.

 Z Moniką znamy się około 13 lat. Poznałysmy się kiedy ona była w podstawówce a ja kilka lat wcześniej skończyłam „plastyk”.

 Dostała z AMUN-u kartki świąteczne i kalendarz, na zdjęciu zobaczyła dziewczynę o takim samym imieniu i nazwisku jak ona (czyli mnie). Postanowiła do mnie napisać 

 Łączyło nas nie tylko takie samo imię i nazwisko ;). ale i wspólne zainteresowania. Ona także interesuje się malarstwem. Też skończyła liceum plastyczne.

 Korespondowałyśmy dosyć długo,potem zaprosiliśmy ją i jej mamę do nas. Kiedy ja i moi koledzy z AMUN-u mieliśmy wystawę w stolicy, rodzice Moniki zaprosili nas do siebie. I tak zaczęło się wzajemne odwiedzanie. Nasze rodziny się zaprzyjaźniły.

 Monika jest ode mnie9 lat młodsza, ale doskonale się rozumiemy. Dla niej nie ma znaczenia, że jestem chora.Bardzo stara się zrozumieć co do niej mówię, choć  jest to bardzo trudne…
To dla mnie ważne.  

 Teraz zaprosiła mnie na swój ślub. To, że koniecznie chciała, żebym była na tej uroczystości świadczy o tym, że jestem dla niej kimś ważnym.

Najtrudniejsze dla mnie było wejście do ich mieszkania.Mieszkają na drugim piętrze…

 Do tej pory rodzice brali do pomocy brata albo szwagra i po prostu mnie wnosili.Teraz musiałam wejść sama…mama mnie podtrzymywała…jakoś weszłam na 1 piętro… dalej nie miałam sił…Rodzice dalej musieli mnie wnosić.

 W W-wie byliśmy trzy dni, w ostatnim poszliśmy do Muzeum Narodowego.Bardzo lubię tam chodzić,oglądać obrazy.Staram tam być za każdym razem kiedy jestem w W-wie.

 Z powrotem wracaliśmy pociągiem. Nie będę tu się rozwodzić nad (nie)przystosowaniem dworca Centralnego i pociągu do potrzeb osób niepełnosprawnych. Po prostu horror.

  Monika z mężem zapraszali nas, żebyśmy przyjechali do nich latem.

 Nie wiem czy się uda,ale bardzo bym chciała.

Cieszę się, że mam   taką  przyjaciółkę.

Dziś Światowy Dzień Chorego

Posted on 11 lutego, 2010 by Monik@d0

 Dzisiaj Światowy Dzień Chorego.

Jak co roku obchodzony on jest w liturgiczne wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, 11 lutego.

W tym roku Papież Benedykt XVI będzie przewodniczył obchodom Światowego Dnia Chorego w Watykanie. Z tej okazji jutro o godz. 10.30 odprawi Mszę św. w bazylice św. Piotra. Uroczystość ta zbiegnie się z 25. rocznicą ustanowienia Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, którym jest obecnie Polak, abp Zygmunt Zimowski.

Na to, że Światowy Dzień Chorego jest dla chrześcijan szczególnym wezwaniem do jeszcze gorliwszego włączenia się w służbę ludziom chorym i tym, którzy się nimi opiekują, wskazuje bp Stefan Regmunt,przewodniczący Zespołu ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia KEP. – Dzień ten jest także zachętą do refleksji na temat naszej wrażliwości na osoby chore i ich potrzeby oraz do niesienia im konkretnej pomocy w powrocie do zdrowia lub,jeśli taka jest wola Boża, w godnym przeżywaniu doświadczenia cierpienia i śmierci – mówi biskup.

Światowy Dzień Chorego został ustanowiony przez Jana Pawła II w 1993 r. Przez wiele lat obchodzony był centralnie co roku w którymś z sanktuariów maryjnych w różnych częściach świata.

Dzień Chorego wyznaczono na 11 lutego, gdyż tego dnia rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Lourdes. Od 11 lutego do 16 lipca 1858roku, Piękna Pani ukazała się 18 razy 14-letniej dziewczynce Bernadecie Soubirous. Te fakty wydarzyły się w grocie Masabielle, niedaleko Lourdes.

 

Główne obchody pierwszego Światowego Dnia Chorego odbyły się w 1993 roku w Lourdes. W rok później 11 lutego 1984 r. Jan Paweł II ogłosił List Apostolski „Salvifici doloris”, poświęcony wartości ludzkiego cierpienia. „Prosimy Was wszystkich, którzy cierpicie, abyście nas wspierali. Właśnie Was, którzy jesteście słabi, prosimy, abyście stawali się źródłem mocy dla Kościoła i ludzkości. W straszliwym zmaganiu się pomiędzy siłami dobra i zła, którego widownią jest nasz współczesny świat, niech Wasze cierpienie w jedności z Krzyżem Chrystusa przeważy” – apelował papież do chorych całego świata.

Papież Benedykt XVI w tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Chorego podkreśla, że poprzez doroczny Światowy Dzień Chorego Kościół pragnie uwrażliwić wspólnotę kościelną duszpasterstwa wśród ludzi chorych.”Posługa ta stanowi integralną część jego misji, ponieważ wpisuje się w istotę zbawczej misji Chrystusa” – głosi orędzie papieskie.

Papież zwraca uwagę, że w aktualnych warunkach historyczno-kulturowych „jeszcze bardziej widać potrzebę starannej i szerokiej obecności kościelnej u boku chorych, podobnie jak obecności w społeczeństwie, zdolnej do skutecznego przekazywania wartości ewangelicznych w obronie życia ludzkiego we wszystkich jego fazach, od poczęcia aż do naturalnego kresu”.

                                                              / ekai.pl /

 

Dobrze,  że  jest taki dzień.

 

***

Posted on 5 lutego, 2010 by Monik@d0

Wyjeżdżam na kilka dni… Wiem, że to szaleństwo ruszać w Polskę na wózku w taką pogodę. Jednak taka okazja już nigdy się nie powtórzy.
Odezwę się jak wrócę.

  • 1
  • 2
  • Next

Recent Posts

  • Hello world!
  • UWIELBIAM!
  • MOJA SIŁA
  • WEŹ
  • W DŁONIACH JEZUSA

Recent Comments

  1. A WordPress Commenter - Hello world!
  2. Maria - KSIĘGA GOŚCI- INTENCJI
  3. Maciej - Księga Gości
  4. Marzena - KSIĘGA GOŚCI- INTENCJI
  5. Jan Nazwa - Księga Gości

Archives

  • październik 2026
  • wrzesień 2026
  • sierpień 2026
  • lipiec 2026
  • czerwiec 2026
  • maj 2026
  • kwiecień 2026
  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • maj 2012
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • marzec 2009
  • luty 2009
  • styczeń 2009
  • grudzień 2008
  • listopad 2008
  • październik 2008
  • wrzesień 2008

Categories

  • Uncategorized
© 2026 My Blog | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme