Skończyłam malować Jego Portret. Chwilę później patrzyłam na niego z daleka. Dlaczego? Szukałam błędów. I kilka znalazłam. Z daleka lepiej widać, kiedy maluję, twarz trzymam blisko obrazu. I trudno mi zobaczyć całość. Często proszę tatę, żeby mi pokazał obraz z daleka. I potem poprawiam. Jednak teraz, choć znalazłam kilka, doszłam do wniosku, że nie będę ich poprawiać. Błędy były drobne, a ja już zmęczona.
Patrzyłam więc w Miłosiernego.
„Taki po Ciebie przyjdę!” – usłyszałam w głębi serca.
„Dziękuję!”
„Zmęczona jestem…” – szepnęłam Ukochanemu.
Patrzył we mnie… słodko.
„Odpocznij, Promyczku! Dużo pracowałaś!”
„Ale skończyłam”.
W tej chwili pomyślałam o błędach, ale patrzył we mnie w taki sposób, że przestałam się nimi przejmować.
„Pięknie namalowałaś, Promyczku!”
„To TY!”
„Ale przez Ciebie!”
Tak… Dziękowałam…
Taki po mnie przyjdzie… Miłosierny.

