Zmęczona jestem, ale z pomocą Pana Boga notkę napiszę. Tylko z Jego pomocą.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie promienny.
„Dziękuję Ci! – wyszeptałam.
„Za co, Promyczku?”
Uśmiechnęłam się. Właśnie skończyłam malować obraz. Miałam wewnętrzne przekonanie, pewność, że to nie ja go malowałam. Ja tylko rozmyślam o Bogu i Jego Miłości. A On…:)
„Że przeze mnie malujesz!”
„Maluję przez Ciebie i w Tobie!”
Spojrzałam pytająco.
„Maluję Twoimi ustami. I w Tobie Promyku. W Twoim sercu!”
Uśmiechnęłam się do Niego jeszcze bardziej.
„W moim sercu malujesz Swój Autoportret!” – szepnęłam.
Patrzył we mnie.
„Ja wpatruję się w Ciebie Ukochany, a Ty malujesz Siebie w moim sercu!”
Uśmiechał się do mnie, a ja do Niego.
Potem po raz pierwszy w tym roku byłam dłużej na podwórku. Jeździłam na wózku elektrycznym i szukałam wiosny 🙂 I nie musiałam szukać. Tulipany, narcyzy, bratki, niezapominajki. Magnolia, forsycja. Zielono wszędzie.
„Ukochany! Jak jest pięknie! Jak pięknie malujesz ten świat!”

Złoto na obrazie wyszło nawet naturalnie.
Ciekawy ten twój blog jako zapis wyobrażenia jak wygląda miłość.
To zapis Bożej Miłości do mnie. I mojej miłości do Niego.