Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja leżąc w Jego objęciach rozmyślałam:
„Miriam nikomu nie powiedziała o tym co Bóg Jej uczynił. Jak Ją pobłogosławił, wywyższył, zaszczycił. Mogła przecież powiedzieć, obwieścić rodzinie i sąsiadom, że Bóg Ją wybrał na Matkę Swego Syna. Że Mesjasz już przyszedł. Mogła powiedzieć, nie tyle z chęci wywyższenia Siebie, z pychy. Ale po prostu z radości i szczęścia, że spełniają się Boże obietnice! Miriam milczała. Nie z obawy, że mogą Jej nie uwierzyć, wyśmiać, wyszydzić. Nie! Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela musiał się cieszyć w milczeniu, za karę, że nie uwierzył słowom Anioła. Miriam milczała z własnej woli. Wiedziała, że nie Jej zasługa, że jest Matką Boga. Ona była służebnicą, niewolnicą Najwyższego. Jest Jego Narzędziem. Tylko i aż. Ona tylko wykonywała to, co Stwórca Jej poleca. Czy narzędzie, powiedzmy pędzel, może powiedzieć, że to on namalował obraz?! Skąd! Namalował go artysta swoją dłonią, a pędzel był tylko narzędziem. Owszem potrzebnym i ważnym, ale tylko narzędziem. Miriam była takim pędzelkiem, którym Boski Artysta malował dzieło zbawienia ludzkości!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
„Piękne rozmyślania, Monisiu! Przepiękne!” – wyszeptał ogniście.
„To Ty rozmyślasz we mnie, Jezu. Ty nadajesz kształt moim myślom, a je je tylko przekazuję! Jestem tylko narzędziem” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we rozpromieniony cały…
Miesiąc: listopad 2021
JAK MIRIAM
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja leżąc w Jego objęciach, rozmyślałam:
„Można powiedzieć, że Miriam miała dziewięć miesięcy Adwentu. Szczególnego Adwentu od Zwiastowania do Narodzenia. Czasu oczekiwania i nadziei. Znała Pisma, proroctwa. Wiedziała, że Mesjasz narodzi się z panny, z dziewicy. Teraz uświadamia sobie, że ta Panna, Dziewica to Ona! To Ją, prostą, ubogą dziewczynę z Nazaretu, tak naprawdę dziecko jeszcze, wybrał Bóg! I cieszyła się niezmiernie maleńka Miriam, że dobry Bóg wypełnia Swe obietnice! I niepojęte dla Niej było, że Mesjasz już przyszedł, i że rozwija się, rośnie w Jej dziewiczym łonie, Bóg – Człowiek. Dzieciątko…
Lecz Adwent Miriam był dla Niej nie tylko czasem wielkiej radości. Był też czasem niepewności i obaw. Mogła przecież zginąć pod gradem kamieni. Jej oblubieniec Józef mógł wyprzeć się Jej, oskarżyć Ją o cudzołóstwo. Mogłaby zostać ukamienowana! Co mała Miriam robiła z obawami i lękiem?”
Przerwałam na chwilę rozmyślania i uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Wiesz, mój Jezu? Myślę, że oddawała je Tobie. Leżała w czasie bezsennej nocy i patrzyła w rozgwieżdżone niebo. Głaskała brzuch i wyobrażała sobie, że dotyka i pieści Ciebie szeptała: 'Syneczku Mój kochany… poślubiony mi Józef chce Mnie od siebie oddalić. On jest sprawiedliwy i odpowiedzialny. Czuły i delikatny. On byłby dobrym Opiekunem dla Mojego Syneczka.’ Może wtedy przypominała słowa Anioła, które wypowiedział przy Zwiastowaniu: „Nie bój się Maryjo, znalazłaś łaskę u Boga!” I od razu wszystkie lęki i obawy znikały! Maleńka Miriam leżałam na swoim posłaniu i uśmiechała się do Ciebie! Mimo obaw oczekiwała na Twe narodziny z wielką radością!
A ja jak czekam na Ciebie? Czy w ogóle czekam? Niedawno usłyszałam takie zdanie: 'Jeśli człowiek już tu na ziemi, już teraz nie żyje w łączności, bliskości, zażyłości z Jezusem to i nie czeka na Jego przyjście’.
Życie moje jest Adwentem! Staram się żyć w łączności, zażyłości i bliskości z Tobą. I nie mogę się Ciebie doczekać, mój Jezu! Czy choć trochę jak Miriam?”
Jezus patrzył we mnie uśmiechnięty cały!
„Jak Miriam, Monisiu!” – wyszeptał ogniście. Patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego Jezusa jak w Obrazek…
CZAS NADZIEI
Leżałam w objęciach Jezusa… Mój słodki pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały.
„Przychodzę do Ciebie taka jaka jestem. Bez upiększeń, ozdób, masek. Ty mój Jezu kochany wiesz jaka jestem. Biedna, nędzna, pełna słabości i wad… Przychodzę taka do Ciebie!” – szepnęłam z mocą.
„A Ja cię taką prgzyjmuję, maleńka Moja! Kocham cię taką!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
Czułam się powalona Jego Miłością!
„Wybacz mi Jezu!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością i zaczął glaskać mój policzek.
„Ale Ja nie mam ci czego wybaczać!”
Na moje usta cisnęło się pytanie.
„Naprawdę nie mam ci nic do wybaczenia!” – wyszeptał Jezus wyprzedzając moje pytanie.
Umiłowany mój dodał po chwili:
„Odpocznij Monisiu i uspokój serce. Czekają nas piękne dni. Czas nadziei!”
Patrzyłam w ślicznego mojego z miłością i uwielbieniem. A On uśmiechał się do mnie cudownie!
INTYMNA ZAŻYŁOŚĆ
„Kocham Cię mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Kocham cię Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem głaszcząc mój policzek z czułością niezwykłą.
Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy bardzo! Tańcząc rozmawialiśmy. Opowiadałam mojemu ślicznemu o moich cierpieniach, bólach i moich radościach i szczęściu. I Jezus opowiadał o Swoich cierpieniach i Swoim szczęściu. I tak już moje cierpienia, radości i szczęście nie były tylko moimi, a cierpienia i radości Jezusa nie były tylko Jego. Były nasze! Wspólne!
„Nawet nie wiesz Moja Monisiu jak baaardzo się cieszę! Nic nie jest Moje, lub twoje. Ale nasze! Nasze!!!”-wyszeptał Jezus z żarem.
„I ja baaardzo się cieszę, mój Jezu kochany!”
Jezus głaskał mój policzek z miłością… Z tkliwością niesamowitą. Patrzył we mnie ogniście.
„Ja zwracam się do ciebie po imieniu, ty Mnie nazywasz „swoim”. Wszystko jest nasze, wspólne. To się nazywa intymna zażyłość, Monisiu!”
Mój umiłowany głaskał mój policzek. A ja patrzyłam w Niego jak w Obrazek…
JAK SOBIE ŻYCZYSZ!
Umiłowany Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. Usmiechalam się do mojego ślicznego Pięknisia z miłością i uwielbieniem. Zakochana cała!
Jezus patrzył we mnie głęboko. Z lubością patrzył… W Jego oczach widziałam miłość i błogość…
Umościłam się w Umiłowanym jak w najwygodniejszym posłaniu.
„Tutaj spędzę Adwent, kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Jak sobie życzysz, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały. I dodał:
„I spędzisz go tak jakby go nie było!”
„Jakby go nie było?! Ale jak to?!!” – spytałam zdumiona.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie i tajemniczo.
„Zobaczysz, Monisiu! Pięknie będzie!”
„Jak sobie życzysz kochany!” – szepnęłam wymownie.
Jezus zaczął dotykać i głaskać mój policzek. Robił to bardzo delikatnie, z czułością…
„Jestem z ciebie bardzo dumny, Monisiu kochana!” – wyszeptał z naciskiem.
„A dlaczego?”
„Jestem dumny, że żyjesz tak jak żyjesz!”
„Żyję tak jak mi pozwalasz! Staram się żyć tak jak Sobie tego życzysz, mój słodki!”
„I uważasz, że to nie wystarczy, abym był dumny?”
„Nie wiem!”
„Ale Ja wiem, maleńka. Ale Ja wiem!” – wyszeptał mój Miły z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Jak sobie życzysz mój Jezu kochany!”
NIESTETY JESZCZE NIE TERAZ
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Tańczysz bardzo, maleńka Moja! Bardzo cię boli!”
„Bardzo, kochany mój Jezu!”
„Jutro przestanie!”
„Weźmiesz mnie na rączki?! Pójdę do Ciebie na rączki?” – spytałam z nadzieją.
„Niestety jeszcze nie. Pomogę ci. Ulżę”-wyszeptał Jezus z powagą.
„Aaaa…” – z moich ust wyrwał się jęk zawodu. Nie chciałam jednak, aby umiłowany mój widział, że jestem zawiedziona. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha! I Jezus uśmiechnął się do mnie! Trwaliśmy w uśmiechniętym milczeniu… Rozmyślałam: ” ludzie niby czekają na powtórne przyjście Chrystusa, na koniec świata. Ale tak naprawdę nie chcą go. Dlaczego? Bo się boją! Nie chcą żyć z Nim na co dzień to i nie czekają na Jego przyjście. Tak samo obawiają się swojej śmierci. Odsuwają myślenie o niej. Odpychają. Tymczasem chrześcijanin powinien z radością oczekiwać przyjścia Pana! Jak i własnego Przejścia na drugą Stronę. Przejścia z życia do ŻYCIA! Czekam, tęsknię i staram się być gotową na tę godzinę. Godzinę w której umiłowany mój po mnie przyjdzie! Wtedy w końcu będę mogła zobaczyć Go takim jakim Jest. Będę mogła Go podziwiać i wychwalać, pieścić, głaskać i całować! W Pełni. Będę się w Nim cieszyć. Żyć w moim ślicznym szczęśliwa. Na wieczność!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Z lubością.
„Niestety jeszcze nie teraz, Monisiu kochana!”- nie wiem czy mi się wydawało, czy też w Jego głosie słyszałam zawód.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie! Tańczylismy bardzo, bardzo w intymności i bliskości bez granic!
DOM
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę… Raz, drugi trzeci… Całował czule i słodko i gorąco. I śmiało! Całował całym Sobą! Cały był słodyczą. I ja całowałam mojego ślicznego Jezusa! Całowałam delikatnie, z czułością… Całowałam śmiało. Całą sobą! Zamknęłam oczy. Jezus całował… A ja ujrzałam przed sobą przepiękną monstrancję! Ze złota, wysadzaną drogimi kamieniami. W jej wnętrzu znajdowała się wielka Hostia!
„Pewnie Ci zimno i ciasno w tym złocie, kochany mój Jezu! Chodź do mnie! Proszę! We mnie jest ciepło i miejsca dużo…”
Nie zdążyłam skończyć, gdy Hostia wyszła z monstrancji i weszła do serca mojego…
Jezus wciąż całował. Jego SERCE szeptało:
„Jak dobrze Mi u ciebie kochana Monisiu! Jak dobrze! Jak ciepło i obszernie! U ciebie Mój dom. Jesteś Moim domem!”
„I wzajemnie, mój Jezu!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus jakby nie słuchał, ale mówił dalej:
„Gdy chodziłem po świecie byłem jak bezdomny. Nie miałem gdzie głowy złożyć i odpocząć choć trochę… W tobie mogę, maleńka! W tobie Mój dom!”
„A mój Dom w Tobie, mój Jezu kochany!”
Mój maleńki całował mnie słodko i ja Jego całowałam. Tonęliśmy w pocałunkach…
BĘDZIEMY SIĘ STARAĆ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Co mogę dla ciebie, Monisiu kochana, zrobić?” – spytał z ogniem i uśmiechem od ucha do ucha.
„Już zrobiłeś!” – zaśmiałam się radośnie.
„Poprosiłaś to zrobiłem!”
„Poprosiłam?! Westchnęłam tylko!”
„Pełne ufności westchnienie wystarczy!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha z wdzięcznością i zachwytem.
Wczoraj rano gdy leżałam w łóżku westchnęłam: 'Mój słodki, kochany Jezu… pomóż mi namalować pokłon trzech Króli. Już prawie trzy tygodnie maluję, ale nie bardzo mi wychodzi. Pomóż mi, proszę, go namalować… Dla Ciebie!!!” Po śniadaniu usiadłam do malowania i… jakby za dotknięcie czarodziejskiej różdżki, nagle zaczęło mi wychodzić! Suknia Madonny już nie była sztywna, jakby na posągu, ale miała fałdy jak prawdziwy materiał!
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem!
„Jest jeszcze coś, co możesz dla mnie zrobić, mój śliczny. Dużo ważniejsze niż moje malowanie. Na czym mi bardzo zależy!”
„Co takiego, maleńka?”
„Pomóż mi doprowadzić wszystkie moje kochane Duchowe Dzieci do nieba! Do Ciebie! Dla Ciebie! Żeby mi się żadne nie zgubiło… O jednym już wiem, że najpierw odeszło ode mnie, a potem się dowiedziałam, że i od Ciebie… O Nim wiem, a o ilu nie wiem…”
Jezus patrzył we mnie ze smutkiem i powagą.
„Widzisz, Monisiu, dałem ludziom wolną wolę. Nie chciałem, żeby byli Moimi niewolnikami i robili wszystko co im każe, z przymusu. Chciałem, aby byli Moimi przyjaciółmi, dziećmi Moimi! Aby mi służyli w wolności i z radością. I tak wolna wola może być jednocześnie przekleństwem jak i błogosławieństwem. Człowiek może Mnie odrzucić, odejść ode Mnie, ale może i do Mnie wrócić i być szczęśliwym bez miary! Tylko wobec jednego Ja Jestem bezradny. Wobec wolnej woli człowieka.”
„Ale możemy się starać z całych sił, żeby ci, którzy od Ciebie odeszli, wrócili do Ciebie, prawda? Ja w każdym razie będę!” – szepnęłam z mocą.
„Ja także, maleńka Moja. Ja także!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic. Mój śliczny Jezus i ja!
DLA JEZUSA!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Co mogę dla Ciebie zrobić, kochany mój Jezu?” – spytałam z trudem.
„Odpocznij teraz maleńka Moja. Wiem, że zmęczona jesteś…”
„Ale ja nie chcę…”
„Zrób to dla Mnie. Odpocznij dla Mnie, Monisiu!”
„Dla Ciebie?!”
„Tak! Dla Mnie!”
„Dobrze, mój śliczny!”
Zamknęłam oczy… I tylko poczułam policzek Jezusa przy moim policzku. Zasnęłam… Spałam długo i było mi we śnie jakoś tak… błogo! Obudziłam się i od razu otworzyłam oczy. Jezus pochylał się nade mną z miłością. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha.
„Dziękuję, mój śliczny!” – szepnęłam z mocą.
„Zrobilaś to dla Mnie, pamiętasz, maleńka?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Tak! Dla Ciebie wszystko! Co mogę zrobić dla Ciebie, najmilszy?” – spytałam poruszona.
„I o co mam cię prosić, maleńka, skoro ty dla Mnie wszystko?”
„O wszystko!”
Leżałam w objęciach Jezusa, a On patrzył we mnie jak w obrazek…
MÓJ KRÓL!
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie.
„Jesteś moim Królem!” – szepnęłam z mocą.
„Jestem Królem. A na jakim siedzę tronie? Czym jest Mój tron, wiesz Monisiu?”
„Wiem. To krzyż!”
I zobaczyłam mojego ślicznego Jezusa wiszącego na Krzyżu. Cierpiący był bardzo… Oddałam pokłon mojemu Królowi.
„Na Krzyżu Moje królowanie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Taaak…
” A chciałabyś królować TU ze Mną, Monisiu?”
„Pragnę! Bardzo!”
„Pójdź więc do Mnie, dziecię Moje!”
Zerwalam się i uniosłam się do Jezusa! Leciałam na skrzydłach! Na skrzydłach Miłości! Podeszłam do umiłowanego mojego, a On objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie… Wtulił w Siebie i czynił z Sobą jedno… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Król i ja. Wciąż tańczymy bardzo…