Noc, ciemność. Nie mogąc zasnąć, leżałam i rozmyślałam. O czym? O moich grzechach… I nagle uświadomiłam sobie, że to, czego szukałam, mogę znaleźć w Bogu.
„Mogę znaleźć TO u Ciebie, prawda? Możesz mi TO dać, Ukochany?”
„Mogę Ci TO dać. W czystej postaci!”
„Więc daj mi, proszę…”
Chwilkę leżałam i nic się nie działo. Nagle zanurzył mnie w tak wielkiej Miłości, że nie wiedziałam czy to jawa, czy sen może. Ale nie, nie spałam. Ukochany zanurzył mnie w SOBIE. Byliśmy jakby jedno. Jedno w Miłości i cierpieniu. Ale… nie potrafię tego opisać… To cierpienie było jakieś inne… jakby nie moje. Serce mnie paliło, piekło, trawiło z bólu. Jednak… pragnęłam tego bólu! Chciałam. Trawiła mnie Miłość! Nie będę tego doświadczenia opisywać. To najintymniejsze przeżycie jakie kiedykolwiek doświadczyłam…. I nie da się tego opisać.
Na Mszy, w kościele po przyjęciu Komunii Św:
„Od tej pory jesteśmy tak zjednoczeni jak dzisiejszej nocy, Promyczku. Ty i JA – JEDNO!”
Dziękowałam, uwielbiałam Umiłowanego.
„Ukochany,mój! Skarbie! Najdroższy mój!”
A ON do mnie:
„Umiłowana! Perełko MOJA! Oblubienico!”
Patrzył we mnie poruszony, jasny, promienny….
„Tak czekałem aż MNIE o to poprosisz, Moniko! Szukałaś gdzie indziej, a Ja czekałem!”
Nie wiedziałam co odpowiedzieć…
Patrzył we mnie z jeszcze większym poruszeniem i Miłością. Ośmielał mnie tą Miłością…
„Serce Cię wciąż pali, prawda?” – bardziej stwierdził fakt niż zapytał.
„Tak. pali”.
„Jesteśmy JEDNO, Promyczku!”