Światło jaśniejsze niż w dzień. Byłam w nim. Widziałam Go, Umiłowanego mojego! Widziałam w Całej Pełni! Był Piękny! Cudowny! Jaśniejszy niż Słońce! Taki świetlisty, promienny i Dobry! I ja! Czysta forma. Dusza sama. Już nic mnie nie krępowało nie więziło. Byłam wolna! Żadnych ograniczeń, żadnego bólu. SZCZĘŚCIE! ON i ja zjednoczeni!
Wielbiłam GO! Uwielbiałam! Wychwalałam! Wysławiałam…
Obudziłam się. Ciemność w okół mnie. Noc. Powoli uświadamiałam sobie, że to był sen… Piękny sen.
Powoli uświadomiłam sobie, że coś jeszcze jest inaczej. We mnie była ciemność. I wielka, ogromna, dojmująca TĘSKNOTA za NIM. Poprosiłam Jezusa, żeby przyszedl do mego serca.
„Jestem w Nim, Promyczku”.
Po chwili dodał:
„Tej nocy umrzesz dla grzechu a potem będziesz żyć tylko dla MNIE!”
„Umrę??”
Milczał.
W tej chwili przypomniałam sobie, że wczoraj przed snem pozwolił mi zobaczyć wielkość mojego grzechu. Żeby mi pokazał jak bardzo za mnie cierpiał.
Zostałam sama… TĘSKNOTA narastała, paliła mi serce. Tak, że fizycznie czułam wielki ból. Wtem zobaczyłam wielkość mego grzechu… Byłam poruszona. Do głębi… Do tej pory myślałam, że to nic wielkiego. Małe to takie, nikomu nie szkodzi- myślałam do tej pory. Teraz zobaczyłam… ogrom i ohydę jego. Byłam w szoku… Zaczęłam się upokarzać i prosić o zmiłowanie. Upokarzałam się bardziej i bardziej. Do głębi mego jestestwa. Do dna.
Potem zobaczyłam… Umiłowanego mojego… tuż przed egzekucją. Odarty z szat. Nagi. Jedna wielka RANA. Stał niewinny i czysty. W okół Niego tłum wrzeszczał, wykrzykiwał, drwił z Niego, znieważał.
„Tak cierpi kiedy grzeszę…” – pomyślałam. Już nic nie czułam. Prócz żalu, upokorzenia, i wielkiej PUSTKI. Cierpiałam, bardzo cierpiałam… rozrywałam przed Nim serce! Rozdzierałam! Na kawałki! Ogarnął mnie gniew. Na samą siebie!!
„Nigdy więcej! Zrywam z tym! A TY mi w tym pomóż!”’
„Pomogę!” – odezwał się Głos.
To znaczy, że był przy mnie… Nie zostawił mnie.
Potem… zobaczyłam jak wiszę razem z NIM na krzyżu. Zjednoczona z NIM.
Pokusy napierały na mnie z ogromną siłą. Odrzucałam je z obrzydzeniem.
„Innym pomaga a sama sobie pomóc nie może!!!” – wrzeszczało coś.
Nie odpowiadałam. Cierpiałam z NIM.
Do rana.
Szloch, potężny płacz… przed NIM. I ON też PŁAKAŁ. Tak razem trwaliśmy…
Kiedy już uspokoiłam się. Usłyszałam Jego cichy głos:
„Chcesz Mnie opuścić?”
Zdumiałam się!!!
„Ja???!! SKĄD. Może raczej Ty mnie. Cierpisz tak bardzo przeze mnie…”
„Promyczku!!! Jesteś perłą w Mojej Koronie, Pamiętasz?”
„Tak!”
„Czym byłaby ta Korona bez tej maleńkiej perły? Niczym!!!”
Dziękowałam…
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Z miłością.
„Tyś Moją Córką, dziś Cię zrodziłem!!”
Po chwili dodał:
„Jeśli nie chcesz, nie musisz tego wszystkiego opisywać”.
„Opiszę, Umiłowany”.
TĘSKNOTA za NIM jest nadal w sercu i nadal boli. Ale już pusta nie jestem. Wypełnił mnie SOBĄ.