Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony.
„Będziesz wiele cierpieć, maleńka Moja…” – szepcze z bólem i smutkiem.
„Będę. Ale nie mów mi o cierpieniu, kochany. Mów mi o Twojej miłości!”
Uśmiecham się do Umiłowanego mojego. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i zaczyna mnie całować! Całuje jak Oblubieniec. Ogniście, namiętnie i słodko. Caluje, a Jego SERCE bije:
„Kocham ciebie! Kocham ciebie! Kocham ciebie!”
Potem Jezus kładzie głowę na sercu moim. Moje serce bije:
„Kocham Cię! Kocham Cię! Kocham Cię!”
Jezus wtula się we mnie, a ja w Niego się wtulam. I tak tańczymy wtuleni w siebie nawzajem. W miłości.
Przez najbliższe dni notek nie będzie.
Miesiąc: czerwiec 2026
MÓJ ŚWIAT…
Budzę się… Budzę się powoli, bez pośpiechu. Otwieram oczy i uśmiecham się do Jezusa. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i poruszony cały.
„Coś mi się śniło, kochany… Coś mi się śniło, ale nie wiem co! Chciałabym, żebyś Ty mi się przyśnił… Ale nie!”
„Nie wystarczę ci na jawie, Moja słodka?” – pyta z uśmiechem Jezus.
„Nie!”
Śmiejemy się oboje! Nagle przychodzi do mnie myśl! Myśl jak błyskawica: 'nie kocha cię aż tak, żeby ci się przyśnić!’
„A właśnie, że kocha! Kocha AŻ TAK, że oddał za mnie życie! A śnić mi się nie musi, jeśli nie chce!”
Myśl ucieka gdzie pieprz rośnie!
Jezus jakby nigdy nic uśmiecha się do mnie cudownie!
„Wiesz kochany mój Jezu? Wczoraj gdy słuchałam Mszy świętej, ksiądz na kazaniu powiedział bardzo piękne słowa… Powiedział, że…”
Jezus zamyka mi usta słodkim pocałunkiem.
„Pozwól, że Ja dokończę, maleńka Moja.”
Kiwam głową, że dobrze. Umiłowany mój pochyla się nade mną, patrzy we mnie z lubością i szepcze wprost do mego serca:
„Dzień twoich narodzin był tym dniem, w którym powiedziałem, że świat nie może istnieć bez ciebie!”
„Tak, tak powiedział ten ksiądz…”
„Ja tak mówię.”
Patrzę w Jezusa oszołomiona!
„Świat nie może istnieć beze mnie?!”
„A może?” – pyta Jezus z cudnym uśmiechem.
Milczę. Moje milczenie jest odpowiedzią. Umiłowany nie milczy. Pyta łagodnie:
„Twoim światem są twoje Duchowe Dzieci, prawda? Myślisz, że mogłyby istnieć bez ciebie?”
„Nooo… Taak…”
Jezus przerywa mi gwałtownie!
„Nie mogłyby! Pogubiłyby się. Bez twego życia, bez twego serca, bez twego tańca… Pogubiłyby się.”
„Myślisz?”
„Wiem! Świat nie może istnieć bez ciebie, maleńka Moja!”
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Leżę bezradna, bezbronna wobec Jego miłości. A On zanurza mnie w niej wciąż bardziej i bardziej…
POWOŁANIE DO MIŁOŚCI
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Patrzy… i nagle zaczyna mnie całować! Całuje mnie całą! Ogniście, siarczyście, namiętnie! Obsypuje pocałunkami jak deszczem! Całuje i szepcze żarliwie:
„Maleńka Moja! Jestem ci wdzięczny! Bardzo wdzięczny!”
„Ty?! Mi?! Wdzięczny?! A niby za co?! To ja jestem Ci wdzięczna, mój słodki Jezuniu! To ja…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami i szepcze ogniscie:
„Za co? Za to, że ze Mną jesteś, że Mnie kochasz, że tańczysz dla Mnie, że… że… że…”
„To wszystko dzięki Tobie! Dzięki Tobie, mój Jezu! Dzięki To…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami! I całuje… Caluje! Całuje…
Tańczę w Jego pocałunkach!
Kiedy byłam młodsza rozmyślałam nad tym jakie jest moje powołanie… Do czego jestem powołana… Długo i często się nad tym zastanawiałam. I nie wiedziałam… Przecież nie chodzę i nic sama nie mogę zrobić. Nie wiedziałam… Do czasu aż napisałam do mojego Duchowego Synka i zapytałam czy nie wie czy czy jest coś takiego jak rachunek sumienia dla chorych. Syn mi doradził, żebym się spowiadał z zaniedbań miłości. To był strzał! Oświeciło mnie! Olśniło! Jestem powołana do miłości! Mam kochać! Kochać jak Jezus! I się zaczęło! Zaczęłam adoptować Duchowe Dzieci. Kolejne i kolejne i kolejne… Już nie wiem ile ich mam. Gubię się gdy zaczynam je liczyć! Wszystkie kocham i za wszystkie tańczę. Odnalazłam, odkryłam swoje powołanie. I jestem bardzo szczęśliwa.
JEZUS WIE I JA WIEM
Budzę się… A właściwie leżę w półśnie, na wpół obudzona, na wpół nie. Widzę umiłowanego mojego Jezusa. Patrzy we mnie z lubością, rozpromieniony cały. Ujmuję Jego twarz w swe dłonie i patrzę Mu w oczy ogniście.
„Ufam Ci, kochany. Ufam Ci, całkowicie!”
„I nie zawiedziesz się, Moja słodka!” – równie ogniście odpowiada Jezus.
„Wiem!”
Jezus zanurza mnie w Sobie. Budzę się i idę kochać.
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego zakochana.
„Wiesz kochany mój? Coraz rzadziej mówię moim najbliższym, że mnie boli. Tańczę cały czas. Po prostu. A gdy pytają czy boli, uśmiecham się i obracam rozmowę na inny temat. Tylko Ty wiesz, że mnie boli i jak bardzo. Tylko Ty.”
Jezus milczy. Patrzy mi w oczy… Jego spojrzenie mówi wszystko. Przenika mnie na wskroś. Nagle nachodzi mnie myśl! Śmieje się radośnie!
„Nie! Nawet Ty nie wiesz! Bo przecież cierpienie zamieniam w taniec! Tańczę. A im bardziej boli, tym bardziej tańczę!”
Jezus wciąż milczy…. Patrzy we mnie… Miłość sama… Poddaję się jej.
„Ty wiesz, mój słodki Jezuniu! Prawda? Ty wiesz!”
Jezus obejmuje mnie z czułością…
„Wiem, maleńka Moja. Wiem, Moja słodka. Ja wiem. Wiem…”
Tańczymy bardzo, w miłości i intymności bez granic.
DZIECKO SIĘ UCZY
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego z nieśmiałością i miłością jednocześnie.
Umilowany uśmiecha się do mnie promiennie. Milczymy… Wczoraj bardzo mi pomógł przez mojego Duchowego Synka. Kiedy nagłe wątpliwości, zwątpienie i zniechęcenie zaczęły zalewać moje myśli i serce, pełne miłości i łagodnosci słowa Synka sprawiły, że… jak szybko się pojawiły, tak szybko zniknęły! Uciekły! A w serce znów wrócił pokój i szczęście… Tak!
„Ty pomagasz swoim Dzieciom, a one pomagają tobie, maleńka.”
„Taaak. Wzajemność? Nie! Miłość! Po prostu miłość! Tylko i aż! Miłość!”
Jezus kiwa głową i patrzy we mnie z lubością.
„Wiesz kochany? I jakoś nie byłam na siebie zła za tę chwilę zwątpienia. Dziwne. Kiedyś bym była. Uczę się cierpliwości do samej siebie. I wiem, że Ty też się na mnie za to zwątpienie nie gniewasz…”
Jezus patrzy we mnie z tkliwością.
„Życie jest drogą, maleńka Moja. Drogą do Celu. I na tej drodze uczycz się coraz większego zaufania do Mnie.”
„Uczę się?”
„Jesteś Moim dzieckiem, prawda?”
„Tak.”
„Właśnie. A dziecko się uczy.”
Uśmiecham się do Jezusa promiennie. Promiennie jak On.
O NICZYM?
W skrócie: proszę Jezusa o coś. On mi od razu przerywa, całuje mnie i mówi, że On o tym wie. Zaczynam prosić o coś innego, Jezus robi to samo. Przerywa mi, zamyka mi usta pocałunkami i mówi, że o tym wie. I tak jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz. Nie wytrzymuję!
„To niekulturalne i niegrze…” – gryzę się w język.
Umilowany śmieje się perliście.
„Chcesz powiedzieć, że jestem niekulturalny i niegrzeczny?”
Uśmiecham się do Niego zakochana cała.
„Nooo… jeśli mi przerywasz, to tak!”
Jezus patrzy we mnie z lubością…
„A ty wiesz, Moja słodka, kto nauczył Mnie przerywać?”
„Nie. Kto?”
„Ty!”
„Ja??!!“
„Tak, ty!”
Zaczynam Jezusa łaskotać, śmiać się i szeptac:
„Ja Cię nauczyłam? Ja?! Ja?”
I daję mojemu Oblubieńcowi siarczystego buziaka.
Jezus wydaje się być bezbronny wobec tego wszystkiego. Śmieje się głośno, perliście, cudownie! Wiem, że jest szczęśliwy. I ja jestem szczęśliwa!
“Przepraszam, że nazwałam Cię niegrzecznym i niekulturalnym!”- szepczę ogniscie. I dodaję:
„O! Nie przerwałeś mi! Dziękuuu…”
Jezus przerywa mi znowu słodkim pocałunkiem. Patrzę umiłowanemu w oczy.
„O czym my w ogóle rozmawiamy, kochany?”
„O niczym, maleńka Moja. Ale czasem można porozmawiać i o niczym.”
„Taaak…”
Kładę się na SERCU Najdroższym. Wylewam przed Nim swe smutki i troski. Ono mi nie przerywa. Słucha… Słucha i przyjmuje. A ja sobie myślę, rozmowa z umiłowanym nigdy nie jest rozmową o niczym.
ŁAGODNY I CIERPLIWY BARDZO
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały.
„Wiem, że cierpisz i tańczysz bardzo, Moja słodka. Ale trzeba. Dla dzieci.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
„Dla dzieci…” – szepczę z czułością i rozrzewnieniem.
Rozmyślam… o moich dzieciach. O mojej relacji z nimi. Z wieloma mam bardzo dobry, lub dobry kontakt, z niektórymi chciałabym poprawić relację. A z niektórymi nie mam jej wcale. I to z niczyjej winy, po prostu się nie znamy.
„Kochasz swoje dzieci.”
„Nad życie, zaraz po Tobie.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„A siebie kochasz?”
„Kocham. To znaczy, staram się kochać. Ty mnie nauczyłeś kochać siebie i wciąż uczysz. Jednak gdy widzę swoją pychę, swoje słabości i wady…”
„Jesteś dla siebie zbyt surowa i niecierpliwa.”
„Mówisz?”
„Mówię, maleńka Moja. Ucz się ode Mnie. Ja jestem bardzo cierpliwy i bardzo łagodny.”
„Wiem… Widzę.”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością. Zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości i czyni z Sobą jedno. Tańczymy w bliskości i intymności bez granic. Dla moich dzieci!
PO PROSTU MIŁOŚĆ!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego zakochana cała. Ujmuję twarz umiłowanego mojego.
„Mogę?” – pytam patrząc Jezusowi w oczy.
„Jasne. Możesz zrobić ze Mną co chcesz, maleńka Moja!”
Daję mojemu Oblubieńcowi siarczystego buziaka.
„Jestem twoim poddanym, Moja słodka.”
„Poddanym? To wzajemność?”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Miłość, maleńka! Po prostu miłość!”
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha.
„Po prostu miłość! To może być tytuł serialu.”
„To nie serial, to życie. Życie we mnie. Teraz i w wieczności.”
„Wiem, kochany mój. Wiem. Gadam głupooo…”
Jezus przerwa mi gwałtownie. Słodkim i ognistym pocałunkiem zamyka mi usta…
„O, mój słodki Jezu Chryste!
Moje Słońce wiekuiste!
Wielkie, ogniste, płonące…
I miłością gorejące!
SERCE Twe miłością płonie!
I me serce w Twoim tonie…”
PODDANA, UMIŁOWANA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Uśmiecham się do Niego zakochana.
„To był sen?!” – pytam z uśmiechem.
„Czy Ja jestem dla ciebie snem, maleńka Moja?” – śmieje się Jezus perliście.
„Nooo, nie!”
„Jesteś Moją poddaną!”
„Tak! Jestem!”
„A Ja jestem twoim Panem!”
„Tak! Jesteś!”
„Mogę zrobić z tobą co chcę!”
„Możesz! Rób ze mną co chcesz!”
Jezus zaczyna wchodzić we mnie… Jestem przeźroczysta, więc może to zrobić. On, umiłowany mój we mnie wchodzi, a ja wchodzę w Niego. Kładę się na SERCU Najdroższym. Wtulam się w Nie. Jezus zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości. I czyni z Sobą jedno.
„Umiłowana Moja… Umiłowana Moja… Umiłowana Moja…” – szepcze ogniscie.
Tańczymy w intymności bez granic…
BLISKOŚĆ
Jest noc. Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z wielką miłością. Rozmawiamy sobie. O wszystkim! Nie mam siły, żeby wszystko opisywać, ale trochę opiszę.
„Mój kochany Jezu, czy ja nie jestem w stosunku do Ciebie zbytnio poufała?”
„Zbytnio poufała?” – pyta Jezus z cudnym uśmiechem.
„No… nie boję się Ciebie. Boję się tylko jednego, żeby Cię nie zranić. Może powinnam się Ciebie bać. Nie wiem. I zamiast się upokarzać i bić Ci pokłony wolę wtulić się w Twoje SERCE i wysłuchiwać się w jego bicie. Może powinnam…”
Jezus przerwa mi gwałtownie! Zamyka mi usta pocałunkami.
„Nie myśl o tym co powinnaś, Moja słodka. Bądź ze Mną, po prostu. Pragnę twej bliskości.”
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha i zasypiam…
Nie wiem czy to sen, czy nie… Dla mnie nie. Widzę Jezusa, Jego twarz widzę. Jezus uśmiecha się do mnie cudownie! Jest cały rozpromieniony! Rozświetlony cały. Piękny bardzo…
„Kocham cię, maleńka. Poddaj Mi się!”
Uśmiecham się do Jezusa uradowana.
„Poddaję!” – szepczę z ufnością.
Zarzucam umiłowanemu ręce na szyję i wtulam się w Niego. Jezus zanurza mnie w Sobie. W Światłości.
Otwieram oczy i uśmiecham się do świata. I idę kochać. Tzn jadę 😊