Byliśmy w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój położył się pod Krzyżem i wyglądało jakby spał. Ja klęczałam przed Nim i wpatrywalam się Niego.
„Pewnie jest bardzo zmęczony. Maleńki mój… Niech odpocznie.”
Najdroższy niby miał zamknięte oczy i mnie nie widział. Jednak co chwilę uśmiechał się do mnie cudnie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Dziękowałam Mu za cud, który czynil w sercach moich Dzieci. A ON, Najdroższy mój uśmiechał się do mnie promiennie.
Nagle Umiłowany zaczął się stawać przezroczysty. Coraz bardziej i bardziej. W końcu uśmiechnął się do mnie raz jeszcze. I… zniknął! Wstałam, podeszłam do Krzyża, objęłam Go i ucalowalam. Co prawda ucalowalam Krzyż już wczoraj w kościele. Ale teraz zapragnęłam ucalowac Go raz jeszcze.
Stałam teraz oparta o Krzyż i rozglądalam się po Otchłani Męki Umiłowanego. Nadal była smutna i szara i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką. Jednak powoli, bardzo powoli coś zaczęło się zmieniać. W Otchłani Męki Umiłowanego mojego zajasnialo. Zaczęło pojawiać się światło. Jakby za mgłą. Ale światło! Robiło się też ciepłej. Wokoło na ziemi zaczęła się pojawiać trawa i kolorowe kwiaty, w powietrzu zaczęły latać barwne motyle i ptaki. Jednak wszystko zasnuwala mgła. Patrzyłam na to z rośnąca radością! Przypomniałam sobie monstrancje w kościele, okryta woalka. Gdy ją zobaczylam, uśmiechnęłam się do Umiłowanego i pomyślałam że wygląda jak Oblubieniec wychodzacy na spotkanie z oblubienica. I teraz widząc te mgłę też pomyślałam o Oblubienu. Mgła spowijala Otchłań Męki. I czynila ją tajemniczą i uroczystą bardzo. W pewnej chwili z mgły wyłoniła się Hostia. Ukleklam przed Nią, a Ona weszła we mnie.
„Najdroższy mój!”
„Ja jestem, Maleńka Moja!” – odezwał się głos ze wszystkich stron Otchłani.
Mgla zasnuwala Otchłań Męki Umiłowanego mojego. Okrywała Krzyż, kwiaty, motyle i ptaki. W Otchłani panowała cisza tajemnicza i uroczysta. Trwalysmy wszyscy, kwiaty, motyle, ptaki, a przede wszystkim ja w oczekiwaniu. W oczekiwaniu na wiosnę, na Świt, na Poranek. Na przyjście Oblubienca.
Miesiąc: marzec 2018
SZALONA MIŁOŚĆ!
Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy wisiał na Krzyżu. Najdroższy cierpial niezmiernie… A ja tańczyłam przed Nim. Dla mojego Maleńkiego tańczyłam. Tańczyłam i tańczyłam… W pewnej chwili zatrzymalam się i patrzyłam na Krzyż. W Umiłowanego mojego się wpatrywalam. Wisiał na Krzyżu, ogolocomy ze wszystkiego. Poraniony, oszpecony…
„Cały dla mnie…!”
Tak! Dla mnie przyszedł na świat. Dla mnie urodził się w brudnej, śmierdzącej stajni. W żłobie. Dla mnie głosił Dobrą Nowinę. I dla mnie poszedł na Krzyż. Niewinny, za mnie poszedł! Tak! To ja powinnam na tym Krzyżu wisieć!!! To ja powinnam! Za grzechy moje! ON poszedł za mnie! Oddał za mnie życie! On, który nie znał śmierci, umarł za mnie! Co to za Miłość?!!! Miłość szalona!!! Szalona!!! Najdroższy, do szaleństwa zakochany!!!! Bierze na Siebie mój grzechy. Sam staje się grzechem. I oddaje Swe życie jako okup za mnie… Szalona Miłość!!!
Tak rozmyślając zbliżyłam się do Umiłowanego mojego. Pochyliłam się i ucałowałam SERCE Najdroższe. Potem zbliżyłam twarz do Jego twarzy. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu. Widziałam w nich Miłość. Po prostu Miłość!!! Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem i zachwytem….
„Dziękuję, Najdroższy mój!!!!”
„Dla Ciebie wszystko, Maleńka!”
Wchodzilam w Najdroższego, głębiej i głębiej. I znalazłam się w wielkiej jasności. Przy SERCU Najdroższego. Było wielkie, Żywe i biło dla mnie.
„Nawet SERCE mi dodałeś!!!”
„Oddałem, Maleńka Moja. Ale i Ty sama JE wybrałaś. Pamiętasz jak?” – w głosie Najdroższego słyszałam uśmiech.
I ja uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Tak, pamiętam. Siedzieliśmy na ławeczce przed Drzewem Krzyża. Jaśniało na Nim pięć czerwonych Owoców, jak pięć Ran. I zapragnęłam wziąć jeden Owoc. Słyszałam Ciebie czy mogę. Powiedziałeś żebym wybrała sobie, który chcę. Wybrałam największy, wiszący w centrum Drzewa. Powiedziałeś że to SERCE Twoje i bardzo się ucieszyłes!”
” Pamiętasz!”-w głosie Najdroższego była radość.
” A jakże!”
Przytuliłam się do SERCA Najdroższego. Adorowalam, uwielbialam Jego szalona Miłość!
CAŁY DLA MNIE
Klęczałam pod Krzyżem. Sama. Najdroższego nie było. Zniknął gdzieś. Nie wiedziałem kiedy wróci.. Ale czekałam na Niego. I tęskniłam…. W Otchłani Męki Umiłowanego mojego robiło się coraz ciemniej, smutniej i bardziej pusto. I zionelo coraz bardziej przejmującym bólem. W pewnym momencie zrobilo się całkiem ciemno. Tak, że prawie nic przed sobą nie widziałam. Tylko zarys Krzyża majaczyl w ciemności. Klęczałam i tęskniłam. A moja tęsknota stawała się jak ból, dojmujaca…
Nagle w ciemności zobaczyłam wielką białą Hostie. Jasniala wlasnym światłem. Obok Niej pojawil się Kielich. Był przezroczysty, widziałam w Nim czerwony płyn. Wino. I w końcu zobaczyłam Najdroższego mojego! Trzymał Hostie i Kielich w dłoniach. Był bardzo piękny, uroczysty bardzo. Gdy tylko Go zobaczyłam, w Otchłani Męki pojaśniało. Najdroższy zbliżył Hostie do mnie i wyszeptal promienny niezwykle:
„Oto Ciało Moje, które za Ciebie i za wielu będzie wydane!”
„Amen!” – szepnęłam poruszona do głębi serca.
I wielka Hostia weszła we mnie.
A Najdroższy zbliżył Kielich do moich ust, mówiąc:
„Oto Krew Moja, która za Ciebie i za wielu będzie wylania!”
„Amen!” – szepnęłam.
I runelam do stóp Najdroższego!!! Całowalam je z miłością i uwielbieniem. I dziękowałam, dziękowałam… Umiłowany jednak nie pozwolił mi długo. Podniósł mnie delikatnie. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością. Ja patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała!
„Kto spożywa Moje Ciało i Krew Moją pije ten trwa we Mnie a Ja trwam w nim! Trwaj we Mnie, Maleńka Moja! Trwaj w Mojej Miłości!”
Patrzyłam w Najdroższego szczęśliwa bardzo objęłam Go za szyję i przytuliłam do Niego.
„Cały jesteś dla mnie, Najdroższy! Cały dla mnie!!!! W Eucharystii i na Krzyżu i w Tabernakulum! Cały dla mnie!”
„Wiele razy Ci o tym mówiłem, Maleńka Moja!”
„Tak. Ale teraz odkrywam to na nowo!!!”
Umiłowany wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Ja wymienialam imiona moich Duchowych Synów, księży. Każdego Syna wymienialam po imieniu, dziękowałam za jego Kapłaństwo i prosiłam, żeby Umiłowany mu błogosławił. Każdego z osobna.
Najdroższy tulil mnie do SERCA z czułością. I uśmiechal się do mnie cudnie. Cały był dla mnie…
MODLITWA OBECNOŚCI
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie i ja też. Bardzo. Bolało mnie całe ciało, każdy mięsień, nerw, kosteczka. Ale nie rozmawialiśmy z Umiłowanym o cierpieniu. Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością, zachwytem i uwielbieniem. Najdroższy mój patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam. Był cały mój i cały dla mnie. I ja byłam cała Jego i dla NIEGO cała.
„Dobrze mi pod SERCEM Twoim, Najdroższy” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Zawsze możesz się w NIM schronić, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Dziękuję!!!” – szepnęłam uśmiechnięta.
„ONO jest Twoje, do Ciebie należy. Wybrałaś JE przecież!”
„Taaak!!!!”
Trwalismy w Miłości i uśmiechu. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. Potem szepnęłam z radością:
„Zatańczymy, Najdroższy mój?!”
„Tak, Maleńka Moja!”
Umiłowany objął mnie z czułością i zaczęliśmy tańczyć. Tańczylismy bardzo! Po całej Otchłani Męki! Tańczyliśmy, tańczyliśmy, tańczyliśmy. Najdroższy patrzył tylko we mnie i ja tylko w Niego patrzyłam.
„Ostatnio często o Mnie rozmyślasz, Maleńka!”
„Tak. To źle?”
Umiłowany spojrzał mi w oczy głęboko, uśmiechnął się do mnie promiennie i szepnął mi wprost do ucha:
„A jak myślisz, Maleńka?”
Ja uśmiechałam się do Niego i też szepnęłam Mu do ucha:
„Gdyby Ukochany mój rozmyślal by o mnie to bym się cieszyła! Bardzo!”
Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem. Promienial cały uśmiechem.
„I Ja się cieszę, Maleńka Moja! Bardzo się cieszę!”
Aż podskoczylam z radości!!!! Pochyliłam się i ucałowała Umiłowanego mojego w policzek! Umiłowany zaśmiał się serdecznie i tańczyliśmy dalej. Najdroższy mój i ja.. Patrzyłam w JEGO oczy patrzyłam….
„Pozwól mi być z Sobą, cierpieć z Tobą w re najbliższe dni… Pragnę Umiłowany mój!”
Najdroższy spojrzał we mnie poważnie.
„Będziesz, Maleńka. Rozmyślaj o Mnie i trwaj we Mnie!”
Patrzyłam w Najdroższego z miłością. Pomyślałam że ja nie muszę, nie potrzebuję z Nim rozmawiać. Ostatnio tak mam. Wystarczy że rozmyślam o NIM i wpatruje się w NIEGO. Że z NIM, z Umiłowanym moim jestem.
Najdroższy uśmiechnął się słodko.
” To najpiękniejsza modlitwa. Modlitwa Obecności!” – szepnął promieniejac.
Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy!
NAGA PRAWDA
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego… Tzn Maleńki mój, Najdroższy wisiał a ja… byłam w Nim. W Umiłowanym moim ukryta. Przy SERCU Jego. . Wtulona w SERCE Najdroższe. Tańczyłam. Tańczyłam i rozmyślałam…
Która stacja Drogi Krzyżowej jest dla mnie najbardziej wymowna, przejmująca, dojmujaca? Dla mnie osobiście? Obnażenie z szat. Tak… Najdroższy stoi przed Krzyżem, na którym za chwilę ma zawisnąć. Stoi wycieńczony Drogą, cierpieniem niezmiernym… Wśród bluźnierstw, kpin, drwin, złości. Stoi. Jedna wielka rana… I nagle oprawcy zdzierają z Niego szaty. Zaschnięte rany otwierają się na nowo… I stoi mój Umiłowany zakrwawiony. Nagi. Kpiny i bluźnierstwa wzmagają się. A ON stoi odarty ze wszystkiego. Stoi piękny! Miłość jest piękna…. Nie ma nic Swojego, wszystko za mnie oddał. Stoi. Naga Prawda. Staje też nie taki przede mną, poraniony, obnażony, nagi, bezbronny. Staje przede mną i cicho pyta:
„Chcesz Mnie takiego, Maleńka Moja?”
Odpowiedź jest prosta:
„Tak!”
I przychodzi do mnie i daje mi Siebie.
I ja wczoraj tez taka przed Nim stanęłam. Obnażona, bezbronna. Stanęłam przed Najdroższym moim. W prawdzie. Świadoma, że nie mam nic swojego. Wszystko co dobrego jest we mnie od NIEGO dostałam. Swojego nie mam. Stanęłam przed Ukochanym… A On szeroko wyciągnął ramiona i wyszeptal z Miłością i tkliwoscia niesamowitą:
„Schroń się we MNIE, Maleńka!”
I ukrył mnie w Sobie. Pod SERCEM. Jak matka.. Przytulał mnie I tańczyłam dla Najdroższego mojego. Wtulona w SERCE Najdroższe. W pewnej chwili z Rany w SERCU wyszła Hostia. I weszła we mnie. Trwalam w uwielbieniu i tańcu. W Miłości trwałam.
ZMĘCZONY…
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy razem.. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym pełnym miłości spojrzeniem. Ja odpoczywałam na SERCU Ukochanego. Przed sobą widziałam Oblicze Ukrzyżowanego. Patrzyłam w JEGO dobre oczy z miłością i uwielbieniem. Napisałam, że odpoczywalam. Nie do końca. Tańczyłam bardzo. Patrzyłam w Najdroższego i rozmyślalam.
Wczoraj wjechał do Jerozolimy. Do mnie wjechał, do mojego serca. Na osiołku. Zrebieciu oslicy. Pokorny i cichy. Kroi i Pan, Najdroższy mój. Który nie oskarża, nie osadza, nie potępia. Który nie zasłonił Swej twarzy przed zniewagami i opłuciem, ale i nie odpowiedział na nie. Nie oddał, nie odpowiadzial złem za zło. Który największego grzesznika – mnie pragnie przytulić z Miłością do SERCA. Pragnie… Widzi w nim Swoje dziecko. Umiłowane, ukochane najdroższe dziecko!!! I za nie idzie cierpieć i umrzeć w męczarniach. I zmartwychwstal. Dla mnie! Dla każdego! Pragnie żeby Jego dzieci żyły wieczne, z Nim!!!
Tak rozmyślalam, patrząc w oczy Umiłowanemu mojemu. Patrzył we mnie słodko.
Nagle znalazłam się w pustym kościele. Przed ołtarzem klęczałam. Na ołtarzu stała monstrancja, bardzo prosta, ale piękna bardzo. W monstrancji była Hostia. Najdroższy mój ukryty w białym Chlebie. Klęczałam przed Umiłowanym, uwielbialam Go. Nagle Hostia wyszła z monstrancji i zbliżała się do mnie, usłyszałam cichy głos:
„Czy mogę, Maleńka Moja u Ciebie odpocząć?”
„Odpocznij Najdroższy mój! Proszę i zapraszam!”
„Jestem bardzo zmęczony przed męka. A nie mam gdzie głowy skłonić.”
„Odpocznij u mnie Najdroższy mój!! Proszę Cię!!!”
Hostia zbliżała się do mnie bardziej i bardziej. Aż weszła we mnie. Trwalam w uwielbieniu…
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój położył głowę na moim sercu i odpoczywał. A ja tańczyłam dla NIEGO. Z radością tańczyłam.
BUZUJE, WRZE, KIPI!!!
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie. Ogromnie! I ja cierpialam bardzo. Bardzo! Tańczyliśmy. Jednak ani o cierpieniu, ani o tańcu nie rozmawialiśmy. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z Miłością, uśmiechem i szczęściem wielkim!!!!
„Wiesz, mój Najdroższy? Wczoraj adoptowałam duchowo dzieciątko. I dałam mu na imię Piotr. Piotruś!”
„Bardzo się cieszę, Maleńka!”-wyszeptał Najdroższy całując mnie w czoło.
„Ja też się cieszę, Najdroższy! I dzielę się moją radością!”
Umiłowany promienial cały Miłością… Patrzyłam w Niego z zachwytem i uwielbieniem. A po chwili szepnęłam:
„A Ty mój Najdroższy dzisiaj wjeżdżasz na osiolku do Jerozolimy. By tam być umeczony i umrzeć za mnie na Krzyżu…”
„Umrzeć i.…??” -Umiłowany patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„Zmartwychwstać!!!”
'Właśnie! Wielu zatrzymuje się na Męce Mojej, zapominajac o Zmartwychwstaniu. Tymczasem jedno bez drugiego nie ma sensu. Nie istnieje!”
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu.
„Ja kiedyś też skupialam się za bardzo na cierpieniu. Twoim, Najdroższy mój i.. moim. I byłam smutna…”
„Tak było kiedyś. A teraz?” – spytal Umiłowany uśmiechając się do mnie całym Sobą.
Tańczyłam bardzo intensywnie, ale uśmiechałam się do Najdroższego mojego od ucha do ucha.
„Krzyż ciężki bardzo, bardzo, coraz cięższy. Po ludzku przygniata do ziemi. Choroba coraz bardziej bierze górę nade mną. A w moim sercu radość i pokój i szczęście kipi,!!! Wrze!!! Buzuje!!!! Najchętniej bym już śpiewała” Alleluja!!! Trochę się wstrzymuje bo to Wielki Post i Wielki Tydzień się zaczyna. Ale Sam wiesz, że często nie wytrzymuje i śpiewam!!!! ”
Uśmiechalam się do Umiłowanego mojego. Tańczaca bardzo. Szczęśliwa i pełna pokoju. Umiłowany pochylal się nade mną z zachwytem. Promienial cały Miłością do mnie…. Tańczylismy!!!
BARDZIEJ
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Tańczyłam bardzo. Bardzo! Umiłowany pochylal się nade mną z Miłością. Patrzył we mnie Swym cudnym pełnym czułości i tkliwosci spojrzeniem. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Uśmiechałam się do Niego radośnie i tańczyłam bardzo. A Najdroższy ten mój taniec przyjmował. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA Swego. Patrzyłam w Najdroższego, w Miłość mojego życia…. Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego…
Nagle w Otchłani Męki Umiłowanego rozbłysło światło jasne i ciepłe. A wokół nas zaroiło się od barwnych, kolorowych kwiatów, motyli i ptaków. Rozblyslo, zaroilo się na kilka sekund…. I znikło! I w Otchłani Męki Umiłowanego znów było szaro i smutno i pusto… Umiłowany uśmiechał się do mnie promiennie.
„Wiosna już nie może doczekać się przyjście!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
I zobaczyłam że cierpi niezmiernie…. Ogromnie bardzo! Teraz ja pochylalam się nad Najdroższym, nad Maleńkim moim. Z miłością i tkliwoscia. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością…. A ON cierpiący był strasznie…
„Maleńki mój…. – szepnęłam wpatrzona w Niego z bólem serca – Jak mogę Ci ulżyć, choć trochę? Powiedz, proszę! Jak mogę Ci ulżyć?”
„Sprawiasz Mi ulgę swoją obecnością, Maleńka. Tym, że ze Mną jesteś. Bo samotnośc i opuszczenie bardziej boli niż rany na ciele.”
„Jestem z Tobą, Najdroższy mój! Jestem! Ale pomóż mi żebym była… bardziej!!!”
Wtedy Umiłowany rozpromienil się bardzo nade mną, rozświetlil, rozjasnil… Miłością. Otulal Sobą. Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo. W Miłości.
WCIĄŻ TAŃCZĘ!
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo! Złączeni w Miłości, uśmiechu, szczęściu i cierpieniu. Maleńki mój i ja. Patrzylismy w siebie nawzajem z miłością i zachwytem…. Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem. A my tańczyliśmy, nie widząc nic poza sobą..Najdroższy patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Patrzyłam w Najdroższego, w Miłość mojego życia, w JEGO cudne oczy patrzyłam. A w sercu rodziło się pragnienie,… Pragnęlam przytulić Umiłowanego do mnie, do mojego serca. Moje serce pragnęlo Go przytulić… Patrzyłam w oczy Umiłowanemu i pragnęlam… I po chwili siedziałam pod Krzyżem i tuliłam do serca Najdroższego mojego. Szczęśliwa ogromnie! Tuliłam!
„Chciałaś, Maleńka Moja. Więc masz!” -Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„A Ty Najdroższy mój, nie chciałeś?” – spytalam również uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Pragnąłem. I to pragnienie wlalem w Twoje serce!”
Aż podskoczylam ze szczęścia i radości! Rozejrzałam się wkoło. Otchłań Męki zionela dojmujaca pustką i bólem… Spojrzałam w oczy Umiłowanemu. Rozmyślalam…
Wszystko jest po coś.. Nawet Otchłań Męki Najdroższego jest po coś. Nawet… moje upadki są po coś. Po co? Po upadku bardzo, bardzo, bardzo odczuwam potrzebę bliskości Najdroższego mojego. Potrzebuję Jego przebaczenia, Jego przytulenia. Jego powiedzenia „to nic, Maleńka Moja. Idziemy dalej!”. Jego Samego potrzebuję! A gdybym nie upadala, nie potrzebowala bym Go. Byłabym samowystarczalna… Tak pomyślałam. I zaczęłam dziękować za swoje…. upadki. Pomyślałam też, że gdyby nie moje słabości to Najdroższy nie mógłby działać we mnie. A tak działa z wielką mocą. Na całego!!! Działa we mnie i przeze mnie. Działa!!! A dzięki cierpieniu mogę tańczyć dla NIEGO.
Wszystko jest po coś!
Najdroższy patrzył we mnie rozpromieniony Miłością, a ja tuliłam Go do serca. Nagle zobaczyłam że Jego SERCE przytuliio się do mojego serca… I z SERCA Najdroższego wyszła Hostia. I weszła w serce moje. Trwalam w uwielbieniu…
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko…
„Zatańczysz ze Mną, Maleńka Moja?”
„Z radością, Najdroższy mój!”
Wstałam i trzymając na rękach Umiłowanego zaczęłam tańczyć! Tańczylam najpierw wokół Krzyża, a potem po całej Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Tańczyłam, tańczyłam, tańczyłam wpatrzona w Najdroższego mojego. Nagle uświadomilam sobie ze tańczę nad morzem Cierpienia! Z Umiłowanym na rękach!! Ze w powietrzu tańczę!!! Pode mną było stalowe, szkliste szare morze, nade mną wisiały ciężkie, czarne chmury. A ja tańczyłam pomiędzy morzem a chmurami. Z Umiłowanym moim na rękach!!! Wpatrzona w Niego! Zakochana, szczęśliwa i uśmiechnięta! Tańczyłam bardzo! Z Umiłowanym moim! Wciąż tańczę! Dla NIEGO!!!
O NAWRÓCENIU
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego. Najdroższy mój i ja Umiłowany obejmował mnie z Miłością i zachwytem i patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie. Ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Jak urzeczona patrzyłam… Widziałam przed sobą Miłość mojego życia! Tak! Miłość mojego życia!!! Uśmiechałam się do Maleńkiego mojego, dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Kocham Ciebie!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu.
„A jak bardzo?” – spytal uśmiechając się do mnie.
„Kocham. Po prostu, kocham” – i ja uśmiechałam się do Najdroższy.
„A dlaczego?” – dopytywał Najdroższy.
„Bo jesteś!”
„A jakby Mnie nie było?”- spytal znów Umiłowany.
Wtedy naszla mnie myśl że Najdroższy znów mnie w jakiś sposób sprawdza… I już zaczynalo mi się robić przykro, kiedy naszla mnie inna myśl. Pomyślałam że przecież Najdroższy mnie kocha i zna, a jak kocha i zna to nie sprawdza. Tylko przez te pytania chce mi coś pokazać. Odpedzilam więc te myśl o sprawdzaniu. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Jakby Cię nie było to bym nie miała KOGO kochać! Ot co! – szepnęłam – Ale jesteś!”
„Jestem, Maleńka Moja!”
Patrzył we mnie z czułością niewyobrażalna…. Pochylil się nade mną i dotknął miejsca w moim ciele, które bolało mnie bardzo, najbardziej. Dotykał ze współczuciem i troską.
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”-szepnął Umiłowany prawie niedoslyszalnym głosem.
„Bardzo – potwierdziłam – Ale tańczę dla Ciebie, Najdroższy!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy głęboko. Dotknął Swą dłonią mojego policzka i gładzil go…
Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem i znów gładzil mój policzek i włosy.
„Moja Śliczna! Piękna Moja!” – szeptal rozpromieniony Miłością.
Uśmiechałam się do Niego radośnie, najpiękniej jak potrafilam. Patrzyłam w Najdroższego i rozmyślalam….
Tak! Jestem piękna. I chcę być piękna! Dla NIEGO, dla Umiłowanego mojego. Pamiętam, że kiedyś chciałam zniknąć, ukryć się, żeby mnie nikt nie widział, schować się do mysiej dziury. A teraz jest inaczej. Chcę wyjść na świat i pokazywać innym moje piękno! Jednocześnie wiem, że to NIE jest moje piękno, bo gdyby byłoby moje, nie byłoby pięknem! To Jego piękno!!! Piękno Najdroższego mojego! Jestem piękna Jego pięknem! I chcę żeby ludzie widząc to piękno we mnie, chwalili Najdroższego mojego! Jego błogosławili i Jego podziwiali!!!
Tak rozmyślalam. A Najdroższy mój patrzył we mnie i promienial cały Miłością i zachwytem. Wiedział o czym myślę, znal przecież moje myśli.
„Najdroższy mój… o czym my właściwie rozmawiamy? Bo ja nie wiem…”
„Rozmawiamy o Twoim nawróceniu, Maleńka” – uśmiechnął się do mnie Najdroższy.
„O moim nawróceniu?!” – zdziwiłam się.
„Tak. Popatrz, wszystko w Tobie, Twoje serce myśli, slowa, czyny zwrócone są na Mnie. Do Mnie są zwrócone. Zmieniłaś swoje myślenie. Nawrócilas się do Mnie, Maleńka Moja!”
„To TY mnie do Siebie nawróciłes, Najdroższy! Ja sama z siebie nic nie potrafię.”
„Ale Ty pozwolilas Mi, Maleńka!”
„Pozwoliłam, bo Cię kocham!”
Najdroższy patrzył mi w oczy promiennie.
„A jak bardzo?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Trwalismy w pełnym Miłości uśmiechu. Najdroższy mój i ja…