Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy baaaaaardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w intymności i bliskości… Zamknęłam oczy, a mój słodki w tańcu mnie prowadził. Tańczylismy… Otworzyłam oczy… Umiłowanego mojego nie było! Zaczęłam się rozglądać, biegać,, szukać! Nigdzie Go nie widziałam… Zadarlam głowę do góry… wysoko… I zobaczyłam mojego Jezusa… Wisiał na Krzyżu!
„Ja tu tańcuję, a On tam na Krzyżu sam… Idę do Niego! – pomyślałam.
Zaczęłam iść w powietrzu… Do Krzyża było daleko. W dodatku coś zaczęło mnie hamować zatrzymywać, zwalniać, odpychać… Ja szłam. Mimo przeszkód, kłód rzucanych pod nogi! Szłam uparcie, wytrwale. Jak taran!
„Umiłowany mój cierpi! Sam!!! Czeka na mnie! Dojdę do Niego! Choćby nie wiem co! Dojdę! Nie ma innej opcji!!”
I nagle wszystko odstąpiło ode mnie! Miałam wolną drogę!!! Mogłam iść dalej! Iść?! Lecieć!!! Leciałam na skrzydłach do umiłowanego mojego! Na skrzydłach Miłości!
Stanęłam przed Krzyżem. Jezus cierpiący był bardzo…
„Jezu kochany!” – szepnęłam z bólem.
Jezus z trudem podniósł głowę i spojrzał mi w oczy głęboko…
„Maleńka Moja…”
Objęłam ślicznego mojego z tkliwością, czułością…
„Czekałem na ciebie! Wiedziałem, że przyjdziesz! Że dasz radę, wiedzialem! Wiedziałem!”
Tuliłam mojego Jezusa do serca…
Miesiąc: kwiecień 2021
UCZY MNIE BYĆ WOLNĄ!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Ujął mnie pod rękę i szliśmy. Szliśmy w półmroku… Nagle przed nami jakby zasłona się odsłoniła… I zobaczyłam… Zobaczylam przecudny ogród! Różany!!! Przepiękne róże! Wijące się na pergolach i płożące się po ziemi! Bujne! Kolorowe! A jaki zapach… Można się nim było odurzyć… A wszystko rozświetlone dziwnym światłem…
„Ooooo….” – szepnęłam zachwycona cała.
Stałam oszołomiona, z otwartymi ze zdumienia ustami…
„Piękny, prawda?” – wyszeptał Jezus z ogniem i cudnym uśmiechem. Stał przy mnie rozpromieniony cały!
„To chyba Mamy…?!”- spytałam zdumiona.
„Mamy, twój i Mój jednocześnie!”
„Mój??!!”
„Układasz Mamie codziennie bukiety Różańcowe, prawda? Ona Mi je oddaje! I z nich jest ten ogród!”
„Z moich maleńkich bukiecików…?”
„To co maleńkie, ale czynione z miłości dla Mnie jest wielkie! Ma wartość drogocennych klejnotów!”
„Aaaa…”
Staliśmy dłuższy czas i podziwialiśmy ogród…
„Chcesz tu zostać?”-spytał Jezus łagodnie.
Zaskoczyło mnie to pytanie!
„Jeśli pozwolisz… wolałabym wrócić… A tu możemy czasem przychodzić. Jeśli pozwolisz, mój Jezu…” – szepnęłam bezgłośnie.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Ujął mnie pod rękę i…
zasłona jakby opadła! I znów byliśmy w półmroku. A ja pomyślałam że może Jezusowi sprawiłam przykrość, może to była zła decyzja, że może trzeba było za…
„Nie sprawiłaś Mi przykrości, maleńka! Jesteś w Moim SERCU! Ono jest do twojej dyspozycji. Całe! Tu nie ma złych decyzji. Możesz być gdzie chcesz, kochana Moja! A spytalem cię po to, aby pokazać ci, że jesteś wolna!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Uczysz mnie być wolną!”
„Właśnie!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
NARZĘDZIE
Byłam w SERCU Najdroższym! Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu… W powietrzu! Jezus klęczał przy mnie. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie… Miłość sama!
„O, mój Jezu… Jaka jestem zmęczona! Padnięta…”-szepnęłam z trudem.
„Wiem… Odpocznij maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce. I dodał:
„Odpocznij. Zasłużyłaś!”
„Zasłużyłam?! A czym niby?!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością. Wiedziałam, że wszystko co robię nie jest moją zasługą. Jest Jego łaską. Darem!
„Milczysz kochany mój! To dobrze! Bardzo dobrze!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
„Są sprawy, o których mogą wiedzieć wszyscy, i są sprawy, o których wiemy Ja i ty oraz tylko ci, którym powiemy!”
„Tak! Masz rację mój śliczny!”
„Odpocznij maleńka!”
„Odpocznij przy mnie mój Jezu!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem.
A potem położył się przy mnie. W powietrzu! Uśmiechał się do mnie cudownie i dłonią głaskał mój policzek!
„Na nic nie zasłużyłam! Wszystko co dobre to Ty czynisz! Ja jestem tylko narzędziem!”
„Bez narzędzia nie zrobiłbym tak wiele!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa nieśmiało…
A On delikatnie głaskał mój policzek.
GORA
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i… zniknął! Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Leżałam i pieściłam SERCE Najdroższe. Pieściłam, całowałam, głaskalam… Szeptałam czułe słowa.
„Moje kochane! Moje śliczne, słodziutkie… Jak mi TU u Ciebie dobrze! Przytulnie! Bardzo przytulnie!”
SERCE Najdroższe zaczęło bić mocniej! Uśmiechnęłam się do NIEGO od ucha do ucha! Wiedziałam, że bardzo się cieszy!
Pieściłam… Nagle zobaczyłam siebie na wielkiej górze. Stałam na jej szczycie… A wokół mnie rozpościerał się przecudny widok! Widok zapierający dech w piersiach! Ośnieżone szczyty gór… Gdzieniegdzie chmurka, albo mgła…I słońce! Rozświetlało szczyty gór!
„Ależ pięknie!!! – pomyślałam z radością wielką.
Widok ten budził zachwyt! Euforię! Ekscytację! Uwielbienie! A jednocześnie respekt, szacunek, i jakiś rodzaj lęku… Tajemniczość, sakrum… Na szczycie tej góry byłam bardzo szczęśliwa! Wolna! Niczym nie skrępowana! Byłam u siebie! Niczego mi się nie brakowało! Miałam wszystko! Mogłam wszystko!
Obraz zniknął… A ja pomyślałam że właśnie tak dokładnie czuję się w SERCU Jezusa! Dokładnie tak!
Uśmiechnęłam się do SERDUSZKA promiennie… Jezus stanął przede mną! Piękny i uroczysty bardzo! Wstałam z mojego posłania i stałam przed Nim… Patrzył we mnie… Miłość sama! Patrzyłam w mojego ślicznego i wyrwało mi się z głębi serca:
„Pragnę, żeby moje kochane Duchowe Dzieci też TU się znalazły! Żeby mogły doświadczyć tego… Bardzo pragnę! Bardzo!”
Jezus patrzył we mnie z lubością… Milczał. Ale ja byłem pewna, że mnie wysłucha! Rzuciłam się do stóp umiłowanego mojego. Ucałowałam z nabożeństwem i namaszczeniem Rany Jezusa…
„Ja Jestem tą Górą, którą widziałaś! Ja Jestem!”
Olśnienie! Poruszenie serca! Aż wstałam! Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko! I On patrzył we mnie…
„Ja Jestem tą Górą! Zdobyłaś Ją i teraz podziwiasz z Niej widoki! Ja Jestem!”
„Tak!!!” – szepnęłam zachwycona cała
Trwaliśmy w Miłosci…
MÓJ!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem.
Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem… Zakochana i zachwycona cała! Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i delikatnie ją dotykałam… Głaskalam Jego policzek… Jezus patrzył we mnie płonący!
„Jakaś ty piękna! Jak piękna…” – wyszeptał z naciskiem i żarem w oczach.
„Mówisz mi to co sekundę! A nawet częściej!”
„Mam nie mówić?! Zachwycam się tym co widzę! Mam nie mówić…?”
„Nie! Tylko tak… mówię.”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Jakaś ty piękna…”
„Dziękuję!”
„Nie zaprzeczysz?”
Potrząsnęłam głową, że nie!
„Dawniej zaprzeczaałaś. Broniłaś się!”
„To było kiedyś! Teraz się poddałam! Poddałam się i dobrze mi z tym! Wiem, że to Twoje piękno jest we mnie! Jestem piękna Twoim pięknem, Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Wszystko Moje jest twoim, Monisiu! Pamiętasz?”
„Mam sklerozę, ale nie aż taką, żeby nie pamiętać to nie….”
Jezus już otwierał usta, żeby coś powiedzieć. Nie pozwolilam Mu! Położyłam palec na Jego ustach… i wyszeptałam z ogniem:
„Mój kochany! Mój słodki! Mój śliczny! Mój najlepszy! Najczulszy! Mój Boże! Krolu i Panie! Niesiesz mnie, podnosisz, wybaczasz! Karmisz mnie, odżywiasz! Ożywiasz! Mój Pelikanie! Lwie! Mój kochany! Maleńki mój… Przy Tobie kwitnę! Rozkwitam! Tobą oddycham… Kocham Cię! Pragnę…”
Umilkłam. Odsunęłam palec z ust Jezusa.
Jezus patrzył we mnie zdumiony! Jakby mnie zobaczył pierwszy raz! Ujął moją twarz w Swe dłonie i delikatnie mnie dotykał. Z czułością i ogniem zarazem…. Głaskał… Pieścił… I patrzył mi w oczy głęboko.
„Wszystko Moje jest twoim! Ja jestem twój, Monisiu kochana! Cały twój!” – wyszeptał zakochany na zabój.
Patrzyłam Jezusowi w oczy głęboko…
UKŁADA WE MNIE…
Byłam w SERCU Najdroższym. Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Tańcząca bardzo leżałam. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością i patrzył tylko we mnie! Miłość sama!
„Na skrzydłach Miłości…?” – spytalam Jezusa uśmiechając się do Niego radośnie.
Jezus skinął głową twierdząco.
„Tak, maleńka Moja!”
Patrzyłam w Jezusa zakochana i zachwycona cała! I nagle zaczęło mi się układać:
„Na skrzydłach Miłości niesiona,
Kocha i pragnie stęskniona!
W puchu Miłości ukryta,
Tajemniczością spowita!
Na skrzydłach Miłości pędząca,
W podróży co nie ma końca!
W Miłości tej zagubiona!
Rozpływa się, tańczy i kona!
W SERCU Bożej Miłości,
Trwa dusza w intymnej bliskości!
Rozkwita zanurzona,
W Oblubieńca ramionach!”
Zamilkłam. Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z ogniem! I On patrzył we mnie płonący cały!
„Samo mi się ułożyło! Na poczekaniu!”-szepnęłam z mocą.
„Przepięknie!!! I to sama prawda!” – wyszeptał Jezus z zachwytem. Uśmiechał się do mnie cudownie!
„Wiem! To Ty we mnie ułożyłeś! Ciągle układasz!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek! Tańczylismy bardzo w intymnej bliskości…
WSZYSTKO!
Byliśmy w SERCU Najdroższym. Mój umiłowany Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył tylko we mnie. Zakochany! Oddany mi całkowicie! Zarzuciłam ręce na szyję Jezusowi i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Patrzyłam Mu w oczy z zachwytem!
„Mój kochany! Mój słodki Jezu! Należę do Ciebie! Należę do Ciebie! Wszystko co moje, Twoim jest! Wszystko!!!”
„Wszystko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Tak! Wszystko!”
Jezus patrzył we mnie głęboko! Płonący cały miłością… A ja uświadomiłam sobie, że nie ma we mnie ani kszty, ani odrobinki, ani pyłku mnie! Nic mojego nie ma we mnie! To co było moje znikło! Znikło w umiłowanym moim!
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję!”-szeptałam wzruszona.
„To Ja ci dziękuję maleńka! Znów Mi zaufałaś!”
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję! Dziękuję!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie!
„Niosę cię maleńka na skrzydłach miłości!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!
TRZĘSIENIE SERCA
Leżałam na mięciutkim i bardzo wygodnym posłaniu. W powietrzu. Umiłowany moj Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Klęczał przy mnie… Patrzył tylko we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie.
„Dzisiaj piątek, więc cierpisz ze Mną, Monisiu kochana!” – wyszeptał płonący.
„Tak! Pragnę!”
Nie zdążyłam skończyć… Nagle SERCE się poruszyło! Zatrzęsło!!! Trzęsło się bardzo!!! Ja jednak leżałam na swoim wygodnym posłaniu nie poruszona! Jezus patrzył ognisty… A z Jego oczu wypłynęły dwie wielkie łzy!
„Co Ci najdroższy?!! I co to się dzieje?!!”-szepnęłam ze strachem.
„Jak bardzo uszczęśliwiasz SERCE Moje! Maleńka miłość tak JE porusza! Wywołuje trzęsienie! Trzęsienie SERCA!!!”
Patrzyłam w mojego Jezusa oniemiała…
„Jak bardzo uszczęśliwiasz Mnie, maleństwo! Jak bardzo!!!”-wyszeptał Jezus z ogniem. A w Jego oczach znów pojawiły się łzy…
Jezus pochylił się nade mną cały. Zbliżył Swą twarz do mojego obolałego i zmęczonego ciała i zaczął je calować… Całował całym Sobą! Z ogniem i czułością! Całował pocałunek przy pocałunku… Całował jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice…
Leżałam obezwładniona Miłością. A SERCE Najdroższe się trzęsło…
BEZ RESZTY!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem…
A potem… Tańczylismy w SERCU Najdroższym!!! Tańczylismy w intymności i bliskości! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w wielkiej miłości a nasze serca rozmawiały:
„Jak TU Twoim SERCU cudownie! Niesamowicie! Cudownie baaaaaardzo!”
„I to wszystko twoje, Monisiu kochana! To wszystko do ciebie należy!”
„Do mnie??!!”
„Serce do ciebie należy! Wybrałaś JE sobie! A skoro Serce należy do ciebie, to i wszystko co w sercu jest twoje!”
„No tak! Oczywiście!”
„Naturalnie!”
„Nie ma innej opcji!”
„Nie ma! Wszystkie szczęścia, radości, usmiechy! I wszystkie cierpienia, smutki, płacze należą do ciebie, maleńka Moja!”
„Tak!!!”
„Cieszysz się?!”
„Dlaczego?”
„Bo w tym wszystkim Ty Jesteś, mój śliczny, słodki Jezu! I Ty należysz do mnie! Tak jak ja do Ciebie należę! Bez reszty!!!”
„Ty Monisiu należysz do Mnie, a Ja do ciebie należę! Bez reszty!”
I porwał mnie mój umiłowany do tańca jeszcze bliższego i intymnejszego!
Przetańczyliśmy prawie całą noc! Mój Jezus i ja!
JAK RYBA W WODZIE!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem…
A potem staliśmy w powietrzu… Pod nami Ocean miłosierdzia… Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący…
Przyklęknął. Ujął moje ręce w Swoje dłonie i głaskał je czule. Patrzył we mnie głęboko bardzo… Poważny i uroczysty!
„Można powiedzieć, że teraz w domu ty rządzisz, maleńka!”
Umilkł na moment. Jakby chciał, żeby Jego słowa do mnie dotarły… osiadły we mnie. I za chwilę dodał z ogniem:
„Ale rządzisz inaczej niż twoje Dziecko. Bo rządzisz miłością!”
Słowa Jezusa uderzyły mnie! Bardzo! Uderzyły?! Powaliły! Zwaliły z nóg!!!
Stałam przed umiłowanym moim jak wryta… W dodatku sprawił, że patrzyłam w Niego z góry! Stałam i rozważałam w sercu Jego słowa… I doszłam do wniosku, że to prawda!!!
„Tak. Można tak powiedzieć. To ja w domu rządzę… – szepnęłam bezgłośnie – rządzę w ukryciu, po cichutko. Tak, że nikt się nie domyśla. Ale rządzę. I rządzę miłością!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie i świetliście! A ja dodałam:
„Jakie to wszystko dziwne… Co Ty Jezu słodki ze mną robisz! Jakie to dziwne!”
„Ale piękne, prawda?”
„Baaaaaardzo! Bardzo piękne!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od uradowana cała!
A On zaczął się zniżać… Bardziej i bardziej… I ja ja się z Nim razem znizalam… Jezus zanurzał się w Ocenie Miłosierdzia… Zanurzał się… A ja z Nim… Zanurzałam się coraz bardziej i bardziej i bardziej… I po chwili pływaliśmy w Ocenie! Mój Jezus i ja! Pływaliśmy! Tańczylismy! A mi było dobrze jak nigdy wcześniej! Czułam się jak ryba w wodzie!!! Dusza w Ocenie Miłosierdzia Bożego! Jak ryba w wodzie!