Dostałam misję od Moniki, żeby opisać to, o czym przed kilkunastoma minutami z Nią rozmawiałam. Z przyczyn ograniczeń fizycznych Autorki bloga, tę notkę piszę więc ja – Karolina.
Ciężko to wszystko ubrać w słowa, sama jeszcze nie ogarniam, ale spróbuję. To będzie próba uzupełnienia poprzedniego posta WERONIKA OD OBLICZA CHRYSTUSOWEGO.
Kilka dni temu Monika prosiła mnie o modlitwę.
Pierwsze podejście wyglądało mniej więcej tak:
„Panie Boże, o co ja mam się dla Niej modlić? Przecież po ludzku wszystko we mnie krzyczy, żebyś Jej zabrał to cierpienie. A przecież Ona się na nie zgodziła – jak jest napisane w jednej z notek – dla Twojego Imienia. Jestem więc w kropce. Powiem więc: Bądź wola Twoja – Ona by tego chciała. ”
A dziś jak odmawiałam z Moniką nagraną dziesiątkę różańca, wpadło mi do głowy, że Ona pisała o wątpliwościach, że czasami czuje, jakby to wszystko było nieprawdą, że to nie Ty do niej mówisz. Pomyślałam: „Niemożliwe, przy takiej bliskości, już nie ma miejsca na wątpliwości – to już na pewno nieaktualne.” Ale nie dawało mi to spokoju, więc zostawiłam Monice wiadomość na gadu między innymi o tym, że wpadło mi do głowy to nowe imię dla Niej – Monika od Oblicza Chrystusowego. Kilkanaście minut temu w rozmowie ustaliłyśmy że obie mamy w głowie Weronikę od Oblicza Chrystusowego. Ja na to wpadłam, bo takie imię wybrałam na bierzmowaniu, a Ona – bo się z Weroniką od dawna identyfikuje. Chwilę później znalazłam stronę, na której był opisany związek między św Weroniką, a chustą z Twoim wizerunkiem, znajdującą się w Manopello. Wszystko zaczęło się składać: Weronika od Oblicza Chrystusowego. Pomijając już fakt, że Monika na swoim starym blogu kilka lat temu pisała o Manopello, a ja kilka lat temu tam byłam.
Siedziałam na krześle i zastanawiałam się kiedy z niego spadnę z wrażenia. Nagle Monika napisała:
„Czyli te rozmowy z Nim, to nie może być mój wymysł”
„To Ty masz jakieś wątpliwości?” – zapytałam
„Już nie” – padła odpowiedź.
„Ale od teraz?”
„Wcześniej byłam pewna, ale nachodziły mnie czasem wątpliwości. Dziś mam pewność. Całkowitą.”
To był kolejny moment, w którym mało nie spadłam z krzesła. To, co wydawało się nierealne, okazało się prawdziwe. Ta wiadomość była po to, by wątpliwości rozwiać. Ta rozmowa była po, to by wątpliwości rozwiać. A kiedy to wszystko pisałam – Ty wiesz – miałam przekonanie, że to niepotrzebne, że to niemożliwe. A jeśli te wątpliwości są, to przecież nie znikną dzięki jakimś tam moim słowom, że to Ty musisz coś zrobić. Nie wiem, natchnąć Ją jakoś w modlitwie, albo coś. A Tobie się najwyraźniej zachciało użyć moich rąk…
Nie rozumiem, jestem w szoku – w każdym razie nie wierzę, że to wszystko był przypadek. Chyba że – cytując Monikę – „Boży przypadek – w takie wierzę.” 🙂