Często w internecie wyszukuję różne wizerunki Jezusa, mojego Ukochanego i potem umieszczam je na Fb. Kto zna mój profil, ten wie. Dziś też szukałam. Jak tylko zaczęłam poszukiwania, trafiłam na to: http://www.duchprawdy.com/modlitwy_i_obietnice_pana_jezusa_najswietsze_oblicze_jezusa.htm Zupełnie przypadkowo… Otworzyłam i czytałam z otwartymi ustami… Nie chodzi mi o te obietnice (a raczej nie tylko o nie). Chodzi o to, że wszystko, lub prawie wszystko sprawdza się w moim życiu (nie piszę o tym broń Boże, żeby się chwalić… albo coś w tym stylu. Nie! Po prostu stwierdzam fakt, który mnie samą zadziwia i zachwyca). „Osoby praktykujące nabożeństwo do Świętego Oblicza, otrzymają za życia wewnętrzne i stałe światło, a po śmierci będą jaśnieć w niebie szczególniejszą światłością”. We mnie jest takie światło… w moim wnętrzu. Światło, które nie pozwala mi się poddać, dzięki któremu mogę dźwigać mój krzyż z radością. Niektórzy mówią, że z tego bloga też bije światło.
To JEGO Światło, Światło Ukochanego! To tylko jeden z przykładów. Poza tym nie odważyłabym się nazwać to moje wpatrywanie w Jego Oblicze „nabożeństwem”. To zwykła modlitwa po prostu. Zwykła, codzienna modlitwa.
Dziś coś na tej modlitwie było innego. Niby wszystko tak samo, a jednak inaczej.
Wpatrywałam się w Jego Oblicze… bez słów, długo… Oczy Ukochanego były smutne, cierpiące. Był obolały, zmęczony. Wpatrywałam się głębiej i głębiej.
„Cierpisz, Panie…”
„Tak”.
„A ja z Tobą”.
Patrzyłam dalej… I nagle tak się poczułam jakbym widziała Go po raz pierwszy. Jakby odkrył Coś przede mną. Co? Nie potrafię określić, sformułować… Doświadczyłam dziwnej bliskości i tęsknoty.
Pochyliłam się bardziej i dalej kontemplowałam Jego Oblicze. Wydało mi się zranione i poobijane… Bardzo chciałam Mu jakoś pomóc.
„Nie patrz we Mnie, wyglądam wstrętnie. Strasznie. Nie patrz!”- usłyszałam w głębi serca.
„Będę patrzeć! Wyglądasz pięknie. Pięknie!”
Patrzyłam dalej.
„Mój Umiłowany, Ulubiony, Najdroższy, Najpiękniejszy pozwól mi dzielić z Tobą Twój ból, cierpienie. Pozwól mi… proszę”.
Twarz Jezusa zmieniła się. Już nie była taka smutna.
„Czekałem aż o to poprosisz, robaczku. Bardzo Mi ulżyłaś Weroniko”.
Po tej modlitwie coś we mnie zostało. Tęsknota i jakiś nieokreślony ciężar na sercu. Może to okruch Jego Męki…?