Leżałam w naszej altance, tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego, a On Uśmiechał się do mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy głęboko.
„Dziś zabieram Cię, Perełko na ryby, nad jezioro”.
Otworzyłam oczy ze zdumienia. I… po chwili już siedziałam na trawie, a przede mną rozciągalo się jezioro. Duże, po horyzont. Niebo było bezchmurne, słonko świeciło. Wiał lekki wietrzyk, tak że nie było gorąco. Cudnie śpiewaly ptaki. Ukochany nieopodal przygotowywal wędki.
„Za Moich czasów to się ryby normalnie lowilo, w sieci. A nie na kije!” – zaśmiał się Umiłowany. Roześmiałam się wesolo. Ukochany właśnie trzymał w palcach robaczka, którego zaraz miał nabić na haczyk.
„Ladny nawet” – uśmiechnęłam się.
„Ty kiedyś prosiłaś, żebym Cię nazywal 'Robaczkiem’ , pamiętasz?” – spytal Umiłowany patrząc na robaka.
„Pamiętam, 'Mój Robaczku’!” – zaśmiałam się cicho.
Ukochany roześmiał się również.
„Tak! Tak Cię nazywalem, bo Mnie prosiłaś. Ale dla Mnie zawsze byłaś Perełka!”
Spojrzałem Umiłowanemu w oczy, On spojrzał w moje. Uśmiechalismy się do siebie nawzajem. Ukochany położył wędki i usiadł obok mnie na trawie, wciąż trzymając robaczka w palcach.
” Wiesz, Perełko? Jakoś odechciało mi się te ryby łowić.”
„Szczerze mówiąc ja też nie mam na to ochoty. Wypuścić go, proszę” – pokazałam na robaka. Ukochany położył go na trawie i robaczek popelzal zwiedzać świat.
„A na co masz ochotę, Perełko?” – spytal uśmiechając się do mnie.
„Chciałabym pospacerować, może potańczyć i chciałabym zobaczyć zachód słońca… Jeszcze nigdy nie widziałam.”
„Więc zobaczysz dzisiaj!” – Umiłowany spojrzal we mnie z czułością wielką. Za chwilę popatrzył na jezioro.
„Kto pierwszy przy tamtej małej rybce!!” – zaśmiał się perliscie.
„Której? Nie widać stąd!” – podchwycilamm wesoło. Ukochany pochylił się nade mną i pokazal palcem na jezioro. Zaczął się śmiać i biec w kierunku jeziora. Wbiegł na jezioro i dalej biegł po jego powierzchni. Woda rozpryskiwala się pod Jego stopami. A On biegł i wesoło wolal:
” Kto pierwszy, Perełko? Kto pierwszy?!”
„Ach Ty! – krzyknęłam śmiejąc się. Zerwałam się na nogi i zaczęłam biec – Ach Ty!!!”
Bieglam, bieglam, i nie zauważyłam kiedy wbiegłam na jezioro. Biegłam po powierzchni wody, a ona rozpryskiwala się mi pod stopami. Biegłam do Umiłowanego mojego. Stał na wodzie uśmiechniety z rozłożonymi szeroko ramionami. Wpadłam w nie. Ukochany złapal mnie, podrzucil do góry i zawirowal z radością!
„Cudnie, Perełko Moja!!! Cudnie!!!”
Postawii mnie delikatnie na powierzchni wody i pocałował mnie. I ja Go pocałowałam. Potem zaśmiałam się radośnie.
„To pokaż mi te małą rybkę!”
Ukochany przykucnął na wodzie i ja przykucnelam przy Nim.
„A zobacz! Jest tu! Patrz, Perełko! Jest ich więcej!”
Patrzyłam. Rzeczywiście pod powierzchnią wody plywalo dużo małych rybek. Połyskiwaly w promieniach słońca.
„Może cieszą się że ich nie złowilismy!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Byłam bardzo szczęśliwa przy NIM!
Umiłowany patrzył mi w oczy z uśmiechem. Oczy Mu błyszczaly Miłością. Wstaliśmy. Ukochany objął mnie i spacerowalismy po wodzie…. Jak cudownie było!!! Jak cudnie!!! Co i rusz wyskakiwala z wody jakas kolorowa rybka, w oddali pływały łabędzie i dzikie kaczki. A ja z Umiłowanym moim chodzilam po wodzie. Długo spacerowalismy, aż się zmeczylam. Potem siedzieliśmy na trawie, przy jeziorze. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca…
„Już niedługo zachód słońca, Perełko. Idziemy? Zatańczymy?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
Chciałabym bardzo, ale zmeczona jestem. Chyba nie dam rady…”
„Dasz radę, Perełko Moja! – uśmiechnął się Ukochany calujac mnie w czoło – a poza tym od czego masz Mnie?!!”
Zaśmiałam się uszczęśliwiona. Chwilę później byliśmy już na jeziorze. Niebo ciemnialo. Słońce czerwono – złociste dotykało prawie jeziora. Tańczylismy. Ukochany trzymał mnie w Ramionach, obejmował i pływał po wodzie, wirowal, latał, opływal. Kręcił piruety!!! I całowal mnie. Ja wtulilam się w Umiłowanego mojego. Całkowicie, sercem, duszą i ciałem. Ukochany promienial cały uśmiechem.
„Spójrz, Perło!- nagle pokazał na słońce- niebo łączy się z ziemią!”
Spojrzałam… i… zamarłam w zachwycie! Zachód słonca… Ogniste słońce rozpływało się w wodzie… Ogień i woda. Łączyły się ze sobą, rozplywały się w sobie nawzajem.
„Przepiękne…- westchnęłam zachwycona. Spojrzałam w Umiłowanego. Nie patrzył na zachód, ale… we mnie – nie patrzysz?”
Uśmiechnął się cudnie…
„Mam piękniejszy widok niz wszystkie zachody słońca!!!” – patrzył we mnie.
Ucałowałam Go!!! A On… podał mi małą, kolorową zamkniętą muszlę.
„To dla Ciebie, Perełko!”
„Muszelka!!! Cudna!!! Dziękuję!!! Umiłowany, dziękuję!!!”
„Otwórz ją, proszę” – Umiłowany uśmiechał się tajemniczo, rozpromieniony cały.
Otworzyłam. I patrzyłam… patrzyłam w osłupieniu… W muszli była perła zawieszona na srebrnym łańcuszku… Prawdziwa perła!
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu, wzruszona. Oczy Mu błyszczały ogniem, jak to zachodzące słońce.
„Perełka dla Mojej PERŁY!”- szepnął Umiłowany.
„Dziękuję!!!!” – szepnęło moje serce. Mi brakowało słów…
Ukochany wyjął perłę z muszli i zawiesił ją mi na szyi.
„Pasujecie do siebie!”- Ukochany patrzył mi w oczy. Miłość. Tylko Miłość…
„Jak można AŻ tak kochać?!”
„Wzajemnie, Perełko. Jak można?!”
Twarz przy twarzy, SERCE przy sercu, na jednym Krzyżu. Tańczylismy o zachodzie słońca. A niebo łączyło się z ziemią…
Miesiąc: sierpień 2017
BAL
Leżałam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania. Promienial cały uśmiechem, radością i szczęściem wielkim. Ja także promienialam. Uśmiechem radością i szczęściem wielkim! Szczęściem Umiłowanego mojego. Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal radosny:
„To już koniec naszej Drogi, Najmilsza Moja!”
„To znaczy że ja…?!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Nie, Perełko. Jeszcze nie. Ale koniec jednej Drogi to początek innej. Zaczynamy nową Drogę! Będzie to Droga Szczęścia i radości! Doznasz wiele radości ode Mnie. Będziesz cieszyć się Mną. A Ja będę cieszyl się Tobą.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zdumiona! Chciałam powiedzieć że już się NIM cieszę. Ale zanim cokolwiek zdołałam wymamrotac, Umiłowany wyszeptal mi do ucha:
„Dziś zabieram Cię na Bal!”
„Mnie?!! Na Bal??!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie. I patrzył mi w oczy głęboko, bardzo głęboko… I ja w Jego oczy patrzyłam. Nagle zapadła ciemność. Zobaczyłam wielkie zamknięte drzwi. Ukochany trzymał mnie za rękę. Usłyszałam dźwięk trąb. I jakiś dziecięce glosiki zawołały:
„Nasz Król i Jego Perla!”
Trąby znów się odezwaly. Wielkie drzwi się otworzyły i zobaczylam…. wielką salę balowa. Ozdobiona była bukietami stokrotek. Na wysokich ścianach wszędzie były lustra, tak że sala wyglądała na jeszcze większą. Wszędzie były piękne, zdobione lampy. Ale moje największe zdziwienie wzbudziło to, że sala wydawala się pustą, a była pełna głosów ludzkich. Bo kiedy głosiki dziecięce nas zapowiedziały, tysiące głosów zakrzyknelo:
„Vivat Król!!! Vivat JEGO Perla!!!”
Ukochany uśmiechnął się i wprowadzil mnie do sali. Teraz zobaczyłam że mam na sobie piękną suknie, perłowa. Ukochany reż ubrany był bardzo strojnie, a na głowie miał złoty diadem, z jedną małą perełka. Ukochany trzymał mnie za rękę i prowadził środkiem sali. A tłumy niewidzialnych szeptaly między sobą:
„Piękna ta JEGO Perełka!”
„Jaka maleńka!”
„Uśmiechnięta jaka!”
„Podobna do nas!” – odezwał się gruby męski głos, a ja staralam się żeby się nie roześmiac.
„A Król jaki jest z Niej dumny!”
„A jaka roztanczona! Widać że tańczyła wiele!”
„I jaka szczęśliwa! Jak my!”
Ukochany rozdawał ukłony i cudownie się uśmiechal do głosów. Wyglądało na to że widzi ich właścicieli. Ja słyszałam tylko głosy. Też uśmiechałam się do nich. Doszliśmy na środek sali. Ukochany szepnal mi do ucha:
„Zatańczymy Perełko Moja?”
Pokiwalam głową z radością.
„Nasz Król będzie tańczyć ze Swoją Perłą! Proszę o zrobienie miejsca!” – brzmiały dziecięce glosiki. Usłyszałam szum rozstępujacych się ludzi. Zaczęliśmy tańczyć! Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Wirowalismy po całej sali! Plynelismy w powietrzu! Był to najpiękniejszy taniec jaki do tej pory tańczyłam! Wtulona w Umiłowanego mojego, patrzyłam Mu w oczy z zachwytem i uwielbieniem. On patrzył we mnie rozpromieniony miłością.
„Dziś jesteś perłą w Mojej koronie!” – szepnal mi do ucha.
„Ja?! Taka niegodna i grzeszna?!!!”
Umiłowany uśmiechnął się i zamknąl mi usta pocałunkiem. Tańczylismy. Serce przy SERCU.
„A kim są ci… ludzie?” – spytałam.
„To Moi Przyjaciele. Jak Ty, Perełko.”
Umiłowany wirowal coraz bardziej i bardziej i bardziej. Znalazłam się znów w naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca. Twarz Umiłowanego była wciąż przy mojej twarzy.
„Dziękuję, Ukochany! Cudnie było!” – ucałowałam Go.
Ukochany położył głowę na moim sercu.
„Było cudnie. Jest cudnie. A będzie jeszcze cudniej! Zobaczysz Perełko!”
Uśmiechałam się do Niego szczęśliwa.
NA JEDNYM KRZYŻU
Umiłowany pochylal się nade mną… Leżałam cierpiąca i tańcząca bardzo. Leżałam… A Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej pochylal się nade mną. Uśmiechałam się do Niego, szczęśliwa. A ON patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… Cierpial ze mną. Widziałam, że cierpi…
„Mój Maleńki…”- szepnęłam najczulej jak potrafiłam.
Ukochany pochylal się jeszcze bardziej. Jego twarz była tuż przy mojej twarzy. Ujął moją twarz w Swe dłonie.
„Najmilsza Moja Umiłowana!”- wyszeptal. I pocałował mnie. Całowal mnie. Pocałunek przy pocałunku. Całowal moje cierpiące, obolałe ciało. Ale nie jak lekarz. Całowal jak Cierpiący Oblubieniec cierpiąca oblubienice. Nie potrafię tego opisać jak. Ale mimo cierpienia moje serce skakało z radości. Tańczylo ze szczęścia!
Umiłowany całował coraz niżej. Całowal teraz tam gdzie bolało mnie najbardziej. Zawstydzilam się bardzo… Ale Ukochany spojrzał we mnie z tak wielką Miłością, że od razu mój wstyd znikł. A Umiłowany całowal teraz moje obolale, podrętwiale ręce i nogi stawy i mięśnie. . Cała byłam w JEGO pocałunkach. Obcalowana cała… Cała JEGO i cała w NIM. Cała w JEGO Ramionach w JEGO dłoniach cała. A ON, Umiłowany mój znów patrzył we mnie. Miłość Sama. Patrzył mi w oczy głęboko… Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego, w Jego oczy się zapatrzylam. W oczach Ukochanego zobaczylam jeden Krzyż, wielki, potężny Krzyż. Wisiał na Nim Ukochany mój, a przy Umiłowanym wisialam ja. Ukochany przytulił mnie do Siebie, mocno. I położył głowę na moim sercu.
„Ono bije dla Mnie, Maleńka Moja!”
„Dla Ciebie, Ukochany, dla Ciebie, mój Maleńki!”
Wisielismy na jednym Krzyżu, Umiłowany mój i ja…
Cierpienie jest coraz większe. Ale jest we mnie wielka radość i szczęście. Że mogę cierpieć z Umiłowanym moim. Z moim Maleńkim. Przy Nim. Serce przy SERCU.
SZCZYT
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca. Spoglądalismy na drzewo Krzyża.
„Jaki ten Krzyż wielki! Coraz większy!” – dziwiłam się.
„Krzyż to drzewo, Perełko, a drzewo rośnie!” – uśmiechnął się łagodnie Umiłowany. Rozpromienilam się bo przecież były to moje słowa sprzed kilku miesięcy. Trwalismy w uśmiechu. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i spytal:
„Zatańczymy, Perełko?”
„Tak!”
Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Spoglądałam jednak co chwilę na Krzyż bo coś mi nie dawało spokoju. Zatrzymalam się i patrzyłam na Krzyż.
„Zaraz, zaraz… Ukochany. Ten KRZYŻ to jest nasz wspólny?”
„Nie, Perełko. To Mój Krzyż” – w oczach Umiłowanego pojawilo się….jakby oczekiwanie. I jakiś dziwny błysk. Ja pytałam dalej:
„To dlaczego są tam też nie tylko Twoje Rany – Owoce, ale i moje?” – dopytywalam. Ukochany patrzył we mnie badawczo i oczy Mu błyszczaly jeszcze bardziej.
„Bo tam jest miejscem i dla Ciebie, Perlo Moja!” – powiedział jednym tchem.
Patrzyłam Mu w oczy głęboko.
„Więc… Czy więc mogę wisieć z Tobą na jednym, na Tym Krzyżu? Nie obok, czy naprzeciw Ciebie. Ale przy Tobie, na jednym Krzyżu. Mogę, Umiłowany?”
Umiłowany patrzył we mnie z Ogniem w oczach. Jakby się palił…
„To Moje Pragnienie, Perełko! Czekam aż Ty zapragniesz…”
„Pragnę! Bardzo pragnę!” – wyszeptalam. Byłam rozpromieniona blaskiem Umiłowanego mojego. Chciałam ze szczęścia całować Jego stopy. Pochyliłam się, żeby uklęknąć, przed Ukochanym, ale mnie powstrzymal. Nie pozwolił mi.
„Nie, Umiłowana Moja! To Ja będę klęczał przed Tobą!”
I ukląkł przede mną…
„O, nie! – zawołałam – Jeśli chcesz klęczeć przede mną to i ja przed Tobą klękne! Nie powstrzyasz mnie Umiłowany!!!”
I uklękłam przed Nim.
„Będziemy klęczeć przed sobą nawzajem” – szepnęłam wpatrzona w JEGO roziskrzone oczy. Płonęły Miłością. Umiłowany ujął w obie dłonie moją twarz i pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice.
„Nasze żniwa osiągnęły swój szczyt, Najmilsza Moja!”
„Mój Maleńki…” – szepnęłam rozpromieniona Szczęściem. Umiłowanym moim. A ON położył głowę na moim sercu. I tak trwalismy. Wystarczy, bo słów mi brakuje…
MALEŃKI I JEGO MALEŃKA
Umiłowany pochylal się nade mną.. Byliśmy w naszej altance. Ja, tańcząca leżałam na kwiatowej kanapie. A Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzyłam w Niego z zachwytem. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie cudnie. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Tańcząca.
„Mój Maleńki” – szepnęłam z czułością wpatrzona w Niego. Ukochany rozpromienil się, rozświetlil.
„Nazwałam Cię tak, Ukochany, bo… Tak nazywa się osobę najukochansza i najbliższą. Wszystko jedno czy wielką, czy małą. Prawda? Kogoś obcego tak się nie nazywa.”
„Prawda, Perełko” – Umiłowany promienial. Uśmiechałam się do Niego.
„Nazwalam Cię tak, bo jesteś mi najukochanszy i najbliższy. Bliższy niż kiedykolwiek wcześniej…” – wyszeptalam z czułością.
„Tańczysz bardzo, Perełko Moja. Prawda?” – spytal nagle Ukochany.
Przytaknelam.
„Dla Ciebie tańczę, mój Maleńki!”
Umiłowany pochylił się nade mną jeszcze bardziej. Jego twarz była tuż przed moją twarzą. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem przepięknym. W JEGO oczach widziałam Miłość. MIŁOŚĆ!
Nagle ujrzalam w nich dwa krzyże. Ukochanego mojego i mój. Wisielismy na nich. Ukochany mój i ja. Krzyże zbliży się do siebie, objęły się i ucalowaly. Ja się pochyliłam do Umiłowanego mojego i zaczęłam całować JEGO Rany.
„Mój Maleńki… Malenstwo moje…” – szeptałam i całowalam. Całowalam i szeptałam…
Lezalam na kwiatowej kanapie. Umiłowany wpatrywal się we mnie z wielką Miłością.
„Maleńka i Jej Maleńki” – szepnal Ukochany.
„Maleńki i Jego maleńka” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Trwamy w Miłości i tańcu. Maleńki i JEGO maleńka.
MÓJ MALEŃKI…
Pochylal się nade mną mój Umiłowany. Tańczylismy. W wodospadzie Tańczyliśmy bardzo. Woda spływala z pluskiem. Po nas. Byliśmy cali mokrzy. Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam.. Pochylal się nade mną i patrzyl we mnie z tkliwoscia i czułością wielką. Uśmiechal się do mnie cudnie.. I ja się do Niego radośnie uśmiechałam. Tańczylismy… Stanęłam na palcach, ucalowalam Umiłowanego mojego i szepnęłam Mu do ucha:
„Kocham Cię mój Jezu!’
Ukochany uśmiechnął się, pocałowal mnie i pochylil się nade mną jeszcze bardziej. Szepnal mi do ucha:
’ Kocham Cię, Perełko Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego szczęśliwa! A ON szeptal mi do ucha:
„Wiem, że tańczysz dla Mnie bardzo, Perlo. Nic nie mówisz, ale Ja wiem!”
„Bo po co mówić że się tańczy. Trzeba tańczyc. I już!”
„Ofiarować cierpienie a nie mówić że się ofiaruje.”
„Tak!”
Ukochany objął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie. Potem zacząl całować tam gdzie mnie bolało.
Bolące miejsca w moim ciele… Ukląkł przede mną i całowal tam gdzie bolało mnie najbardziej. Stałam bez ruchu. Nie byłam obezwadniona jak kiedyś. Miałam pełnię ruchów. Mimo to stałam. Nie dlatego że przyzwyczailam czy oswoilam się do tego, że Umiłowany mój kleczy przede mną i mnie całuje. Nie! Do tego się nigdy nie przyzwyczaje, ani nie oswoje nigdy. Stałam bez ruchu, bo…. oddawalam, ofiarowywalam Mu wszystko. Nawet to, że kleczal przede mną i całowal. Wszystko. Więc stałam, a Umiłowany mnie całowal…. Wstał. Teraz ja ujęłam JEGO dłoń w obie ręce i Ucalowalam, potem drugą dłoń ucałowałam. Ukleklam przed Nim i całowalam Rany na Jego stopach. W końcu Ucalowalam JEGO SERCE. Opadłam z sił.
„Zmęczo…”
Umiłowany natychmiast wziął mnie na ręce, zaniósł do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Pochylał się… Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i szeptał łagodnie:
„Moja Maleńka… Moja Maleńka…”
Uśmiechnełam się do Niego i wyszeptałam najczulej jak potrafiłam:
„Mój… MALEŃKI…”
I choć nie było to zgodne z prawdą, widac, że Umiłowanemu się to spodobało. Rozpromienił się bardzo nade mną, rozjaśniał. Pochylił się jeszcze bardziej nade mną. Jego twarz była tuż przy mojej twarzy… blisko.
„Mów tak do Mnie kiedy tylko zapragniesz, Perełko…”- tkliwość niesamowita biła z Jego Oblicza.
„Mój Maleńki… Mój Maleńki…” – szeptałam uszczęśliwiona. A Ukochany obsypywał mnie pocałunkami…
DO MAMY
Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie w naszej altance i tulil mnie do SERCA Swego. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Tańcząca. W pewnej chwili pobłogosławił mnie i ucalowal.
„MAMA prosiła Mnie, żebym Cię pobłogosławił i ucalowal od NIEJ, Perełko Moja!”
Uśmiechnęłam się szczęśliwa bardzo.
„Dziękuję Ukochany! Proszę, pozdrów JĄ ode mnie!”
Umiłowany skinął głową z uśmiechem.
„A jaka Ona jest?” – spytałam uśmiechając się do Niego.
„To Najlepsza i najukochansza MAMA i najpiękniejsza Kobieta!”
„Jesteś do NIEJ podobny? Pewnie masz JEJ cudne oczy i przepiękny uśmiech!”
„Pewnie mam!” – Ukochany zaśmiał się perliscie.
Pochylil się do mnie i szepnął mi do ucha:
„Jesteś do Niej podobna, Perełko!’
” Ja??! ”
” Córka jest podobna do swej MATKI!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego uszczęśliwiona.
” Dasz JEJ coś ode mnie, dobrze? Chodźmy do Ogrodu!”
Ukochany rozpromienil się niezmiernie. Wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Wzniósł się do góry. Lecielismy nad Ogrodem, ale nisko. Zrywalam kwiaty, najpiękniejsze i najbardziej kolorowe. Zrywalam aż powstał wielki, piękny bukiet. Podałam go Ukochanemu.
„Dla MAMY.”
„Dziękuję, Maleńka Moja!”
Potem siedzieliśmy na trawie przed altanka. Umiłowany mój tulil mnie do SERCA Swego.
„Córka jest podobna do swej MAMY!” – szepnal patrząc we mnie z zachwytem. Uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa…
WIERSZYK W OGRODZIE
Ulozylam w Ogrodzie:
O mój Jezu Ukochany!
Synu przez Ojca mi dany!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
O mój Jezu zawsze wierny!
Kochający, miłosierny!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
Jezu mój Skarbie jedyny!
Wybacz, proszę moje winy!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
O mój Jezu dobry wielce!
Tobie oddaję swe serce!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
Jezu odpocznij w nim, proszę!
Niechaj Ciebie w sercu noszę!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
O Jezu Ukrzyżowany!
Pragnę całować Twe Rany!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
Pozwól Rany Twe całować!
Moją miłość ofiarować!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
Ja Cię Jezu kocham szczerze!
Pragnę! Wielbię! Tobie wierzę!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
Tyś o Jezu Chryste, Panie!
Całe moje Ukochanie!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
OBLUBIENIEC…
Leżałam w łóżku tańcząca. Leżałam i rozmyślalam o Umiłowanym moim. Nagle zobaczyłam JEGO uśmiechnięte Oblicze pochylone nade mną z tkliwoscia i czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego radośnie. I ucałowałam Go.
„Mój Piękny!” – wyszeptalam z zachwytem.
„Piękności Moja Umiłowana ’- Umiłowany patrzył we mnie jak… w obrazek…
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie i tulił mnie do Serca.
” Mój Piękny…”
Odpoczywalam tańcząc w Jego dłoniach.
” Jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem, Perełko” – uśmiechnął się Ukochany.
„To ja mogę to powiedzieć. Że jesteś moim ukojeniem i odpocznieniem moim. Ale Ty…? Nie rozumiem…”
„Nie musisz. Wierz Mi tylko” – powiedział Ukochany z łagodnym uśmiechem.
„Wierzę!”
„A zrozumiesz Tam!” – Umiłowany wskazal na niebo.
„Już się nie mogę doczekać. A przede wszystkim nie mogę się doczekać kiedy Ciebie zobaczę w Pełni!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. Uśmiechał się do mnie cudnie i tajemniczo.
Potem położył mnie na kwiatowej kanapie.
„Pragnę Cię pocałowac, Perlo Moja.”
„Pocaluj. Pragnę Twoich pocałunków. Moje serce pragnie!”
I Umiłowany mój pocałowal mnie. Pocałowal jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice… Pięknie i czule i czysto. Położyłam głowę na SERCU UKOCHANEGO. A ON ON gładzil moje włosy…
WE WZAJEMNYM ODDANIU
Pochylal się nade mną… Umiłowany mój. Siedział na trawniku przed altanka, a ja leżałam na trawie a głowę położoną miałam na Jego kolanach. Dopiero co się obudziłam. Patrzyłam w Ukochanego uśmiechnięta.
„Odpoczęłaś trochę, Perełko?” – spytal uśmiechając się do mnie.
„Tak, trochę. Dziękuję Ukochany!”
Patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną. A ja szeptałam wpatrzona w Niego:
„Wiesz Ukochany… kiedy tak bardzo mnie bolało, miałam pewność, że nic we mnie już do mnie nie należy. Że wszystko jest Twoje. I bardzo bardzo się z tego cieszę! Bardzo! I wiesz? Mimo że bardzo boli, mimo że jest trudno, coraz trudniej, że mój krzyż wydaje się być coraz cięższy to we mnie jest takie światlo, radość, pokój i szczęście Takie, że, że… Że nie wiem!!! ”
Patrzył promienny, zachwycony…
” Cala Moja! „-szepnal Ukochany
„Zatańczymy?” – spytał po chwili.
„Tak!”
Wstalismy. Umiłowany mój objął mnie i zaczęliśmy tańczyć.
„Gdybym Ci, Perełko oznajmił, że to wszystko (tu wskazał dłonią na cały Sercowy Ogród), chciałbym zrównać z ziemią, to co byś na to powiedziała?”
„Nic.”
„Nic?”
„Nic. To wszystko jest Twoje. Należy do Ciebie.
Ty to zbudowales i Ty też możesz to zburzyć. Twoja wola.”
Umiłowany uśmiechnął się z zachwytem.
„Cala Moja! Umiłowana Moja”
Zaśmiałam się radośnie. Szczęśliwa bardzo. Chwyciłam Ukochanego za rękę. I zaczęłam biec. Ukochany również zaśmiał dźwięcznie i biegł ze mną. Śmialiśmy się na cały Ogród! Dobieglismy do wodospadu. Wskoczylismy do niego ze śmiechem! Woda plusnela głośno!
Umiłowany chwycił mnie w ramiona i podrzucił do góry. Wysoko, wysoko! Opadłam w JEGO dłonie. Umiłowany mój wciąż śmiejąc się perliscie wirowal ze mną w ramionach! Potem stanął i przytulił mnie do Siebie. Mocno, mocno tulił… Woda splywala po nas. A ON tulił…
”Mówiłaś że mimo cierpienia, bólu i trudu jest w Tobie światło i radość i pokój i szczęście.”
„Tak! Tak wielkie że trudno opisać!”
„Napełniam Cię Sobą, Perełko Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem. Długo mnie tulił. Potem zaniósł mnie do naszej altanki, położył na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył głowę na moim sercu. Trwalismy we wzajemnym oddaniu. I teraz trwamy.