Balujemy z Umiłowanym moim. W nocy też balowalismy. Bo tego już nie można nazwać tańcem.
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia bezdenna. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie. Moją rękę przytulił do Swego policzka. Całowal.
„Cierpimy razem, Perełko Moja.”
„Razem!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. A ON rozpromienil się nade mną.
Balujemy razem. Cierpimy razem.
Miesiąc: sierpień 2017
ŚCINA I MŁÓCI
Staliśmy przy studni. Ukochany trzymał mnie w Ramionach. Obejmował mnie i patrzył we mnie z zachwytem. I ja Go obejmowalam. I patrzylam w Umiłowanego z zachwytem i uwielbieniem.
„Nie rozumiem…” – myślałam o ostatnich wydarzeniach. O zniwach, jasności i niezwykłej bliskości.
„Nie musisz rozumieć Perełko. Kochasz i ufasz – wystarczy” – Umiłowany uśmiechnął się z czułością.
„Kocham, ufam. I nie rozumiem” – zaśmiałam się cicho. Umiłowany także się zaśmiał.
„Uwielbiam Ciebie, Umiłowany!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Uwielbiam Cię, Moja Perlo!” – szepnal Ukochany. Wziął mnie za rękę i wzniósł się do góry. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Lecielismy nad Ogrodem. Za chwilę wylądowalismy na trawniku pod drzewem Krzyża. Drzewo iskrzylo się dojrzalymi owocami. Łąka bukietowa błyszczala w blasku Słońca.
Ukochany stal naprzeciw mnie. Bardzo blisko. Objął mnie znowu. Pocałowal. Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany promienial. Patrzył we mnie dziwnie… Jakby uroczyscie.
„Pamiętasz Perełko jak wybrałaś SERCE Moje?” – spytal Umiłowany mój.
„Jakże mogłabym zapomnieć?! Pamiętam!”
“Wtedy JA wybrałem Twoje.”
Umiłowany pochylal się nade mną. Stawał się jakby większy i większy. Potezniejszy. Jednocześnie bardzo mi bliski! Bardzo! A ja byłam maleńka w Jego dłoniach. Otulal mnie Sobą. Otulal…. I wtedy stało się coś niezwykłego, niesamowitego, niemożliwego. Ale się stało. Realnie, prawdziwie. Otóż.. wyjęłam z siebie moje serce. Trzymałam je w obu dłoniach. Bijące serce… Podałam, ofiarowałam je Ukochanemu mojemu. Przyjął je rozpromieniony cały. Zachwycony cały… Trzymał je w Swoich dłoniach. A ono tańczyło z radości! Umiłowany pochylił się z niewymowną czułością, ucałował je i z powrotem włożył we mnie.
Runęłam w Ukochanego.
Potem odpoczywałam w naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany pochylał się nade mną… Nakarmił mnie Swoim Ciałem. I… cały był dla mnie.
“Nasze żniwa trwają, Maleńka!”
“Czuję się, Ukochany jakbyś mnie scinał i młócił…”
“Ścinam i młócę, Perełko!”
“Dobrze mnie wymłóć!”- uśmiechnęłam się patrząc Mu w oczy.
“Wymłócę, do ostatniego kłosa.”
Obsypał mnie pocałunkami. Moje serce tańczyło ze szcześcia!
MOJE SZCZĘŚCIE
Pochylal się nade mną… Umiłowany mój. Siedział na kwiatowej kanapie w naszej altance i tulil mnie do SERCA Swego. Tańczyłam bardzo. A Ukochany patrzył we Swym Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca. Pomyślałam o czymś i uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Widać że i On pomyślał o tym samym bo uśmiechnął się do mnie cudnie. Wstał z kanapy i trzymając mnie na rękach, wyszedł z altanki. Przeszedł po trawniku i podszedł do wodospadu. Wniósł mnie do niego. Od razu zalała nas woda. Byliśmy w niej cali zanurzeni. Ukochany ostrożnie postawił mnie na skałach, w wodzie. Ujął w Swe dłonie moją twarz i patrząc mi w oczy głęboko, spytal:
„Nie odejdziesz ode Mnie? Nie zostawisz Mnie, Perełko?”
Zdumialam się do głębi!!! Do głębi serca i duszy!!!
„Odejść od Ciebie??! Zostawić Cię??!!! A skąd Ci to przyszło do głowy???!!”
Patrzył we mnie roztkliwiony. Teraz ja ujęłam twarz Umiłowanego w swoje ręce. Ucalowalam Go i patrzylam Mu prosto w oczy.
„Nie mam zamiaru nigdzie odchodzić! Znalazłam swoje Szczęście. Ty Nim jesteś, Ukochany. Ty jesteś moim SZCZĘŚCIEM!”
Patrzył we mnie z wielką Miłością.
„Nawet wtedy gdy jest ciężko?”
„Szczególnie wtedy!”
„Perlo Moja Umiłowana jesteś Moim ukojeniem i odpocznieniem Moim!”
„Ukojeniem i odpocznieniem Twoim?! Jak? Gdzie? W czym?” – pytałam zdumiona.
„W drodze, Perełko.”
Patrzył mi w oczy głęboko. Zobaczylam pustynię. Burzę piaskowa. Szłam dzwigajac mój krzyż. Starałam się, ale ciężko mi było. Wiało. Piasek wdzieral się w oczy, nos, usta. To utrudnialo. Była jednak chwila gdy wiało trochę mniej. Wtedy z trudem dojrzałam plecy. Poznałam JE od razu. To poorane Ranami plecy Umiłowanego mojego. Szedł pierwszy, przede mną i torowal mi drogę…
Ukleklam przed Nim. Chciałam całować JEGO stopy. Ale zanim zaczęłam, Umiłowany ukląkł przede mną. Pocałowal mnie i położył głowę na moim ramieniu, ja swoją położyłam na ramieniu Umiłowanego. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy. Ja i moje SZCZĘŚCIE. UKOCHANY.
MÓJ PIĘKNY!
Obudziłam się w ramionach Umiłowanego mojego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i tulil do Serca. Leżałam chwilę z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Niego.
„Najmilsza Moja?”
„Jestem, Ukochany! – otworzyłam oczy. Patrzył we mnie promienie.
„Wiem, że jesteś, Perełko. Chciałem tylko usłyszeć Twój głos. Tęsknilem.”
„Tęskniles? Przecież cały czas miałeś mnie na Swoich kolanach?!” – szepnęłam zdziwiona.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Tęsknilem – szepnął oo prostu. I zmienił temat:
” Tańczymy? Idziemy gdzieś? Co dzisiaj robimy Perełko?”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego. W Jego piękne, Przecudne Oblicze…
” Nic, Ukochany. Nic dziś nie robimy,”
” Nic?! „- Ukochany wyglądał na zdumionego.
„To znaczy, jeśli chcesz to możemy zatańczyć, albo gdzieś pójść. Ale jeśli mnie pytasz, to ja pragnę wpatrywac się w Ciebie i Ciebie podziwiać. Ty jesteś dla mnie najważniejszy!”
„A Ty, a Twoj taniec, Perełko?” – dopytywal Ukochany.
„Najważniejszy jesteś Ty.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego. A ON wstał z kwiatowej kanapy, trzymając mnie na rękach. Pochylil się i z delikatnością i ostrożnością wielką położył mnie na niej. Sam się położyl obok mnie, oparł głowę na lokciu, patrzył we mnie z zachwytem. Uśmiechałam się do Niego.
„Nie tańczymy? Nigdzie nie idziemy, Ukochany?”
„Nie, Perełko” – powiedział z niezwykłą czułością.
„Mój Piękny…” – szepnęłam wpatrzona w Niego. Patrzył mi w oczy głęboko.
„Chodź do Mnie, Perlo. Chodź do Mnie!”
Wtulilam się w Umiłowanego mojego, a On tulil mnie mocniej i mocniej. I wciąż patrzył mi w oczy głęboko… I ja w Jego oczy patrzyłam. Znalazłam się we mgle, gęstej, nieprzeniknionej. Tajemniczej. Niczego wokół siebie nie widzialam. Niczego. Nagle usłyszałam jakby potężny grzmot. Upadłam na twarz ze strachu. Leżałam na ziemi z zamkniętymi oczami i twarzą ukryta w dłoniach. Leżałam. Nagle poczułam na głowie delikatny, czuły, znajomy dotyk…
„Nie bój się Perlo Moja!”
„Umiłowany?!”
Otworzyłam oczy i natychmiast znów je zamknęłam. Jasność wielka mnie razila.
„Piękna Moja, Perełko Moja!” – usłyszałam jasny czuły głos.. W tej samej chwili poczułem że ktoś mnie z ziemi podnosi. I że już stoję. Otworzyłam znowu oczy i tym razem nie zamknęłam ich. Choć Światłość byla niesamowita. Niedaleko stał moj Ukochany. Pełen światła, jasności i blasku wielkiego. Uśmiechał się do mnie promiennie. Rozłożyl szeroko ramiona.
„Chodź do Mnie, oblubienico Moja! Masz czego chciałaś, Ukochana Moja!”
Rzuciłam się na oślep. W światło. I… wylądowałam w Umiłowanym moim! Przytulił mnie bardzo do Siebie!!! Bardzo mocno tulil mnie!!! Cały był jasnościa, światłem. Byłam w Nim. W Umiłowanym moim byłam. Jasnialam JEGO blaskiem.
„Mój Piękny! Mój Piękny… – powtarzalam w zachwyceniu. A ON nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil mnie, tulil do SERCA. Tak mi było dobrze! Jak dobrze mi było! Ukochany promienial, swietliscie.
„Zatańczymy Perełko? „-spytal uśmiechając się do mnie przepięknie.
„Tak!”
Zaczęliśmy tańczyć. Umiłowany objął mnie i przytulił. Ja przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Tańczylismy bardzo. On jasność i piękno samo, ja przezroczysta jakby. Cała w Jego świetle, jasności. Cała Jego. A On cały dla mnie…
Leżałam na kwiatowej kanapie i patrzyłam w oczy Umiłowanemu. On patrzył w moje…
„Mój Piękny! Mój Piękny!” – szeptałam zachwycona.
Promieniał.
Mój Piękny!
ŻNIWA TRWAJĄ
Pochylal się nade mną.. Umiłowany mój. Siedział na trawniku przed altanka. Ja tańcząca leżałam na trawie a głowę położyłam na Jego kolanach. Pochylal się nade mną. Mój Najdroższy… Słodki mój… Tańczący ze mną.
„Zatańczymy, Perełko?” – spytal uśmiechając się do mnie promiennie. Pokiwalam twierdząco głową uśmiechnięta. Wstałam i wyciągnęłam rękę do Ukochanego. Podał mi swoją dłoń. Wstał.
„Chodźmy!” – poprowadzilam Umiłowanego mojego do wodospadu. Wszedł pierwszy i przyciągnął mnie do Siebie. Byliśmy pod wodą. Spływala po nas. Patrzyłam w Umiłowanego z zachwytem, podziwem i uwielbieniem. Patrzył we mnie z niezwykłą czułością.
„Oniesmielasz Mnie, Perełko Moja.”
Uśmiechnęłam się do Niego. Ujęłam Jego twarz w obie dłonie i Ucalowalam Go. Potem ukleklam przed Nim i zaczęłam całować JEGO stopy. Całowalam ze czcią i nabożeństwem. Stopy Umiłowanego mojego. Całowalam i całowalam… W pewnej chwili Ukochany pochylil się i podniosł mnie. Spojrzałam w Jego oczy… Widziałam w Nich tkliwosc. Patrzył we mnie promiennie bardzo, świetliscie. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptal:
„Jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem, Perełko!”
Stałam zdumiona… zastanawiałam się jak to możliwe. Umiłowany mój patrzył we mnie długo. Trzymał moją twarz w Swoich dłoniach i pocałował mnie. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Czysto, słodko i pięknie.
„Nasze żniwa trwają, Maleńka!”
Zaczął mnie obsypywac pocałunkami. Pocałunek przy pocałunku… Stałam przed Umiłowanym tańcząca bardzo, a On mnie całowal… Woda spływala po nas. Tańczyłam… A ON całowal… Potem wziął mnie na ręce i zaniósł do mnie do altanki. Położył mnie na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył głowę na moim sercu.
„Jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem, Perełko Moja!”
„Pragnę!”
Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy. Zniwa trwają.
SERCE PRZY SERCU, KRZYŻ PRZY KRZYŻU
Leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała bardzo i zmęczona. Tańcząca bardzo. Leżałam. Najdroższy, Umiłowany mój był ze mną. Był przy mnie. Blisko, bardzo blisko… Twarz przy twarzy. SERCE przy sercu. Krzyż przy krzyżu. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Przecudnym Spojrzeniem we mnie patrzył. Bardzo blisko byl mój Umiłowany. Obejmował mnie, przytulal i otulal mnie Sobą. Miłością. I tańczył ze mną.
„Moja Śliczna, Maleńka Moja” – szeptal z tkliwoscia bezdenna.
Uśmiechałam się do Niego z trudem. On tulil mnie do SERCA Swego i obsypywal mnie pocalunkami. Tańczylismy. Wciąż tańczymy. SERCE przy sercu. Krzyż przy krzyżu.
ZA NIM
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Staliśmy przy studni. Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Patrzylismy na Krzyż. W oddalił jasnial dojrzalymi owocami. I kwiaty wokół Niego. Piękny widok!!!
Nagle od strony Ogrodu przyleciał maleńki, bardzo kolorowy ptaszek. Usiadł na studni, ale zaraz spłoszony czymś, odleciał.
„Jaki piękny!”- zawołałam.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Kiedyś Ty Perełko byłaś takim ptakiem. Pięknym, ale plochliwym.”
„Byłam. Ale teraz…”
„Teraz jesteś odważną, mądrą i piękną kobietą.”
„Jeśli tak jest to tylko dzięki Tobie, Umiłowany” – szepnęłam zawstydzona. Ukochany uśmiechał się do mnie cudnie.
„Bez Twojej pomocy nie mógłbym zrobić niczego.”
„Nawet Panu Bogu trzeba czasem pomóc!” – zaśmiałam się. Ukochany roześmiał się perliscie.
„A żebyś wiedziała, Perełko Moja!”
Odwróciłam się do Umiłowanego. On przytulił mnie do SERCA… Mocno, mocno. Ja wtulilam się w Umiłowanego całą sobą. Sercem duszą i ciałem. Cała byłam JEGO. A ON cały był dla mnie. Tańczylismy bardzo. Był to taniec bardzo intymny. Czułam się jakbym była przezroczysta, niewidoczna. Cała w NIM. W Umiłowanym moim byłam. Długo tak tańczylismy.
Potem odpoczywam w altance na kwiatowej kanapie leżałam. Umiłowany był przy mnie czuły i kochający. Patrzylam w Niego z zachwytem i uwielbieniem.
„Teraz Ty Mnie Perełko Zawstydzasz” – uśmiechnął się do mnie Ukochany.
„Ja?! Dlaczego??”
Umiłowany pochylal się nade mną swietlisty cały.
„Malo kto we Mnie TAK patrzy.. I mało kto dochodzi za Mną Aż tu.”
„Ja chcę iść dalej za Tobą. Do końca.”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i obsypal pocałunkami.
Idę za Nim.
TULI…
Byłam na Dnie serca mojego. W naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam. Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego, który pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna. Uśmiechał się do mnie cudnie. Jeszcze cudniej niż do tej pory. Objął mnie i wziął na ręce. Usiadł na kanapie. Ukrył mnie w Swoich ramionach i tulil do Serca. Pochylal się nade mną i patrzył mi w oczy głęboko. Jak mi było dobrze przy SERCU UMIŁOWANEGO mojego. W Jego ramionach. Jak było mi dobrze! Jak dobrze… Ramiona Umiłowanego mojego były najbezpieczniejszym, najcudowniejszym i najpiękniejszyn miejscem w całym wszechświecie! A Umiłowany cały był pochyleniem, przytuleniem cały… Nagle naszla mnie myśl, że powinnam, że powinnismy tańczyć. Choć wcale nie chciałam się ruszać. Nie miałam ochoty. Pragnęłam być w JEGO Ramionach. Pragnęłam, żeby mnie tulil…
„Jeszcze nie raz zatańczymy. Teraz pragnę tulic do Serca Maleńką Moją. Pozwól Mi proszę…” – usłyszałam w głębi serca. Ukochany uśmiechał się do mnie promiennie. Więc i On tego pragnął… Uśmiechnęłam się do Umiłowanego najpiękniej jak potrafiłam. A ON patrzył we mnie z zachwytem i… podziwem.
” Podziwiam Ciebie, Piękności Moja Umiłowana! „-szepnął najczulej jak dotąd słyszalam.
„Podziwiam Ciebie mój SKARBIE!” – wyszeptalam zachwycona.
A Umiłowany przytulił mnie do SERCA jeszcze bardziej. Usłyszałam bicie serca mojego SERCA JEGO. Biły w jednym rytmie.
A Umiłowany mnie otulal. Otulal pochyleniem i przytuleniem. Ogarnial mnie, otaczal. I patrzył we mnie jak nigdy dotąd. Najpiękniej i najczulej.
„Ukochany mój, w Niebie też mnie będziesz tak tulił?” – uśmiechnęłam się do Niego.
„O wiele bardziej i mocniej i czulej, Perełko Moja!”
Patrzyłam zachwycona i szczęśliwa ogromnie!!! Teraz też jestem w ramionach Umiłowanego. Tuli mnie do SERCA. I widzę nad sobą JEGO pochylone, uśmiechniete Oblicze.
I BARDZO DOBRZE!
Leżeliśmy w naszej altance. Na kwiatowej kanapie. Ja leżałam i Umiłowany mój obok mnie. Oparł głowę na lokciu i pochylal się nade mną z niezwykłą czułością i zachwytem. I ja patrzyłam w Niego zachwycona. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON patrzył promiennie i uroczyście.
„Mój Piękny… pozwoliłeś mi…”
„Nie mogłem Ci odmówić, Perełko. Ty Mi nie odmówiłas.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego. Mówił dalej:
„Ale nie wiesz ile to zmienia. Powiem Ci, Perełko Moja. Nie będziesz już mogła beze Mnie żyć.”
„Już od dawna nie mogę już żyć bez Ciebie, Ukochany.”
„Nie będziesz mogła żyć bardziej.”
„I bardzo dobrze!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
„Będzie Cię ranić każde zle słowo wypowiedziane na Mój temat.”
„Już od dawna mnie ranią.”
„Będą Cię ranić bardziej.”
„I bardzo dobrze!”
„Będziesz dzielić ze Mną Moje cierpienie.”
„Już od dawna dzielę je z Tobą, Ukochany. Pragnę…”
„Będziesz je dzielić ze Mną bardziej, Perełko.”
„I bardzo dobrze!”
„Będziesz samotna i mało kto Cię zrozumie i pocieszy.”
„Już tak jest, Umiłowany.”
„Będzie bardziej, Najmilsza.”
„I bardzo dobrze. Będę szukać pociechy u Ciebie.”
„U Mnie zawsze ją znajdziesz”- Ukochany ucałował mnie w czoło i mówił dalej:
„Będzie Ci źle żyć na tym świecie. Jesteś stworzona do Innego Świata.”
„I bardzo dobrze!”
„Już żyjesz we Mnie. Będziesz żyć bardziej.”
„I bardzo dobrze, Umiłowany!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie, promiennie bardzo. I ja uśmiechałam się do Niego z uwielbieniem.
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy głęboko.
„Mój Piękny! Mój Piękny!” – szeptałam z zachwytem!
„I cały dla Ciebie, Piękności Moja.”
„I cały dla mnie! A ja cała Twoja! Cała Twoja!”
Umiłowany pochylal się nade mną. Promieniał niezwykle.
Byłam cała JEGO. Cała. Od stóp do głów!
Jestem JEGO. Całym sercem. JEGO.
NASZE ŻNIWA
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance
Z Umiłowanym moim byłam. Tańcząca bardzo. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem, a ja spytałam:
„Ukochany mój, zatańczymy? Pójdziemy pod drzewo Krzyża?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo.
„Dobrze, Perełko Moja! Co robimy najpierw?”
Zdziwiło mnie i jednocześnie bardzo ucieszyło, że mimo iż wie, że jestem tańcząca i zmęczona, nie odmawia mi, nie hamuje, nie mowi, żebym odpoczywala. Że spełnia moje Pragnienia. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i szepnęłam:
„Pod Krzyż!”
Ukochany uśmiechnął się znów. Wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Wzniósł się w górę i lecielismy nad Ogrodem. Kwiaty wydawaly się jeszcze większe i bardziej bujne niż poprzednio. Ukochany spojrzal mi w oczy głęboko.
„Niedługo żniwa, Perełko!”
Zdumialam się w duchu… Żniwa w Ogrodzie??? Przecież to nie pole i nie ma zboża… Patrzyłam w Umiłowanego w milczeniu. A ON uśmiechał się do mnie tajemniczo. Lecielismy jeszcze jakiś czas i wylądowalismy na trawniku oddzielającym Łąkę bukietowa od reszty Ogrodu. Umiłowany postawił mnie delikatnie na trawniku. Patrzył we mnie świetlisty niezwykle. Objął mnie.
„Zatańczymy, Perełko?”
„Tutaj?”
„A dlaczego nie?”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany obejmowal mnie bardziej i bardziej. I obsypywal pocałunkami. Ukląkł przede mną i zacząl całować moje stopy… Jednak teraz całowal inaczej niż przedtem. Nie całował jak lekarz, chore miejsca, ani jak Sługa. Całowal jak Oblubieniec oblubienice. Zmieniło się coś jeszcze. Wcześniej jak całowal moje stopy, nie mogłam się ruszyć. Obezwladniona byłam. Teraz miałam pełnię ruchów. Mogłam robić, że tak powiem, co chcę. Kucnelam przed Ukochanym, ale nie mogąc się utrzymać na nogach, poleciałam na trawę. Polecialam to złe słowo. Bo nie czułam, że lecę, ani że upadam, tylko, że ktoś mnie trzyma i delikatnie kładzie na trawie. Ukochany wciąż całowal moje stopy. Wyciągnęłam do Niego ręce. I za chwilę też leżał obok mnie na trawie. Oparł się na łokciu i patrzył we mnie czule bardzo.
„Dlaczego Mi przerwałas Perełko?” – spytał łagodnie.
„Nie przerwałam, Ukochany – uśmiechnęłam się do Niego i nadstawilam policzek – możesz tu!”
„A tu?” – Ukochany dotknął moich ust.
„Tu też możesz.”
„A tu?” – dotknął mego serca.
„Tu też możesz. Wszędzie możesz” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
Umiłowany patrzył we mnie długo, promienial cały. Potem szepnął mi do ucha:
„To są właśnie żniwa, Perlo Moja!”
Patrzyłam i nie rozumialam, zabrakło mi słów. A Ukochany pochylal się l się nade mną i zacząl mnie całować. Pocałunek przy pocałunku…. Obcalowywal mnie. Za chwilę byłam cała obcalowowana (nawet nie wiem czy jest takie słowo). Piszę jak było. Obcalowowana. Kleczalam przed Umiłowanym. Leżał na trawniku i patrzył mi w oczy z zachwytem i oddaniem.
„Teraz ja… Moge…?” – spytałam nieśmiało.
„Nie pytaj, pragnij! Ty niczego Mi nie odmówilas Perełko, cierpiałaś ze Mną. I Ja niczego Ci nie odmówie!”
Pragnęlam…
Patrzył we mnie i ja patrzyłam w Niego. Zaczęłam Go całować. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam Ukochanego, całowałam i całowalam. Jak oblubienica całuje Oblubienca swego. Obcalowywalam Umiłowanego
Byl cały obcalowany. Kleczalam przed Nim. Ukochany ukląkł przede mną. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. I ja w Niego patrzyłam tańcząca. Ukochany położył Swą głowę na moim ramieniu. Ja swoją położyłam na Jego ramieniu. I tak trwalismy w milczeniu. W Miłości i tańcu.
„To nasze żniwa, Najmilsza!”
„Tak, Najukochanszy!”
Nie rozumialam. Wiedziałam jednak, że dzieje się coś wielkiego i ważnego. Nasze żniwa.