Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance
Z Umiłowanym moim byłam. Tańcząca bardzo. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem, a ja spytałam:
„Ukochany mój, zatańczymy? Pójdziemy pod drzewo Krzyża?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo.
„Dobrze, Perełko Moja! Co robimy najpierw?”
Zdziwiło mnie i jednocześnie bardzo ucieszyło, że mimo iż wie, że jestem tańcząca i zmęczona, nie odmawia mi, nie hamuje, nie mowi, żebym odpoczywala. Że spełnia moje Pragnienia. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i szepnęłam:
„Pod Krzyż!”
Ukochany uśmiechnął się znów. Wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Wzniósł się w górę i lecielismy nad Ogrodem. Kwiaty wydawaly się jeszcze większe i bardziej bujne niż poprzednio. Ukochany spojrzal mi w oczy głęboko.
„Niedługo żniwa, Perełko!”
Zdumialam się w duchu… Żniwa w Ogrodzie??? Przecież to nie pole i nie ma zboża… Patrzyłam w Umiłowanego w milczeniu. A ON uśmiechał się do mnie tajemniczo. Lecielismy jeszcze jakiś czas i wylądowalismy na trawniku oddzielającym Łąkę bukietowa od reszty Ogrodu. Umiłowany postawił mnie delikatnie na trawniku. Patrzył we mnie świetlisty niezwykle. Objął mnie.
„Zatańczymy, Perełko?”
„Tutaj?”
„A dlaczego nie?”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany obejmowal mnie bardziej i bardziej. I obsypywal pocałunkami. Ukląkł przede mną i zacząl całować moje stopy… Jednak teraz całowal inaczej niż przedtem. Nie całował jak lekarz, chore miejsca, ani jak Sługa. Całowal jak Oblubieniec oblubienice. Zmieniło się coś jeszcze. Wcześniej jak całowal moje stopy, nie mogłam się ruszyć. Obezwladniona byłam. Teraz miałam pełnię ruchów. Mogłam robić, że tak powiem, co chcę. Kucnelam przed Ukochanym, ale nie mogąc się utrzymać na nogach, poleciałam na trawę. Polecialam to złe słowo. Bo nie czułam, że lecę, ani że upadam, tylko, że ktoś mnie trzyma i delikatnie kładzie na trawie. Ukochany wciąż całowal moje stopy. Wyciągnęłam do Niego ręce. I za chwilę też leżał obok mnie na trawie. Oparł się na łokciu i patrzył we mnie czule bardzo.
„Dlaczego Mi przerwałas Perełko?” – spytał łagodnie.
„Nie przerwałam, Ukochany – uśmiechnęłam się do Niego i nadstawilam policzek – możesz tu!”
„A tu?” – Ukochany dotknął moich ust.
„Tu też możesz.”
„A tu?” – dotknął mego serca.
„Tu też możesz. Wszędzie możesz” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
Umiłowany patrzył we mnie długo, promienial cały. Potem szepnął mi do ucha:
„To są właśnie żniwa, Perlo Moja!”
Patrzyłam i nie rozumialam, zabrakło mi słów. A Ukochany pochylal się l się nade mną i zacząl mnie całować. Pocałunek przy pocałunku…. Obcalowywal mnie. Za chwilę byłam cała obcalowowana (nawet nie wiem czy jest takie słowo). Piszę jak było. Obcalowowana. Kleczalam przed Umiłowanym. Leżał na trawniku i patrzył mi w oczy z zachwytem i oddaniem.
„Teraz ja… Moge…?” – spytałam nieśmiało.
„Nie pytaj, pragnij! Ty niczego Mi nie odmówilas Perełko, cierpiałaś ze Mną. I Ja niczego Ci nie odmówie!”
Pragnęlam…
Patrzył we mnie i ja patrzyłam w Niego. Zaczęłam Go całować. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam Ukochanego, całowałam i całowalam. Jak oblubienica całuje Oblubienca swego. Obcalowywalam Umiłowanego
Byl cały obcalowany. Kleczalam przed Nim. Ukochany ukląkł przede mną. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. I ja w Niego patrzyłam tańcząca. Ukochany położył Swą głowę na moim ramieniu. Ja swoją położyłam na Jego ramieniu. I tak trwalismy w milczeniu. W Miłości i tańcu.
„To nasze żniwa, Najmilsza!”
„Tak, Najukochanszy!”
Nie rozumialam. Wiedziałam jednak, że dzieje się coś wielkiego i ważnego. Nasze żniwa.
NASZE ŻNIWA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI