Leżałam na kwiatowej kanapie cierpiąca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną. Tkliwosc i czułość, Miłość i pochylenie…. Umiłowany mój pochylal się nade mną. I cierpiał ze mną. Pochylony, pochylal się bardziej i bardziej… Był taki mi bliski. Uśmiechał się do mnie promiennie, choć widziałam że cierpi. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie, choć widział, że cierpię. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej pochylal się nade mną. Jego twarz była tuż przed moją twarzą… Był bardzo bliski.
„Pozwól Mi, Perełko Moja. Pozwól Mi proszę…”
„Dobrze, Ukochany. Jeśli chcesz!”
„Pragnę!” – wyszeptal z ogniem w głosie i żarem w oczach.
„Jeśli TY pragniesz, ja też!”
Nie wiedziałam o co prosi i czego pragnie. Ale prosil i pragnąl. To mi wystarczylo. Jego pragnienie było moim pragnieniem. Leżałam więc cierpiąca a Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy bardziej i bardziej. I pocałował mnie. Potem spojrzał we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Patrzył mi w oczy głęboko. Zapatrzylam się…
Lezalam, wisząc na Krzyżu. Umiłowany cierpiący cały, w koronie cierniowej na głowie, kleczal przede mną. Mój Najdroższy pochylił się i szepnął mi do ucha:
„Maleńka Moja, pozwól Mi proszę.”
„Pragnę!” – zabiło moje serce. Umiłowany mój zdjął koronę cierniowa z głowy. Pochylil się i zaczął całować… Leżałam, wisząc na Krzyżu. Naga. I nie mam tu na myśli nagości ciała. Leżała przed Umiłowanym naga dusza. Nędzna, grzeszna, słaba i cierpiąca. A ON widzial te całą moją nędzę, biedę i Cierpienie. I całowal. Całowal z czułością wielką… Pocałunek przy pocałunku. Całowal. A wraz z pocałunkami spływal na mnie Zdrój Miłości. Ożywial On moją duszę, nawadnial, użyznial. Oddawalam Umiłowanemu moją nędzę i Cierpienie. A ON to przyjmował i w taniec zamieniał. Całowal i całowal. Cierpiący Oblubieniec całowal Swą cierpiąca oblubienice. Całowal…
W końcu Ukochany objął mnie i przytulił do SERCA Swego. I tak Tańczylismy w Miłości.
Lezalam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną. Promienial cały.
„Dziękuję, że Mi pozwolilas, Najmilsza Moja.”
„To ja Ci dziękuję, mój Maleńki!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie i On uśmiechał się do mnie cudnie. Przytulił Swoj policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo. W szczęściu niewymownym.
W SZCZĘŚCIU NIEWYMOWNYM
Category: (NIE) MOJE MYŚLI