Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Przy Umiłowanym moim byłam. Nie wiem czy siedziałam, czy leżałam. Wydawało mi się, że siedzę, ale nie wiedziałam na czym. Nieważne! Najdroższy mój był przy mnie. Na kolanach trzymał dość dużą torbę podróżna. Biała w kolorowe kwiatki. Pojawila się nagle, nie wiedziałam kiedy. Dziwiłam się po co Umiłowanemu mojemu ta torba. Najdroższy uśmiechał się do mnie łagodne. I jakoś tak dziwnie, jakby Mu było przykro, jakby wiedział, że za chwilę sprawi mi ból…
(przykro to niedobre słowo, ale nie znajduje innego).
„Musisz, Maleńka Moja spakowac się przed podróżą” – wyszeptal Najdroższy prawie niedoslyszalnym głosem. Zdziwilam się jeszcze bardziej. Patrzyłam w Najdroższego w milczeniu. Ale rozważałam w sercu: „spakować? Ale co??! Przecież ja już nic nie mam!” Tak rozważalam w swoim sercu. Umiłowany spojrzał we mnie z wielką Miłością i współczuciem. I dotykajac bardzo delikatnie mojej głowy, zaczął zdejmować mi welon… Zdjął zwinąl i włożył do torby. Patrzyłam w milczeniu na to co robił. W milczeniu i zdziwieniu. Ale miały być Jego warunki to niech będą. Gdy Najdroższy włożył welon do torby, ona jakby zmalała… Najdroższy ujął teraz moją dłoń, palec na którym miałam nałożona obrączke od Niego i też zaczął ją zdejmować. Powoli… Jakby ze czcią… Jakby to zdejmowanie celebrowal. A mnie zaczęły nachodzic myśli, pokusy i wątpliwości… I tak rozmawiałam, nie wiem z kim, może sama ze sobą:
„Patrz!!!! Dał ci a teraz zabiera!!!” „Nie zabiera. Sama Mu oddaję. Przecież jakbym powiedziała 'nie’, na pewno by to uszanowal i przestał!”
Tymczasem Najdroższy zdjął z mojego palca obrączke i włożył do torby. Ta wyraźnie zmalała. Teraz Najdroższy dotknąl mojej szyji i patrząc mi w oczy z miłością i bólem zaczął odpinać łańcuszek i zdejmować go i wisząca na nim perełke, które od Najdroższego dostałam. Robił to bardzo powoli, jakby czekal na moje: „nie!”
Ale ja milczałam. W moich oczach pojawiły się łzy. Milczalam. A w środku, w sercu rozmawiałam dalej sama ze sobą: „Zabiera ci twoje skarby!!!” „Nie są one moimi, a jeśli nawet jeśli, powiedzialam, że niczego Mu nie odmówie. Mam się teraz wycofać?!!” Najdroższy mój tymczasem zdjął łańcuszek i perłę i włożył do torby, która była teraz jeszcze mniejsza niż poprzednio. Była niewielkim woreczkiem na długim złotym łańcuszku. Najdroższy patrzył we mnie z rosnąca miłością, ogień Miłości płonął w Jego oczach. Wstał i podał mi swoją dłoń. Też wstałam. Najdroższy obrócił mnie, tak że stałam tyłem do Niego. I powoli, bardzo powoli zaczął odpinanac guziczki od mojej sukienki… Nie wytrzymalam…
„Sukienkę… też…??!” – spytalam prawie bezglosnie. W gardle mi zaschlo…
„Tak trzeba, Maleńka Moja” – usłyszałam cichy, ciepły głos. Umiłowanego mojego. Odpinal guziczek po guziczku… Powoli, bardzo powoli. Wiedziałam że czeka na moje 'nie’. Milczałam. Wewnątrz mnie trwała rozmowa. Właściwie trudno to juz nazwać rozmowa. Różne myśli i głosy napieraly na mnie krzyczaly: „Zobacz co z tobą robi??!!! Rozbiera cię!!! Do naga!!! Zabral ci wszystko!!! Wszystko co oznaczalo, że jesteś Jego oblubienica!!!” „A bez tych wszystkich znaków nie jestem JEGO oblubienica? Oczywiście, że jestem!!!”
Najdroższy rozpiął już wszystkie guziki i zaczął ja ze mnie zdejmowac sukienke. Nie opierałam Mu się, poddawalam. Ogarnął mnie jednak wstyd. Wielki wstyd… Nie wiedziałam gdzie głowę schować… Najdroższy mój zdjął suknie i odwrócił mnie z powrotem do Siebie. Stałam przed Nim ze spuszczona głową i od razu upadłam do Jego stóp. Najdroższy mój dotknął moich włosów i głaskal je delikatnie i bardzo czule.
„Nie wstydź się, Maleńka. Nie masz czego się wstydzić. A przede wszystkim nie masz się KOGO wstydzić!”
Olśnienie!!! Az podnioslam głowę do góry! Najdroższy pomógł mi wstać. Ujął w obie dłonie moją twarz i patrzył we mnie z wielką MIŁOŚCIĄ,
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca” – wyszeptal z czułością.
„Nie musi. Pragnie! Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu mojemu.
W Jego oczach widziałam pragnienie i zachwyt.
„Zatańczymy, Maleńka?”
„Tak mój Najdroższy!”
Objął mnie i zaczęliśmy tańczyć. Na szyi Najdroższego zobaczyłam mały woreczek na złotym łańcuszku. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i On uśmiechał się do mnie.
„Przechowam dla Ciebie, Kochana Moja. Zresztą w Domu dostaniesz piękniejsze!”
Tańczylismy bardzo. Położyłam głowę na SERCU Maleńkiego. Nie pytałam czy mogę, wiedziałam że tak. Więc położyłam głowę na SERCU Umiłowanego mojego i i tak trwałam. Najdroższy otulal mnie Sobą. Wchodziłam w Niego… Znalazłam się przed Hostia. Wielką białą Hostia. Ukleklam przed Nią ze czcią i nabożeństwem.
Wpatrywalam się w Najdroższego ukrytego pod postacią Opłatka.
„Najdroższy mój, Maleńki… pragnę być do Ciebie podobną…. Pomóż mi proszę!”
I usłyszałam głos wydobywający się z Hostii:
„Oblubienica jest podobna do swego Oblubienca i jest Jego Pragnieniem!”
I Hostia zbliżyła się do mnie, weszła we mnie i otullila mnie Sobą. Okryła Sobą. A ja w jednej chwili znalazłam się w ramionach Najdroższego mojego, w Jego objęciach. Kochających i czułych. Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem! Spojrzeniem Miłości!!! Z zachwytem we mnie patrzył.
„Moja Śliczna! Piękna Moja!” – powtarzal promienny bardzo. A ja uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała!
Miesiąc: kwiecień 2018
GOTOWA DO PODRÓŻY
W Najdroższym w Maleńkim moim byłam. W JEGO Ramionach bardzo tańczyłam. Najdroższy wciąż spełniał moje Pragnienie. Mogłam wpatrywac się do woli w Jego Przecudne Oblicze… Patrzeć w Najdroższego mojego. W Jego piękne, jasne dobre oczy. Łagodne, pokorne i czyste. Jaśniejace miłością i uśmiechem… Mogłam wpatrywac się w Jego twarz. I nic mi w tym nie przeszkadzało, nie zaslanialo, nie rozpraszalo. I patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem i zachwytem. Uśmiechając się do Niego radośnie, szczęśliwa cała! I On uśmiechał się do mnie cudnie, promienial cały Miłością i czułością wielką.
„Mów Mi o swoich pragnieniach, Maleńka! Abym mógł je spełniać!” – szepnął Umiłowany całując mnie w czoło.
„Dobrze, Najdroższy mój! Dziękuję!!!”
I od razu pomyślałam o moich Dzieciach.
„Znasz ich serca, ich pragnienia. Spełniaj je, proszę!”
„Znam ich pragnienia, ale nie zawsze są one dobre, nie zawsze są zgodne z Moją wolą .”
„Spelniaj je więc zgodnie z Twoją wolą. Aby były dobre dla nich, proszę! I uszczęśliwiaj moje Dzieci. Pragnę, żeby żyły w przyjaźni z Tobą. A potem w Tobie, w Niebie!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Piękne masz pragnienia wobec swoich Dzieci, Maleńka. Kochasz je, prawda?”
„Bardzo!” – szepnęłam uśmiechając się do Najdroższego mojego. On znow pocałowal mnie w czoło z czułością niewyobrażalna…
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w ramionach i tulil do SERCA Swego.
„Maleńka Moja, jesteś gotowa, żeby zacząć naszą podróż? Żeby odkrywać nowe światy, poznawać nowe lady i rozszerzać horyzonty?” – spytal Umiłowany patrząc mi w oczy głęboko i łagodnie.
„Nie wiem czy jestem…chyba tak… Ty wiesz, Najdroższy mój!”
„Ja wiem czy jesteś, czy nie jesteś gotowa. Ale pytam Ciebie, Maleńka Moja.”
„Jeśli byś spytal czy chcę zacząć te podróż, odpowiedzialabym, że bardzo chcę. Ale gdy pytasz czy jestem gotowa… Chyba tak… Z Tobą, tak. TAK, z Tobą, Najdroższy mój jestem gotowa!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy rozpromieniony uśmiechem i szczęściem wielkim.
„A więc zaczynamy naszą podróż! Ale na Moich warunkach, Maleńka Moja. Do tej pory było na Twoich, od teraz będzie na Moich!”
Ucieszyłam się bardzo!!! Najdroższy mój widząc moją radość, rozświetlil się nade mną niezmiernie! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptał mi wprost do ucha:
” Gdybym nie wiedział, że jesteś gotowa, to bym Ciebie, Maleńka nie spytał!”
Roześmiałam się radośnie i uśmiechałam się do Maleńkiego mojego. On uśmiechał się do mnie. Trwalysmy w uśmiechu. Najdroższy mój i ja.
NICZEGO!
Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Najdroższy trzymał mnie w ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia nie do opisania… Patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
Rozmyślalam… Jak bardzo mnie zmienił!!! Jak bardzo! Jednocześnie w sposób niedostrzegalny, niezauważalny. Nie wiem kiedy! Jak kropla wody drążąca skałę. Powoli systematycznie i konsekwentnie. Z wielką Miłością, delikatnością i cierpliwościa. Niczego nie narzucając, nie zmuszając do niczego. Pytając czy chcę. Szanując moją wolną wolę. Zmieniał mnie a ja MU na to pozwalałam. Dlaczego? Bo widziałam Jego Miłość do mnie, widziałam jak bardzo mnie kocha! Jak Mu na mnie zależy! Jak bardzo mnie pragnie!!! Więcej niż tylko widziałam! Doświadczałam tego co na co dzień! Doświadczalam Jego Miłości. Szalonej Miłości!! Miłości bez granic! I nie mogłam, nie potrafilam, nie chciałam się Jej oprzeć! Kto doświadczy takiej szalonej Miłości ten niczego już Jej nie odmówi. I ja nie odmówię Najdroższemu mojemu! Kiedy kończył się w moim życiu, w moim sercu jeden etap, kiedy wydawalo mi się, że zdobyłam już wszystko i już nic mnie nie czeka, wtedy ON z Miłością pytał: „czy chcesz?” a gdy ja odpowiadalam, że tak, Najdroższy otwieral nowe drzwi i odkrywal przede mną nowe cuda i dziwy. I co najbardziej niesamowite, we mnie je odkrywal! Swoją Miłością, dobrocią i cierpliwością! Niczego Umiłowanemu nie odmówie!
Tak rozmyślalam, gładząc Najdroższego po policzku.
„Kocham Ciebie!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie.
Najdroższy ujął moją dłoń i ją pocałowal.
„I Ja Ciebie, Maleńka Moja!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną.
„Cierpisz bardzo, prawda?” – spytal patrząc mi głęboko w oczy.
Pokiwalam twierdząco głową.
Oblubienca musi być podobną do swego Oblubienca.”
” Nie musi. Pragnie!”
” Będziesz cierpieć jeszcze bardziej.”
„Będę. Dla Ciebie będę, Najdroższy mój.”
„Widziałaś, Maleńka, Mnie wiszącego na Krzyżu, cierpiącego, wycieńczonego i odrzuconego, prawda?”
„Widziałam.”
Najdroższy spojrzał w moje oczy jeszcze głębiej i wyszeptal prawie niedosłyszalnym głosem:
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca.”
„Nie musi. Pragnie!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanego mojego.
ON patrzył we mnie… Szalony w Miłości. A ja utwierdzilam się całkowicie w decyzji że niczego Mu nie odmówię. Niczego!
MIŁOSIERDZIE
Byłam w wielkiej Swiatłości. Bardzo jasnej ciepłej i bardzo przyjaznej. W Umiłowanym moim byłam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Ja patrzyłam w Maleńkiego mojego z miłością uwielbieniem i zachwytem tańcząca cała. Tańcząca bardzo intensywnie. Ale najszczęśliwsza we wszechświecie!!! I radosna ogromnie!!! Dotykalam delikatnie policzka Najdroższego i głaskalam go z czułością.
„Dziś Święto Twojego Miłosierdzia, Maleńki mój!!!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu mojemu. Nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się do mnie promiennie! Cudowne!
„Zatańczymy, Maleńka Moja?” – spytal wpatrując się w moje oczy.
„Tak mój Najdroższy!
Umiłowany objął mnie i już chciał tańczyć, kiedy delikatnie, ale stanowczo zatrzymalam Go.
” Zaczekaj proszę, Maleńki mój! Pozwól mi… ”
I pochyliam się i zaczęłam całować Jego SERCE i dziękowałam za
wszystko co dla mnie uczynił. Całowalam i dziękowałam, dziękowałam i całowalam… SERCE Najdroższe… Dziękowałam i całowalam…
Umiłowany ujął moją twarz w obie dłonie, uniósł ją do góry. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Patrzył długo w moje oczy. Potem Najdroższy mój położył moją głowę na Swojej piersi, na SERCU Swoim. I przytulił mnie do Siebie mocno i delikatnie. Przylgnelam do Umiłowanego mojego całą sobą, sercem i duszą i ciałem. Zaczęliśmy tańczyć. W bliskości i intymności wielkiej… Wtulona w SERCE Najdroższe, słyszałam JEGO bicie… Tańczylismy bardzo. Uświadomilam sobie po raz kolejny, że nie mam jak odwdzięczyć się Maleńkiemu mojemu, że nigdy nie będę w stanie Mu się odwdzięczyć… Stoję przed Nim biedna, słaba, nędzna i pusta. A ON mnie taką bardzo kocha!!! Kładzie moją głowę na SERCU Swoim i tuli z czułością jak największy skarb!!! I oddaje mi Siebie, wypełnia Miłością.
„To właśnie jest Miłosierdzie Moje!” – usłyszałam cichy głos.
„Najdroższy mój….ja nigdy nie zdołam Ci za Nie podzięko…”
„Ciiii, Maleńka Moja, ciiii. Tylko Mnie kochaj! Tylko Mnie kochaj!”
„Tak mój Najdroższy!”
I tańczyliśmy w wielkiej intymności i miłości wielkiej… Wciąż tańczymy.
JEDYNE OPARCIE
Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Jak już wcześniej pisałam, wiedziałam co to było za miejsce, ale byłam w nim bardzo szczęśliwa! Siedzieliśmy z Umiłowanym na ławeczce, zwyklej, drewnianej, parkowej takiej. Siedzieliśmy, ja i Najdroższy mój przy mnie. A wokół nas światlo, jasność wielka… Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial Miłością i czułością nie do opisania słowami. Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Wiesz, mój Najdroższy? Odkąd jesteśmy tutaj, w tej jasności, kusi mnie żeby się dowiedzieć co to jest za miejsce, i żeby Ciebie spytać. Ale proszę, nie mów mi! To zwykla ludzka ciekawość. Uważam nawet że lepiej jest dla mnie nie wiedzieć!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie… Cudownie!
” Zobacz, Maleńka Moja, teraz możesz być wszędzie!!!”
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu… Olśniona!!!
” Tak!!! Teraz mogę być wszędzie! Już nic mnie nie ogranicza, nie krępuje!”
Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się Niego… Z zachwytem!!!!
I pomyślałam że te wszystkie moje ogrody, ławeczki, kwiatki, fontanny, altanki, kwiatowe kanapy, a nawet Drzewo Krzyża w jakimś sensie mnie ograniczały krępowały, skupialy na sobie. Były w jakimś stopniu dla mnie oparciem, zabezpieczeniem… Oczywiście Umiłowany, Najdroższy mój też był moim oparciem, zabezpieczeniem. Ale wokół Niego zawsze musiała być jakaś otoczka, tło. Teraz takiej otoczki nie było. Była tylko Swiatłość i Umiłowany! Teraz na Nim mogłam się skupić, teraz ON był moim Oparciem i Zabezpieczeniem! Jedynym Oparciem i jedynym Zabezpieczeniem!!! Kiedyś, kiedy było mi źle, albo byłam bardzo szczęśliwa, bieglam do ogrodu , do ławeczki, lub altanki. Do Ukochanego, to oczywiste, ale do ogrodu, altanki, ławeczki… Teraz nie musiałam już nigdzie biec. ON był przy mnie, ze mną. A ja z NIM!
Umiłowany wziął mnie na ręce i pochylał się nade mną… Widziałam przed sobą JEGO promienne Oblicze. Jego przepiękną twarz, łagodne oczy, śmiejące się do mnie promiennie…
„Wiesz, mój Najdroższy?”
„Tak, Maleńka Moja?”
„Kiedy zobaczyłam Ciebie siedzącego na tej drewnianej ławeczce i gestem dłoni zapraszajacego żebym usiadła przy Tobie, pomyślałam że wróciliśmy do punktu wyjścia. Bo gdy pierwszy raz weszłam do pierwszego ogrodu to też siedziałeś na ławeczce i zapraszales żebym usiadła obok Ciebie.”
” Ale jest jedna zasadnicza różnica między tamtym ogrodem, a tym miejscem, Maleńka. Wiem że wiesz jaka.”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie. I ja uśmiechałam się do Niego. To prawda, długo o tym myślałam i już wiedziałam jaka to różnica.
” Tamten ogród był całkowicie mój i wszystko w nim było moje. A tu nic nie jest moje. Tu wszystko jest Twoje. I ja jestem Twoja, całkowicie Twoja, Najdroższy mój!”
Najdroższy pochylil się i mnie pocałowal. Czule i słodko. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z zachwytem. Uwielbialam Go. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu i w pewnym momencie wyszeptalam pokazujac ławeczke:
” Ta ławka też jest nie potrzebna! Mogłoby jej nie być!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy i zaśmiał się dźwięcznie, perliscie, serdecznie!
„Ale na czymś siedzieć musimy!”
Teraz to ja zaśmiałam się głośno.
„Ty nie musisz na niczym siedzieć, Najdroższy mój! Bez wątpienia ta ławka jest tu tylko ze względu na mnie, jak łódka na plaży przy Morzu Cierpienia. Ty siedzieć nie musisz! A skoro Ty nie musisz to ja też nie! Żeby trwać w Tobie nie trzeba siedzieć czy leżeć, tylko być! I ja pragnę być w Tobie!”
Najdroższy mój patrzył we mnie… Widziałam szczęście i wielką radość w Jego oczach. Zapatrzylam się w te cudne spojrzenie. Tak, że nie zauwazylam kiedy ławka znikla. Znikla! Nie było jej!! A ja cała byłam w ramionach Najdroższego mojego!
Patrzył we mnie tak pięknie że brak mi słów! Promiennie i świetliscie bardzo!
„Teraz już możesz wiedzieć gdzie jesteśmy, Oblubienico Moja Umiłowana!”
Patrzyłam w Najdroższego mojego, w Oblubienca mojego patrzyłam! Był dla mnie Wszystkim! Całym moim Szczęściem! Życiem! Miłością moją Jedyną! Skarbem! Oczkiem w głowie. Wpatrywalam się w NIEGO. I nagle z samej głębokości mnie wyszły słowa, niby moje, ale nie moje:
„To serce moje, prawda, Najdroższy??!!”
„Tak, jesteśmy w Twym sercu, Maleńka!” – Umiłowany promienial cały Miłością i czułością i zachwytem i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam… Zachwycona, zaskoczona i oczarowana!!! Patrzyłam a Umiłowany szeptal poruszony:
„Nie miej do siebie, Maleńka, pretensji czy żalu o te ogrody, rośliny, ławeczki fontanny, że kwiatowe kanapy i altanki. To wszystko było dobre i piękne. I było Tobie potrzebne, żeby dotrzeć tutaj.”
„To moja droga, do Ciebie, Najdroższy!”
„To Twoja droga do Mnie” – potwierdził Najdroższy uśmiechając się do mnie słodko… Moja Miłość jedyna! Moje Szczęście, Życie. Moje jedyne Oparcie!
MORZE MOJEGO ŻYCIA
Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. W Umiłowanym moim byłam. W JEGO Ramionach radośnie tańczyłam. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we Swym cudnym Spojrzeniem Miłości. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu z miłością i zachwytem.
„Tyle od Ciebie dostaję!!! Tak wiele mi dajesz, Najdroższy mój! Siebie Samego mi dajesz!!!”
„Im bardziej ufasz tym więcej dostajesz, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy promieniejąc bliskościa.
„A Ty znowu o ufności! – roześmiałam się radośnie, całując Umiłowanego w policzek – Ale to Twoja Miłość była pierwsza! No zobacz, Najdroższy, żeby Ci zaufac musiałam odkryć, poznać, doświadczyć Twoją Miłość. Musiałam także najpierw Ciebie pokochać, żeby Ci zaufać!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z pobłażaniem. Wydawal się rozbawiony tym moim wywodem. W jednej chwili zorientowalam, że tłumacze rzeczy oczywiste… I to Komu??!!! Bogu!!! Ale to wynikalo z tego, że był mi bardzo bardzo bliski i byłam przekonana że mogę Mu powiedzieć wszystko! Patrzyłam w Najdroższego uśmiechnięta od ucha do ucha, a On patrzył we mnie z zachwytem. Ucalowal mnie i wyszeptal:
„Zabieram Ciebie, Maleńka na spacer!”
I zanim zdążyłam spytać dokąd, już Najdroższy i ja chodziliśmy pod rękę po powierzchni morza. Dziwne to było morze. W pierwszej chwili pomyślałam że to Morze Cierpienia Umiłowanego mojego. Ale jednak doszłam do wniosku że to jakieś inne morze. Napisalam że było ono dziwne. Dlaczego? Przy plaży, przy brzegu morze było szare i chmury nad nim też były szare. Tylko jeden bardzo jasny promień słońca przecinał te szarość. Im dalej w morze, też była szarość. Ale nie była to szarość zimna, budząca strach, lęk czy smutek. Nie. Była to szarość ciepła, powiedziałabym, kolorowa. W pewnym momencie szarość na niebie i morzu się kończyla, nagle, jakby nożem uciąć. I robiło się coraz jaśniej i jaśniej i jaśniej… A Najdroższy i ja staliśmy już w pełnym słońcu. Gdy się odwrócilismy ku horyzontowi, końca morza, jego horyzontu nie było widać. Niknął rozplywal się w wielkiej Swiatłości, w Jasności ogromnej. Tak jakby morze nie mialo końca.
„Gdzie my jesteśmy?!” – spytałam zdumiona.
Umiłowany uśmiechnął się promiennie, nie odpowiedział.. Tylko objął mnie ramieniem i dalej spacerowaliśmy po powierzchni morza, które w tym miejscu było gładkie i niebiesciutkie, podobnie jak i niebo nad nami. Najdroższy spacerowal uśmiechając się ni to do mnie, ni to Siebie. Pomyślałam że jest Mu bardzo dobrze. Mi zresztą też było bardzo dobrze. Spacerowalismy pod rękę… I w pewnej chwili Umiłowany spojrzał mi w oczy i szepnął:
„To morze to Twoje życie, Maleńka!”
„Moje… życie??!!!”
„Tak. Spójrz na to miejsce gdzie szarość nagle się kończy i niebo i morze zaczyna się rozjaśniać…”
„Widzę…” – szepnęłam zdumiona jeszcze do głębi tym co powiedzial Najdroższy, że to moje życie.
„To moment w Twoim życiu, w którym usłyszałas od Mojego sługi, że Ciebie kocham i akceptuję taką jaką jesteś!”- Najdroższy patrzył we mnie rozpromieniony.
„Wtedy, od tego momentu wszystko zaczęło się zmieniać…”
„Jaśnieć!” – szepnął Umiłowany.
„Tak. Od tamtej pory zaczęłam czytać Pismo Święte. Chciałam bardziej poznać Tego, który mnie kocha – uśmiechnęłam się do Umiłowanego -założyłam nawet zeszyt, w którym spisywałam cytaty z Pisma Świętego!”
Najdroższy uśmiechnął się i dalej spacerowaliśmy po morzu.
” A dlaczego przy brzegu jest szaro? Jak się urodziłam i zaraz potem zachorowałam, tak bardzo że lekarze nie dawali żadnych szans na przeżycie, dwa razy umieralam. I rodzice modlili się żebym tylko żyła. I wysłuchales ich!”
„Widzisz ten promień Światła wśród szarości, Maleńka? To właśnie ten moment.”
Przytuliłam się do Umiłowanego z miłością i wdzięcznością. I spacerowaliśmy dalej. Spojrzałam po horyzont, ale morze rozplywalo się w wielkiej Swiatłości.
„Wygląda jakby moje życie się nie kończylo…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
„Bo się nie kończy!”
„Tak! W Tobie życie nie kończy się tylko się zmienia!”
Umiłowany i ja patrzylismy w siebie nawzajem szczęśliwi niezmiernie…
„Całe moje życie jest jednym Wielkim Cudem! I jest piękne i wartościowe! Dzięki Tobie, Najdroższy!!! Dzięki Twojej Miłości!!!”
„I Twojej ufności, Maleńka Moja Umiłowana!!!”
I oboje, Najdroższy i ja wybuchnelismy radosnym, niczym nie skrępowanym śmiechem!!! I cieszylismy się sobą nawzajem! Umiłowany mną, a ja Umiłowanym moim!!! I zaczęliśmy tańczyć! Najdroższy chwycił mnie i zaczął podrzucać do góry, wysoko, wysoko! Ja kręcilam piruety i bezpiecznie lądowałam w ramionach Najdroższego mojego. Tańczyliśmy po całym morzu!!! A potem znów spacerowalismy pod rękę. Po morzu mojego życia!
JEDNO WSPÓLNE PRAGNIENIE
Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Przede mną stał piękny biały, marmurowy ołtarz, na nim stała przecudna, złota monstrancja. A w niej jasniala bielutka Hostia. Ukleklam przed Oblubiencem moim ukrytym w delikatnym i kruchym Opłatku. Wpatrywalam się w Najdroższego, adorowalam, wychwalalam, uwielbialam…. Nagle monstrancja się otworzyła i Hostia wyszła z niej i stanęła przede mną. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem. Usłyszałam cichy, dźwięczny głos:
„Cały Twój i cały dla Ciebie, Maleńka!”
„Cala Twoja i cała dla Ciebie, Najdroższy!” – szepnęłam wzruszona. I rozłożyłam szeroko ręce, zapraszając Umiłowanego do mnie, do mojego serca. I Hostia weszła we mnie. Uwielbialam Go… Umiłowanego mojego.
Siedziałam potem w wielkiej Swiatłości, jasności bardzo przyjaznej i ciepłej. Na ławeczce drewnianej siedziałam. Obok Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i czułości… Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością i czułością. Ujęłam Jego dłonie w swoje ręce, ucalowalam Jego Rany i przytuliłam do swego policzka.
„Zatańczymy, Najdroższy mój?”
„Z radością, Maleńka!”
Wstaliśmy, Umiłowany objął mnie i zaczęliśmy tańczyć. Ukochany promienial cały Miłością i uśmiechem. I patrzył tylko we mnie. A ja tylko w Niego patrzyłam. Tańczylismy bardzo. Patrzyłam w Najdroższego uśmiechnięta. I rozmyślalam… Uświadomilam sobie ze zaczynam patrzeć na Ojca przed pryzmat Syna, że w Umiłowanym moim widzę i Ojca. Przecież Ukochany Sam powiedzial że kto Jego widzi, widzi i Ojca. I że On i Ojciec „jedno jesteśmy”. A my często zniekształcamy obraz Boga Ojca. Uczynilismy z Niego dobrotliwego (albo surowego) Starca z długimi siwymi wlosami, który siedzi sobie daleko od nas, gdzieś na chmurce, i Którego nic nie obchodzi co się z nami dzieje. Albo odwrotnie, który ciągle nas obserwuje i tylko patrzy, czeka az nam się noga powinie i upadniemy, żeby nas ukarać. Tymczasem wystarczy wpatrzyć się w Syna, żeby zobaczyć, odkryć Ojca. Jego miłość, dobroć, uśmiech, młodośc. Żeby odkryć, że jesteśmy Jego dziećmi, Jego oczkiem w głowie. Że jest bardzo blisko nas i cieszy się bardzo z naszego najmniejszego nawet sukcesu i bardzo boleje, cierpi gdy upadamy.
Tańczylismy. Umiłowany patrzył we mnie i uśmiechał się do mnie cudnie! Cudownie! Nagle Najdroższy stał się jakby przezroczysty, przejrzysty i zaczął przeze mnie przechodzić, przenikać mnie Sobą…! Więcej!!! I ja stałam się przezroczysta i mogłam przechodzić przez Najdroższego, przenikać Go sobą! To było niesamowite! Przenikalam Najdroższego i ofiarowywalam Mu swoją miłość, radość i szczęście i cierpienie. Siebie. A ON przenikając mnie przyjmowal to czym Go obdarowywalam i ofiarowywal mi Siebie. Cudny to był taniec! W końcu Najdroższy wziął mnie na ręce i usiadł na ławeczce. Trzymał mnie w ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie dziwnie… Rozpromieniony zachwytem!
„Pozwól, Maleńka Moja, że spełnię teraz Swoje Pragnienie!” -szepnął wpatrzony we mnie jak w obrazek.
„Spelnij, Najdroższy! Przecież nie musisz pytać mnie o pozwolenie! – szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie – A można wiedzieć jakie to Pragnienie?”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Myślisz, Maleńka, że tylko Ty uwielbiasz wpatrywac się we Mnie?! Ja w Ciebie też!!!”
Nie wiedziałam co odpowiedzieć… Zatkało mnie. Milczalam i uśmiechałam się do Umiłowanego uszczęśliwiona niezmiernie…
A Najdroższy patrzył we mnie. Promienial cały…
„Maleńka Moja, Śliczności Moje! Uwielbiam Ciebie! Uwielbiam Twoją miłość, radość i uśmiech, uwielbiam Twój taniec, Twoje oddanie. Uwielbiam z jaką miłością i zachwytem się we Mnie wpatrujesz!”
Patrzyłam w Najdroższego… wzruszona do głębi duszy… Dotykałam z czułością Jego policzka.
” Najdroższy mój… to wszystko dzięki Tobie!!! Dzięki Tobie, Najdroższy mój. Dzięki Twojej Miłości, cierpliwości, wyrozumiałości…”
„Dzięki Twojej ufności, przede wszystkim, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy.
Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością, zachwytem i uwielbieniem. I nie wiadomo było kto spełnia czyje Pragnienia… To było jedno wspólne Pragnienie!
W UŚMIECHU OJCA
Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Nie wiedziałam co to było za miejsce. Ale byłam w nim bardzo szczęśliwa!!! Więc byłam w Światłości. Przede mną stała zwykła drewniana ławeczka. Stała jakby w powietrzu! Ja też w powietrzu stałam! A na ławeczce siedział Umiłowany i uśmiechał się do mnie cudnie. Gestem dłoni zapraszal żebym dołączyła do Niego. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego od ucha do ucha. I zamiast usiąść obok Niego, z bezczelna ufnością położyłam się na ławeczce, a głowę położyłam na Jego kolanach. Najdroższy pochylil się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i wielkiej radości! Objął mnie, przytulił do SERCA. I gładził dłonią z czułością mój policzek… Patrzył we mnie cudnie, przecudnie…. Było mi tak dobrze!!! Nieziemsko dobrze! Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia…
„Najdroższy mój… gdzie my jesteśmy?! Przecież pragniesz, żebym zawsze była w Otchłani Twej Męki… I ja pragnę być Tam z Tobą!”
Najdroższy patrzył we mnie z czułością…
„W Otchłani Mojej Męki jesteś zawsze, cierpiąc ze Mną. Ale teraz chcę spełnić Twoje Pragnienie!”
I pochylal się nade mną z Miłością i czułością nie do opisania…. Rzeczywiście spełniał moje Pragnienie. Mogłam wpatrywac się w Najdroższego mojego, uwielbiac, podziwiać!!! I nic mi w tym nie przeszkadzalo, nie zaslanialo, nie rozpraszało!!! Mogłam być tylko z Nim, z Umiłowanym, z Najdroższym, z Maleńkim moim! Uśmiechalam się do Niego uszczęśliwiona cała!!! I ON uśmiechał się do mnie promiennie!!!
Patrzyłam i patrzyłam w Najdroższego mojego! A ON pochylił się nade mną jeszcze bardziej. Tak, że przed swoimi oczami widziałam JEGO oczy.
„Jako że jesteś Oblubienicą Moja, chcę, żebyś KOGOŚ poznała!”
„Ja?! – zdziwiłam się do głębi – A Kogo?”
Najdroższy nie odpowiedział. Tylko rozpromienił się nade mną jak nigdy dotąd!!! Jeszcze Go tak bardzo rozpromienionego nie widziałam!!!
I patrzył mi w oczy głęboko, Jego promienne spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu zachwycona… I nagle zobaczyłam w Tych oczach OSOBĘ. Wielką, Ogromną, potężną jak góra, a jednocześnie niezwykle delikatną, lekką i zwiewną… Brakuje mi słów, żeby opisać…. Będę posługiwać się skojarzeniami, bardzo nieudolnymi i często sprzecznymi. Niewątpliwie była to Osoba, choć nie przypominala ani mężczyzny, ani kobiety… Dziwna Postać!!! Która nie była postacią w ludzkim znaczeniu. Duchem raczej….. Duch, który jednocześnie był Osobą! I patrzył we mnie!!!! Na twarzy, która w ludzkim znaczeniu twarzą nie była malowała się nieskończona, nieogarniona niepojęta Miłość, Piękno, Dobroć szczęście… Nieogarniona i nieskończona, niepojeta bliskość, czułość, uśmiech i młodość… Patrzyłam zafascynowana!!! Zachwycona!!! Osoba Ta miała na Sobie białą szatę, swietlistą i lśniącą, która była tak biała, że raziła w oczy. A jednocześnie bardzo była zwiewna i migotala, skrzyła się, pobłyskiwała wszystkimi kolorami jakie są na świecie. Nagle Osoba Ta spojrzala mi w oczy. Jej spojrzenie płonęlo, iskrzyło Miłością i uśmiechem i bliskościa. Znalam te Miłość, ten uśmiech i te bliskość… Przemknelo mi przez myśl że Ta Osoba jest podobna do Ukochanego mojego, a za chwilę, że jest inna, i za chwilę znów, że jest podobna. Że zna mnie i bardzo kocha…
Patrzyłam w Najdroższego i byłam coraz bardziej przekonana że jest ON do Tej Osoby bardzo podobny.
„Kto to jest?!” – spytalam zdziwiona i zachwycona cała.
„Ojciec!” – wyszeptal Najdroższy ze czcią, uśmiechając się do mnie promiennie bardzo.
„Ojciec???!! – otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia – ale przecież to nie był mężczyzna!!!”
„Ale kobieta to też nie była, prawda, Maleńka Moja?” – spytal Najdroższy wciąż się uśmiechając.
„No, nie. Nie była!”
„Bóg nie ma płci. Bóg jest Duchem!”
Wiedziałam o tym! Ale teraz odkrywalam te Prawde na nowo!
„I jest piękny i młody…”-szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego z uśmiechem i szczęściem wielkim.
„Bóg jest zawsze młody” – uśmiechnął się znów Najdroższy.
„Masz Jego uśmiech, masz uśmiech Ojca, Najdroższy mój!!!”
Byłam tak zachwycona i uradowana i szczęśliwa!!!
„Ty tez, Maleńka Moja!”
„Ja???!!”
„Tak, masz w sobie uśmiech Ojca!”
Najdroższy patrzył we mnie z ogromną czułością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulil mnie do SERCA. Rozpromieniony był cały. I ja też promienialam. Uśmiechem Ojca! W usmiechu Ojca trwaliśmy.
CHCĘ!!! PRAGNĘ!!!
Spacerowaliśmy po Otchłani Męki. Najdroższy mój i ja. Pod rękę. Spacerowalismy po Otchłani Męki Umiłowanego, która dawnej Otchłani wcale nie przypominala. Jasno było, ciepło i kolorowo. Umiłowany trzymał mnie pod rękę, jak Oblubieniec Swą oblubienice. I zachwycal się wszystkim dokoła. Rzeczywiście wiosna była na całego! Kwiaty kwitly bujne i barwne, ptaki swiergotaly, a kolorowe motylki fruwaly, często zaslanialy mi Umiłowanego mojego. Wszystko to, cała wiosna była bardzo piękna. Ale… Zasłaniała, przeszkadzała, rozpraszała…. Długo milczalam, tlumiac to w sobie. Tym bardziej że Najdroższy zdawal się być ta wiosną zachwycony…. Aż w końcu nie wytrzymalam! Wyjęłam swoją rękę spod ręki Umiłowanego. I zagrodzilam Mu drogę. Stałam teraz przed Nim, a On nie był ani zaskoczony tym co zrobilam, ani zdziwiony, ale… ucieszył się bardzo! Jakby na to czekal. Ujęłam Jego twarz w obie dłonie i wpatrywalam się Niego z miłością i uwielbieniem. Najdroższy promienial cały Miłością.
„Nie pragnę kwiatów, choć są bardzo kolorowe i piękne! Nie pragnę ptaków i ich cudnych śpiewów! Nie pragnę motyli z barwnymi skrzydełkami! Ani wiosny też nie pragnę….” – szepnęłam. I opuściłam głowę…. Najdroższy mój ujął mnie delikatnie za brodę i podnosł moją głowę do góry. Spojrzalam w oczy Najdroższemu. Płonęły Miłością.
„A czego pragniesz, Maleńka Moja?” – zapytał płonący cały.
„Nie czego, ale Kogo! Ciebie! Ciebie pragnę, Najdroższy mój!!! Mogłabym tak godzinami tak stać przed Tobą i się w Ciebie Maleńki mój wpatrywac! Podziwiać Ciebie, uwielbiac! A to wszystko wokół, choć piękne, rozprasza mnie i przeszkadza! Wszystko to jest piękne. Ale Ty jesteś najpiękniejszy i najważniejszy dla mnie!!!! Ciebie pragnę!!!”
Umiłowany patrzył we mnie. Bardzo bliski i uśmiechnięty cały. Promienial cały uśmiechem.
„Uszczęśliwiłaś Mnie bardzo, Maleńka Moja!”-wyszeptal Najdroższy promieniejac Miłością. Wziął mnie na ręce, w ramiona i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I pochylony nade mną z tkliwoscia nie do opisania słowami, patrzył we mnie z zachwytem!!!! Promienial cały uśmiechem szczęściem i Światłem niezwyklym!!! I stawal się coraz większy i większy… Potężnial bardzo! A ja byłam Jego maleństwem, niemowleciem Jego!!! I patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem i zachwytem…. Szczęśliwa cała!
„Czy chcesz Maleńka Moja odkrywać nowe światy, poznawać nowe lady, rozszerzac horyzonty?” – spytal umiłowany patrząc mi w oczy głęboko.
„Może bym i chciała…” – szepnęłam i posmutniałam bo pomyślałam sobie że to w jakis sposób może mnie oddalić od Umiłowanego mojego, rozproszyć, przeszkodzić… jak wiosna w Otchłani Męki.
Najdroższy jednak uśmiechnięty był bardzo!
„Widzę że nie rozumiesz, Maleńka, więc powiem prościej. Czy chcesz odkrywać Mnie bardziej, poznawać Mnie głębiej i rozszerzac Moją chwałę?!”
„Chcę!!!! – zswołalam uśmiechnieta od ucha do ucha – Chcę!!! Chcę, Najdroższy mój!!!! Pragnę!!!! Pragnę bardzo!!!”
Cieszyłam się jak małe dziecko!!! Umiłowany promienial cały uśmiechem….
GWAŁTOWNIK
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Tańczyłam bardzo intensywnie. Bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością. Tulil mnie…
„Tańczysz tak jak płomień od niego!” – Umiłowany uśmiechał się z zachwytem. Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. O czym mówił Najdroższy? Wczoraj wjechalam do kościoła. Stał przed ołtarzem piękny, ozdobny i wielki. Ministrant go zapalił. Plomyczek najpierw był niewidoczny, maleńki, potem coraz większy i większy. Na Mszy już płomień wielki i tańczył. Piękne tańczył. Na chwałę Umiłowanego mojego! Pomysłalam, że pragnę tak tańczyć dla NIEGO.
I teraz mówi że tak tańczę!!! Szczęśliwa ogromnie byłam!!!
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Mówisz że jestem szalony w Miłości, Maleńka. Ty też szalona! Niewiele dusz zdecydowałoby się dla Mnie zrobić to co Ty zrobiłaś. Gwałtownikiem jesteś!”
„Sam powiedziałeś, Najdroższy mój, że gwałtownicy zdobywają Królestwo Niebieskie. A ja chcę Je zdobyć! ’
A po chwili szepnęłam promieniejąc:
„Zresztą uczę się od największego Gwałtownika! Od Ciebie, Najdroższy mój!!!”
Objęłam Umiłowanego za szyję i ucałowałam Go. Promienial cały uśmiechem. Tańczyliśmy bardzo.