Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie… Miłość sama! Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim… Patrzyłam w mojego Jezusa z zakochana i zachwycona cała!
„Wiesz mój Jezu…? Wczoraj gdy pisałam notkę to sama się wzruszyłam…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa nieśmiało.
„Nic dziwnego. Bardzo pięknie napisałaś, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Dotknęłam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością…
„Bardzo pięknie. Ale to nie ja. To Ty piszesz we mnie! Ja bym sama tego nie wymyśliła!” – szepnęłam z naciskiem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Tak to Ja piszę w Tobie, kochana!”
„I notki świecą Tobą! Twoim światłem! Gdy piszę to tego nie widzę. Ale gdy czytam… świecą, aż razi! Dają po oczach!” – zaśmiałam się perliscie.
„Wy jesteście na ziemi światłem Moim!” – Jezus promieniał cały uśmiechem.
„Tak… Gdy nie Twoje światło we mnie, już dawno bym się poddała! A Twoje światło mnie podtrzymuje!” – szepnęłam wpatrzona w umiłowanego mojego.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Moniko, Moje światło w Tobie jest coraz mocniejsze! Świeci coraz jaśniej!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. I On patrzył we mnie… Trwaliśmy w intymnej bliskości i Miłości. Mój Jezus i ja!
Miesiąc: luty 2020
O ŚWIĘTYM JÓZEFIE…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach i rozmyślałam… Rozmyślałam o św Józefie.
Gdy mała Miriam wróciła od cioci Eli, zaślubiony Jej Józef ze zdumieniem zauważył, że Jego umiłowana jest w stanie odmiennym!!! Że Jego Miriam, że Jego Maryś jest w ciąży!!! Zakotłowało serce Józefa! Zabolało ogromnie!
Patrzył na Maryję, trzymającą się za brzuch i myślał może:
„Wystarczyły tylko trzy miesiące a już by o mnie zapomniała?! Zdradziła by mnie??! Nie! To niemożliwe!!! Moja Miriam nigdy by mi tego nie zrobiła! Kocha mnie! Więc dlaczego…?! A jeśli ktoś Ją skrzywdził??!! Zadał Jej gwałt??!! I może… Ale gdyby tak się stało, Miriam byłaby smutna, cierpiąca, obolała cała! A Ona szczęśliwa i radosna jak skowronek!!!”
Obserwował Miriam z daleka. Widział Jej jasny, perlisty śmiech, widział też, że gdy dotyka brzucha, na Jej pięknej twarzyczce pojawia się tajemniczy uśmiech…
Józef czuł się rozdarty… Zdezorientowany. Zagubiony bardzo… Nie wiedział co ma myśleć, co robić… Co mówić. Cały był zagubieniem… I ogromny kamień zaciążył w sercu Józefa…
W końcu postanowił Swoją Miriam od siebie oddalić. Tak! Napisze list rozwodowy. I weźmie winę na Siebie. I Miriam oddali!
Gdy tylko tak zdecydowalal, zapadł w głęboki, ozdrowieńczy sen… We śnie usłyszał Głos. Głos, który Mu wszystko wytłumaczył, objawił. Józef obudził się… I od razu zauważył, że ciężar znikł z Jego serca! Przypomniał sobie Głos… Zerwał się na równe nogi i pobiegł do domku Joachima i Anny! Biegł szybko jak wiatr!
A Jego serce szeptało samo do siebie:
„Będę ojcem!!! Już nim jestem! Bóg wybrał na ziemskiego ojca Swego Syna!!! Będę Jego opiekunem! I to ja nadam Mu Imię… Jeszua!”
Józef stanął przed ubogim domkiem i zapukał do drzwi. W drzwiach ukazała się Miriam. Józef ujął Ją za rękę i delikatnie przyciągnął do siebie. Wziął w Swe wielkie dłonie twarzyczkę umiłowanej. Miriam patrzyła w Józefa Swymi dużymi pięknymi oczami. I On patrzył w Jej oczy głęboko… Patrzył, a Jego spojrzenie mowilo:
„Wiem już o wszystkim, kochana moja! Znam prawdę! Zabieram Cię do siebie! Zabieram WAS do siebie!!!”
„Jak dobrze, mój Józinku! Jak dobrze…”- zaszczebiotala Miriam i położyła z ufnoscią i oddaniem głowę na Jego sercu. Wzruszony Józef objął swoją Maryś dużymi, silnymi ramionami… I przytulił mocno do Siebie. Trwali tak Oboje złączeni Bożą Tajemnicą…
A potem był spis ludności i narodziny Dzieciątka w betlejemskiej stajni. Józef pierwszy raz zobaczył Syna. Jaki był wtedy szczęśliwy… I dumny gdy widział pokłon pasterzy i mędrców! Wiedział, że Syn jest KIMŚ niezwykłym! A potem była ucieczka i zamieszkanie w kraju wielu obcych bogów. A potem powrót i osiedlenie się w Nazarecie. I zwykła codzienność i święta. I coroczna pielgrzymka do Jeruzalem. Józef widział jak Syn rósł, dojrzewał, widział Jego dobroć i mądrość. Widział Jego miłość. I był bardzo z Niego dumny…
I w końcu Józef zniknął. Tradycja mówi, że umarł na rękach Jezusa. Ale ja myślę że się w Nim rozpłynął… Józef, który na kartach Biblii nie wypowiedział ani jednego słowa, który słuchał tylko Boga i cały był dla Niego, w Nim się rozpłynął. Rozpłynął się w Bogu…
ODNALEŹĆ SIEBIE
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach zakochana i szczęśliwa leżałam… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie… Cały był Miłością i cały był dla mnie! Dotknęłam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością.
„Wiesz mój Jezu…? Moje życie nie jest lekkie. Przeciwnie! Jest ciężkie, bardzo ciężkie. Ale jest też piękne bardzo!!! Może dlatego piękne, że ciężkie… Niewielu mam przyjaciół. Ale za to sprawdzonych! Ty także jak chodziłeś po ziemi miałeś ciężkie życie. I miałeś niewielu przyjaciół, prawda?”
Jezus pokiwał głową twierdząco.
„Niewielu, ale za to sprawdzonych!”
„Wiesz mój Jezu… Jakby każdy człowiek dokładnie się wczytał w Twoje życie to mógłby odnaleźć w nim swoje życie!”
„Każdy we Mnie może odnaleźć samego siebie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Ja już chyba siebie w Tobie odnalazłam… I pragnę skończyć tak jak Ty!!! W Niebie!” – szepnęłam patrząc w Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem.
„Zapewniam, że skończysz jak Ja! I Tam odnajdziesz siebie, w Pełni!” – wyszeptał mój śliczny z cudnym uśmiechem.
„To co mówisz jest baaardzo piękne i baaardzo tajemnicze…!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały…
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem.
„Posil się więc i odpocznij kochana Moja!” – wyszeptał Jezus. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął obsypywać mnie pocałunkami! Deszczem pocałunków! Całował i całował… Czule i słodko i gorąco…
„Odpocznij Moniko! W Mych pocałunkach odpocznij kochana Moja!Jedyna Moja! Odpocznij…” – szeptał Jezus z ogniem i czułością niezwykłą. Zamknęłam oczy ze zmęczenia. A On całował… całował całym Sobą. I pomyślałam że tylko w Nim, tylko w Jezusie można odnaleźć samego siebie…
RYSIK JEZUSA
Zepsuł mi się rysik pojemnościowy, specjalny do tabletów i smartfonów, którym piszę notki. Trzymam go w ustach i nim klikam w smartfona. I tak piszę. Zepsuł się. Przedwczoraj, w piątek około południa zamówiłam nowy. Myślałam że będę czekać na niego kilka dni. Zanim sprzedawca dostanie pieniądze, zanim je zaksięguje, zanim towar wyśle to kilka dni minie – myślałam. Miałam nadzieję że nowy rysik przyjdzie do mnie najwcześniej we wtorek. Nastawiłam się na czekanie.
Tymczasem nowy rysik wczoraj po południu już był u mnie! Już nim pisałam! W jednym dniu zamówiłam, a na drugi dzień przyszedł! Pierwszy raz mnie takie coś spotkało!
„Umiłowanemu widać bardzo zależy żebym pisała notki skoro tak szybko rysik mi przysłał!!! Bo to On!!!” – myślałam.
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam zakochana i zachwycona cała! Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i oddaniem!
„Oczywiście, Moniko, że Mi bardzo zależy, żebyś pisała notki. O ważnych sprawach piszesz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Dziękuję bardzo, mój Jezu! Baaaaaardzo dziękuję!!!” – szepnęłam z wdzięcznością i uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„To Ja Ci dziękuję, mój mały Rysiku!”
„Rysiku??! – zaśmiałam się perliscie – Tak! Jestem Twoim rysikiem, mój Jezu! Ty trzymasz mnie w dłoni! Jakie to piękne!!! Cudowne!!!” – szepnęłam zachwycona cała. A po chwili dodałam:
„Rysik mały, ale jednak ważny…”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Bardzo ważny! Bardzo! Nim piszę Swoją notkę dla świata!” – wyszeptał z ogniem.
Jezus patrzył we mnie. Ja patrzyłam w mojego Jezusa. Trwaliśmy w Miłosci i intymności wielkiej. We wzajemnym oddaniu.
MOGĘ SIĘ ZGODZIĆ
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach obolała i zmęczona bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Patrzyłam w mojego Jezusa z trudem. Oczy się zamykaly ze zmęczenia…
„Mój śliczny… mój słodki Jezu…” – szepnęłam z trudem.
„Moja jedyna! Moja piękna! Umiłowana Moja!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem. A po chwili dodał:
„Odpocznij Moniko…”
Uśmiechnęłam się do Jezusa z trudem. I pomyślałam że ja nie chcę odpoczywać tylko tańczyć! Jezus uśmiechnął się do mnie rozpromieniony cały Miłością! I natychmiast znaleźliśmy się w wielkiej sali balowej! Całej prześwietlonej światłem niezwykłym! Ciepłym i cichym…
Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie jak w obrazek… Z uwielbieniem… Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z zakochana i zachwycona cała!
„Uwielbiam z Tobą tańczyć, Moniko! Uwielbiam! W Twym tańcu jest miłość i siła i radość i szczęście! I gdy tańczysz dla Mnie, to wszystko Mi dajesz!” – wyszeptał Jezus z mocą.
„Ja Tobie daję?! To Ty mi dajesz to wszystko!!!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„A możesz się zgodzić, że dajemy to sobie nawzajem?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Tak! Z tym mogę się zgodzić!” – zaśmiałam się perliscie.
Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic…
JESTEM RODZINĄ JEZUSA
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie głęboko… Miłość sama! Leżałam z zamkniętymi oczami. I gdy je otworzyłam… zobaczylam umiłowanego mojego… Stał cały w ranach, sińcach i krwi… Stał nagi. Pokorny i cichy. A wokół Niego szalał rozwrzeszczany bezimienny tłum!!!
„Głupi wariat!!! Gada niestworzone rzeczy i myśli, że Mu uwierzymy??!!! Nic z tego! Szalony!!! Niech zczeźnie!!!”
Wrzeszczal tlum. I zaczął rzucać w Jezusa kamieniami! Zerwałam się oniemiała z bólu i zaczęłam oslaniać Jezusa swoim ciałem…. Kamienie uderzały we mnie.
„Przestańcie!!! Czy nie widzicie, że ON jest niewinny?! Zobaczcie jaki stoi pokorny i cichy! On mówi prawdę! Mój Oblubieniec nie kłamie! Przestańcie!” – próbowałam przekrzyczeć tłum.
„Patrzcie! Obrończyni się znalazła!!! Uważaj ślicznotko, bo i ci się dostanie!!! A ty pewnie rodzina tego wariata??!! Podobna do Niego jesteś bardzo! Pewnie też wariatka!!!” – wrzeszczal rozwścieczony tłum.
„Wolę być podobną do Niego, do umiłowanego mojego Jezusa, niż do was!” – szepnęłam prawie bezgłośnie.
Tłum zniknął. Został tylko Jezus i ja.
Odwróciłam się do Jezusa przodem i stałam przed Nim ze spuszczoną głową…
„Jezu mój… ja bardzo pragnę być do Ciebie podobną, bardzo, bardzo, ale mi nie wychodzi…. Brak mi miłości, życzliwości, czułości dobroci…”
Jezus natychmiast podsunął Swoją dłoń pod mój podbródek i delikatnie ale stanowczo podniósł moją głowę do góry. Patrzył we mnie z wielką Miłością…
„Jesteś do Mnie podobną, Moniko!!!” – wyszeptał z ogniem.
„Nie wychodzi mi…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy.
„Jesteś do Mnie podobną, Moniko! I jesteś Moją rodziną. Mówiłem Ci, że jesteś Moją Matką. Że rodzisz Mnie w sercach ludzkich, pamiętasz?” – spytał Jezus z czułością niezwykłą.
„Tak, ale…”
„Jesteś Moją rodziną!” – wyszeptał Jezus z naciskiem i dumą.
I przytulił mnie mocno, mocno do Siebie… Wtulił w Siebie. Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic…
I JA BUSZUJĘ!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem patrzyłam!
„Gdy tylko o Tobie pomyślę, mój Jezu, od razu gęba mi się śmieje a serce skacze z radości!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Mam to samo, kochana Moja!” – wyszeptał z ogniem.
„Naprawdę…??!”
„Naprawdę, naprawdę!” – zaśmiał się Jezus dając mi lekkiego pstryczka w nos.
Zaśmiałam się radośnie!!!
„I uwielbiam gdy buszujesz w moim sercu!!! Uwielbiam!!! Uwielbiam bardzo!” – szepnęłam znowu.
„Mam to samo, kochana Moja!!!” – wyszeptał Jezus z jeszcze większym ogniem.
Patrzyłam w Jezusa zdziwiona do głębi…
„To ja też buszuję w Twoim SERCU??!!”
„A jak myślisz, Moniko co teraz robisz? Gdzie jesteś??! Oczywiście w SERCU Moim! Zawsze kiedy modlisz się z wiarą, nadzieją i miłością buszujesz w SERCU Moim!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Napra….”- urwałam zachwycona i szczęśliwa cala.
Wpatrywalam się w umiłowanego mojego…. Zapatrzyłam się… Pomyślałam że w SERCU Jezusa Chrystusa jest nieskończenie wiele cudnych Ogrodów Miłości, Gór Szczęścia i Wodospadów Pocałunków… I gdy buszuję w Nim, Jezus daje mi to wszystko naraz! Wszystko jednocześnie!
„To prawda, Moniko!”
„Wiem…” – szepnęłam oszołomiona Miłością.
A Jezus patrzył we mnie… I patrząc zanurzał w Miłosci, w Sobie… Rozpływalam się w moim Jezusie… I buszowałam w Jego SERCU…
ON JEST ZE MNĄ
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Przed chwilą mnie usprawiedliwił! Przed sobą samą. Ja się oskarżalam, a On mnie usprawiedliwiał!!! Usprawiedliwił mnie.
A teraz tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy bardzo… w wielkiej miłości i intymności wielkiej. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. I On patrzył we mnie płonący cały!
„Dziękuję mój Jezu… Zmęczona jestem tym wszystkim bardzo… Bardzo! I nie mam siły…” – szepnęłam z trudem.
„Wiem, Moniko. Jestem z Tobą. I jestem Twoją siłą i odpocznieniem Twoim!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Tak!!! Gdyby nie TY, miliardy razy już bym się poddała! Ale TY mnie podtrzymujesz, żebym stała prosto jak strzała, a nie chwiała się jak tylko wiaterek powieje! Trzymasz w Swych dloniach! W objęciach Swoich mnie niesiesz… Dziękuję, mój Jezu kochany!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko… Potem zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czułe i słodko i gorąco… Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem położył Swą głowę na sercu moim. I buszował w nim! Jezus buszował w moim sercu! A mi było tak dobrze… Uwielbiam jak umiłowany mój w sercu mym buszuje! Uwielbiam…
„MA JEDYNA ZAŚNIJ JUŻ…”
Byłam w moim Jezusie. W Jego objęciach zanurzona cała! Osłabiona i przymulona działaniem antybiotyku. Leżałam. Na moim czole błyszczały kropelki potu. Leżałam wpatrzona w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!
Jezus pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały… Dotykał Swą dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością…
„Lepiej się czujesz, kochana Moja?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Trochę lepiej, dziękuję, mój Jezu! Antybiotyk mocne uderzenie, trzy silne dawki w trzy dni”.
„Będzie dobrze…” – wyszeptał Jezus z czułością.
„Jest dobrze! Bo Ty jesteś ze mną!” – szepnęłam z mocą.
„Kochana Moja…” – Jezus patrzył we mnie z zachwytem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Odpocznij najmilsza, a Ja Ci zaśpiewam!” – wyszeptał z ogniem miłości.
Leżałam z przymkniętymi oczami. A Jezus spiewal:
„Ma jedyna zaśnij już… Ma jedyna oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już…!”
Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od razu poznałam tę kołysankę! Śpiewała ją Mu Miriam gdy był malutki. Jezus zmienił ją troszkę, żeby była dla mnie… Specjalnie dla mnie…
„Pięknie śpiewasz mój Jezu!!! Masz piękny głos!!!” – szepnęłam z zachwytem.
„Po Mamie!” – wyszeptał Jezus z dumą.
„Tak! Twoja Mama ma cudowny głos! Słyszałam!”
„To również i Twoja Mama, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem i czułością niezwykłą.
Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie.
„Wiem!!! Dzięki Tobie!” – szepnęłam z mocą.
Leżałam w objęciach Jezusa z zamkniętymi oczami. Leżałam. A On śpiewał mi prosto do serca:
„Ma jedyna zaśnij już… Ma jedyna oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już…!”
Jezus spiewal… Zapadałam w spokojny i słodki sen…
ŁĄCZY ZE SOBĄ I MĘKĄ SWOJĄ
Byłam w moim Jezusie. W Jego objęciach obolała bardzo, tańcząca bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną i patrzył we mnie płonący cały. Jak w obrazek we mnie patrzył…
„Umiłowana Moja! Słodka Moja! Jedyna Moja! Piękna Moja!” – szeptał z tkliwością i ogniem.
„Przy Tobie także nie można być smutnym, mój Jezu!!!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko. Przenikliwie bardzo…
„I nie spytasz, Moniko dlaczego dopuszczam na Ciebie kolejne cierpienia? Nie spytasz dlaczego Ty?!”
„Nie. Nawet mi to do głowy nie przyszło, żeby Cię pytać.”
Jezus wciąż patrzył we mnie głęboko…
„Ty nie spytasz, ale Ja odpowiem. Nie Tobie, jednemu z Twoich Dzieci Duchowych. Spytało Mnie: 'dlaczego Monika?! Przecież ona jest Ci tak bliska! A Ty zamiast odejmować jej cierpień, dopuszczasz kolejne!’ Więc odpowiadam Twojemu Dziecku: Tak traktuję Moich przyjaciół! Najbliższych Moich! Wypróbowanych! Tym, którym ufam. Tych, o których wiem, że Mnie nie opuszczą, nie zostawią Samego… Tak traktuję Moich przyjaciół!”- wyszeptał Jezus poruszony wielce.
„Dopuszczając na nich kolejne cierpienia?” – spytalam bardziej z ciekawości niż mając na myśli siebie.
„Łącząc ich z Sobą i z tego z Męką Moją, Moniko!” – Jezus płonął cały Miłością.
Z trudem uniosłam głowę i zaczęłam całować mojego Jezusa… mojego najmilszego… Całowałam z miłością i uwielbieniem… A moje serce było tylko Jego! Tylko umiłowanego Jezusa. W Jego objęciach tańczyłam. A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.