Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie głęboko. Zakochany i poruszony wielce. Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Pani redaktor napisała, że mam bardzo dobry styl. Ona nie wie, że to Twój styl, nie mój!”-szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Promiennie i świetliście!
„To nasz styl, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Musiałam ułożyć jeszcze jedno rozważanie. Pomyliłam się i ułożyłam na wigilię, a trzeba było ułożyć na dzień. Wczoraj pół dnia układałam.
„Mogę układać. Co mi tam! Zmęczona, słaba. Mogę układać!” – szepnęłam i dodałam:
„Byle z Tobą, Jezu słodki. Z Tobą mogę wszystko! 'Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia!’ – to motto mojego życia.”
Jezus patrzył we mnie uśmiechnięty cały.
„Ale wiesz?”
„Mhmm, maleńka Moja?”
„Na nowo odkryłam, że baaardzo lubię układać. Uwielbiam układać. Z Tobą!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„I Ja uwielbiam z tobą układać, Moniko najmilsza.”
Jezus zaczął dotykać dłonią mój policzek i głaskał go z czułością niezwykłą. Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie. Potem przytuliłam ją do policzka mojego. Trwaliśmy w miłości i intymności bez granic. Mój umiłowany, słodki Jezus i ja.
Miesiąc: luty 2023
CAŁE MOJE ŻYCIE!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„O mój Jezu, jaka jestem zmęczona…” – szepnęłam z trudem wielkim.
„Odpocznij maleńka Moja. We Mnie odpocznij”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony wielce.
„Jestem zmęczona życiem. Czasem chciałabym już…”
Przerwałam.
„Wszystko w swoim czasie, najmilsza Moja. W swoim czasie!” – umiłowany wyszeptał ogniście.
„Wiem, kochany mój. Wiem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
Tylko dzięki Tobie daję radę, mój Jezu. Bez Ciebie nie mogłabym nic zrobić!”
„Ani Ja bez ciebie!”
Zaśmiałam się perliscie!
„Ty beze mnie?! Jak to?!”
„Zobacz, tu nie dałbym rady bez ciebie. Ani tu, , ani tu, ani tu, ani tu, ani tu, ani tu.”
Jezus zaczął przytaczać sytuacje z mojego życia i wyliczać gdzie 'nie dałby beze mnie rady’.
„No. Tu to rzeczywiście…” – szepnęłam zaskoczona i uradowana do głębi duszy.
Patrzyłam w mojego Oblubieńca z miłością i uwielbieniem. Zakochana cała. I On patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim.
„Jesteś całym moim życiem, Jezu kochany!”
„Jesteś całym moim życiem, Moniko najsłodsza!”
PO WSZYSTKIE DNI
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem. Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie.
„Uwielbiam cię, Moniko!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Uwielbiam Cię Je…” – nie dokończyłam.
Jezus znikł! Nie było Go! Zostało tylko Jego SERCE! Bijące żywe SERCE! Byłam zdezorientowana! Zagubiona! Umiłowany mój mnie zostawił?! Odszedł sobie?!
A może przestałam Go widzieć?
Zostawił mi swoje SERCE. Moją Własność. Ale skoro zostawił SERCE to znaczy, że On tu jest!
„Ja jestem z tobą, po wszystkie dni, aż do skończenia świata!” – usłyszałam łagodny, ciepły szept.
Postanowiłam skupić się na SERCU. Położyłam się na Nim.
„Jeśli nie widzę Jezusa to nie znaczy od razu, że Go tu nie ma, prawda? – szepnęłam ni to do SERCA, ni to do siebie.
Zaczęłam dotykać SERCE Najdroższe. Głaskałam Je z czułością. Pieściłam. Nie zorientowałam się nawet kiedy 'brak’ Jezusa przestał mi przeszkadzać. I wtedy Go zobaczyłam! Patrzył we mnie jaśniejący! Rozpromieniony Miłością! Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego promiennie.
„Uwielbiam cię, Moniko najmilsza!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Uwielbiam Cię Jezu, kochany!”
Trwaliśmy w miłości i bliskości bez granic!
RAZEM DZIAŁAMY
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Patrzyłam w umiłowanego uradowana! A On promieniał cały Miłością.
„Widziałam Twoje cuda, kochany!”
„To cuda twojej wiary, tańca i modlitwy, Moniko najmilsza.”
„Ale to Twoje cuda, mój Jezu!”
„Moje, ale uczynione dzięki twej wierze, tańcu i modlitwie. Działamy wspólnie. Razem. Jesteśmy jednością, maleńka Moja.”
„Dziękuję Ci Jezuniu słodki za Twe cuda!” – szepnęłam z entuzjazmem.
I zaczęłam niepewnie:
„Tylko…”
Jezus nie pozwolił mi dokończyć! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko i ogniście!
„Działamy razem, Moniko. Jesteśmy jednością. Ja w tobie, ty we Mnie!” – wyszeptał umiłowany.
Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą, oblubienicę. Słodko, delikatnie, ogniście i śmiało. Rozkosznie i namiętnie.
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do mojego serca. A On całował i całował. Promiennie.
KTO Z KIM PRZESTAJE…
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem. Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie.
– Serce już mniej boli, kochany mój.
– WIEM, ŻE CIERPISZ BARDZO, KOCHANA MOJA!
– Cierpię, bo kocham. Gdybym nie kochała to bym nie cierpiała.
– MAM TO SAMO MONIKO. JAKAŚ TY PODOBNA DO MNIE. IDENTYCZNA PRAWIE!
– Identyczna? Przemieniasz mnie w Siebie. Zmieniasz mnie w Siebie. To dlatego.
I dodałam z uśmiechem:
– „Kto z kim przestaje, takim się staje”. Ja przestaję z Tobą!
– JAKAŚ PODOBNA! PRAWIE IDENTYCZNA!
– Prawie robi dużą różnicę! – szepnęłam z uśmiechem
Jezus zaśmiał się cudownie! Perliście i dźwięcznie.
– U MNIE TAK NIE JEST. U MNIE TAK NIE DZIAŁA, MONIKO KOCHANA MOJA!
– To baaardzo dobrze, mój słodki Jezu! – szepnęłam z radością.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem, zakochani na zabój! Mój Jezus i ja.
JEDNO
Leżałam w ramionach, w objęciach Jezusa tańczącą bardzo. Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie poruszony cały współczuciem. Wzruszony do głębi.
-JESZCZE CIĘ SERCE BOLI, NAJMILSZA…?
-Jeszcze. Po czymś takim długo nie przestanie – szepnęłam z goryczą.
Objęłam umiłowanego za szyję i spojrzałam Jezusowi głęboko w oczy
– Kocham Cię mój śliczny Jezu!
– KOCHAM CIĘ MOJA SŁODKA, NAJDROŻSZA MONIKO!
– Daj mi pić, proszę!
Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i pić mi dawał. I piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. Piłam, aż zaspokoiłam pragnienie.
– POCAŁUJ MNIE, MALEŃKA MOJA. UWIELBIAM TWE POCAŁUNKI!
Zbliżyłam twarz do twarzy Oblubieńca i ucałowałam Go serdecznie i słodko. Jezus zaczął i mnie całować. A co całując wchodził we mnie. Zanurzał w Sobie, zatapiał w Miłości. I czynił z Sobą Jedno.
– TAK, KOCHANA MOJA, JESTEŚMY JEDNO. JA W TOBIE, TY WE MNIE!
NIE ZOSTAWI
Leżałam w ramionach Jezusa ledwo żywa. Obolała cała. Bolało mnie całe ciało, ale najbardziej bolało mnie serce. Rozrywało, krwawiło…
-Nikt tak nie przysporzy bólu, cierpienia, co własne Dzieci… Własne Dzieci! Tyle wzajemnego jadu, nienawiści, upokorzenia…- szeptałam z bólem.
– JESTEM Z TOBĄ, MALEŃKA MOJA. CIERPIĘ Z TOBĄ.
– Ból większy niż w szpitalu! Dziękuję, że ze mną jesteś, kochany mój Jezu!
– ZAWSZE Z TOBĄ BĘDĘ, MONIKO. ZAWSZE! BĘDĘ W TWOIM BÓLU. NIGDY CIĘ NIE ZOSTAWIĘ! NIGDY, MALEŃKA MOJA!
KONIEC WIEŃCZY DZIEŁO
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie rozpromieniony cały! Uśmiechałam się do mojego Oblubieńca radośnie!
-To mówisz, mój Jezu, że nie wymagasz wielkich czynów. Dlaczego?
– WIELKIE CZYNY MOGĄ BUDOWAĆ PYCHĘ, WYSOKIE MNIEMANIE O SOBIE, MEGALOMANIĘ. MAŁE GESTY MIŁOŚCI UCZĄ POKORY I MALEŃKOŚCI.
– Ale np. Maksymilian oddał życie za współwięźnia.
– UCZYŁ SIĘ TEGO CZYNU HEROIZMU CAŁE ŻYCIE. MAŁYMI GESTAMI MIŁOŚCI. TO WŁAŚNIE TEN CZYN BYŁ ICH ZWIEŃCZENIEM.
– Tak… Rozumiem, mój słodki. To samo Piotr i Paweł. Można powiedzieć, że koniec wieńczy dzieło.
– TAK, WŁAŚNIE. ZATAŃCZYMY, MONIKO NAJMILSZA?
-Z Tobą zawsze, mój Jezu kochany!
Zaczęliśmy tańczyć. Jezus obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Spytałam:
– Taniec to też gest miłości, prawda?
– TANIEC JEST PRZEPIĘKNYM GESTEM MIŁOŚCI, MONIKO. MOGŁABYŚ NARZEKAĆ, ŻE BOLI, MARUDZIĆ, WZDYCHAĆ, JĘCZEĆ. A TY ZMIENIASZ CIERPIENIE W OFIARĘ. TO JEST PRZEPIĘKNY GEST MIŁOŚCI!
Tańczyliśmy bardzo w bliskości i intymności. Mój Jezus i ja.
GESTY MIŁOŚCI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
Spojrzałam mojemu Oblubieńcowi w oczy ze smutkiem. Miałam w oczach łzy.
– Nie umiem kochać, jak Ty, mój Jezu! – szepnęłam z bólem.
– UMIESZ, MONIKO! SPÓJRZ, KOCHAŁAŚ JAK JA: TU I TU, I TU, I TU, I TU!
Jezus zaczął wyliczać i pokazywać mi kiedy i gdzie kochałam jak On.
– Dużo tego!
– DUŻO, BARDZO DUŻO!
– Ale to takie maleńkie, drobne gesty…
– JA NIE WYMAGAM WIELKICH CZYNÓW. WYMAGAM MAŁYCH, DROBNYCH GESTÓW MIŁOŚCI. NA TAKICH GESTACH MIŁOŚCI ZBUDOWANA JEST CODZIENNOŚĆ.
Mój słodki Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
– KTO W MAŁEJ RZECZY JEST WIERNY, TEN I W WIELKIEJ WIERNY BĘDZIE! – wyszeptał ogniście.
– Pocieszyłeś mnie kochany. Ty zawsze umiesz mnie pocieszyć! Ja już myślałam, że jestem do niczego. A tu…
Jezus przerwał mi gwałtownie!
– TY DO NICZEGO?! TY MONIKO JESTEŚ DO WSZYSTKIEGO, NIE DO NICZEGO. DO WSZYSTKIEGO!
JESZCZE BARDZIEJ!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały.
– KOCHASZ MNIE, MONIKO?
– Nad życie! A Ty mnie kochasz, mój Jezu?
– NAD ŻYCIE I ŚMIERĆ. DLA CIEBIE PRZYSZEDŁEM NA ŚWIAT, ZA CIEBIE UMARŁEM NA KRZYŻU, DLA CIEBIE ZMARTWYCHWSTAŁEM, ABYŚ MOGŁA ŻYĆ ZE MNĄ WIECZNIE.
Patrzyłam w mojego Oblubieńca z wdzięcznością, miłością i uwielbieniem.
– ACH! JAK JESTEM ZMĘCZONY… – wyszeptał Jezus z trudem.
Przytuliłam Go do siebie.
– Ja też jestem zmęczona. Odpocznijmy kochany mój Jezu. Połóż głowę na moim ramieniu, a ja położę głowę na Twoim.
Umiłowany położył głowę na moim ramieniu, a ja położyłam głowę na Jego ramieniu. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu.
Jezus zaczął we mnie wchodzić, wypełniać mnie Sobą. Przylgnął do mnie cały i wchodził we mnie. Moja głowa stawała Jego głową! Moje oczy stawały się Jego oczami, moje usta stawały się ustami Jezusa! Jego SERCE biło w moich piersiach! Moje ręce były Jego rękoma, moje nogi były Jego nogami.
Jezus przemieniał mnie w Siebie! Zmieniał w SIEBIE!
– BĄDŹ MNĄ, MONIKO! BĄDŹ MNĄ DLA INNYCH. JESZCZE BARDZIEJ! I KOCHAJ ICH JAK JA CIĘ KOCHAM!