Kiedyś przyjechała do mnie w odwiedziny koleżanka z mężem. Ona także jest na wózku inwalidzkim, nie ma obu rąk i jednej nogi. Taka się urodziła.
Akurat była niedziela więc pojechałyśmy razem do kościoła.
Wydawałoby się, że mieszkańcy mojej miejscowości są oswojeni i obyci z chorobą, niepełnosprawnością.Widują mnie na co dzień, znają mnie.
Wydawałoby się…
Podczas wysiadania z samochodu i drogi do kościoła widok chorej koleżanki wzbudził sensację ! Każdy kto koło nas przechodził gapił się na nią.
Ludzie przystawali, otwierali oczy i usta ze zdziwienia. Wbijali w nią swój wzrok.
Jakby była jakimś dziwolągiem a nie człowiekiem.
W kościele było tak samo… ludzie zamiast się modlić gapili się na nią.
Było mi za nich wstyd.
Rozumiem, że jej wygląd mógł budzić ciekawość i zainteresowanie, ale oprócz tego jest jeszcze kultura.
Koleżanka jednak nawet nie zareagowała na te ich spojrzenia. Może robiła to z grzeczności, a może zdążyła się już przyzwyczaić …
ale może patrzą z zastanowieniem? że jednak powinno byc im dobrze ze swoim zdrowiem, a oni ciągle wymyślają niewiele znaczące problemy…
Może i tak….
Chyba do końca świata i o jeden dzień dłużej będę powtarzać, że gros ludzi w tym społeczeństwie to prymityw.
Dlatego uważam, że chorzy powinni wychodzić jak najczęściej do teatru, kina czy kościoła. Powinni być widoczni w społeczeństwie.Może wtedy ich (nasz) wygląd nie wzbudzałby aż takiej sensacji.
Witaj Moniko! Nie potępiałbym w czambuł wszystkich tych ludzi. Dla większości z nich jest to nowe „zjawisko” powodujące ciekawość. Co prawda większość z nich ze wstydem odwraca wzrok, będąc „przyłapanym” na wpatrywaniu się, jednak ciekawość ma się nijak do taktownego zachowania.W pewnych miejscach czy środowiskach ludzie niepełnosprawni, zwłaszcza ci na wózkach nie są żadną sensacją, w innych każdy obejrzy się za Murzynem. Myślę, że ludzie mający problemy ze sprawnością powinni częściej przebywać w przestrzeni publicznej aby ich „inność” spowszedniała. Oczywiście, nawiązanie sensownych relacji z osobą niepełnosprawną jest dla większości naszego społeczeństwa trudniejsze, niż bieganie w majtkach po ulicy. Potrzeba jeszcze sporo edukacji w tym temacie – nie szkolnej jednak (taka moim zdaniem nic nie daje) a osobistej – większej ilości kontaktów z ludźmi niepełnosprawnymi. Pozdrawiam 🙂
Mironqu, ja nie potępiam ciekawości, uważam jak Ty, że dla większości ludzi chory człowiek z widocznymi deformacjami jest traktowany jak nowe „zjawisko”.Dlatego uważam, że chorzy powinni wychodzić jak najczęściej z domów. Wtedy ich wygląd pewnie by się „opatrzył” i nie budziłby ciekawości, a tym bardziej sensacji.