Ukochany… wczoraj moje duchowe dzieciątko skończyło szósty miesiąc życia. Chciałam o tym napisać, nie dałam rady. Zastanawiam się nad rezygnacją z administrowania Modlitewnym Oknem Życia na Facebook’u (na razie będę umieszczać mniej intencji i rzadziej). Coraz trudniej mi pisać, malować…
Jedyna troszkę sprawniejsza ręka (właściwie palec) zaczyna powoli odmawiać posłuszeństwa. Coraz mniej mogę sama zrobić – a i tak do tej pory mogłam robić bardzo niewiele. Teraz mogę jeszcze mniej. Nachodzą mnie myśli, że nic nie robię.
Jednak tak myślę, że właśnie o to Ciebie prosiłam i proszę. I, źe Ty wysłuchujesz moich próśb. Bo przecież proszę, żebyś mnie kształtował tak, jak Ci się podoba, żebym ja Ci się podobała. Żeby mnie było mniej a Ciebie więcej. Żebyś ścierał mój egoizm, egocentryzm i pychę. I myślę, że robisz mój Ukochany!
Kiedy doświadczam niemocy staram się kierować swoje myśli i serce na Ciebie wiszącego na krzyżu. Słabego, poranionego, przygwożdżonego… po ludzku nie mogącego nic zrobić. A jednak wtedy zrobiłeś najwięcej. Pragnę być jak Ty…
Bądź Królem mojego życia! A wszystkie moje niemoce ofiaruję Tobie w intencji mojego dzieciątka. W intencji wszystkich moich Dzieci.
„Błogosławcie Pana wszystkie me niemoce”! Bądź uwielbiony Panie w każdej mojej słabości, bądż błogosławiony!

„Daj mi serce czyste –
bym Ciebie mógł oglądać,
serce pokorne –
bym Ciebie mógł słuchać,
serce miłujące –
bym w Tobie mógł służyć
serce wierzące –
bym w Tobie mógł przebywać.”
~ D. Hammarskjold~