Ukochany trwam pod Twym krzyżu. W ciszy. W milczeniu. Wsłuchuję się w niego, wpatruję. Co słyszę? Twoje pragnienie. Gorące, rozpalone. Pragnienie Miłości. Przeszywające moje serce. Do głębi… Co widzę? Ofiarę. Żertwę płonącą w ogniu Krwi. Wpatruję się Ciebie tak, jak niegdyś Izraelici wpatrywali się w Węża Starodawnego. Z nadzieją. Wpatruję się w Twoje członki, rozpięte między Niebem a ziemią. Jak Most, po którym mogę się wspinać do upragnionego Celu. Cierpisz… a ja nawet pocieszyć Cię nie umiem, nie potrafię. Wszystko co powiem w tej chwili będzie małe i niedorzeczne. Trwam w milczeniu pod Twym krzyżem. Boleję nad sobą i moimi grzechami. To przez nie cierpisz… Pragnę cierpieć z Tobą. Zawisnąć obok, na moim małym krzyżu. Żebyś nie był już sam, o Ukochany…
Miesiąc: listopad 2013
RAZEM
Serce przy sercu… trwamy wciąż. Cierpisz ze mną. Niesiesz na Ramionach. Nie muszę Ci nic mówić, Ty wiesz… Pragnę jednak… mówić, że bardzo Cię kocham. I jestem szczęśliwa. Dzięki Tobie Jezu. I dzięki Twej Matce.
W PRZYTULENIU…
Ukochany… trudno jest mi opisać to, czego dajesz, pozwalasz mi doświadczać. Bardzo trudno…
Dziś w kościele przed Eucharystią, adoptowałam duchowo dzieciątko. Piąte już… Mszę św. ofiarowałam w jego intencji. Prosiłam Cię o kochających dla dzieciątka. Prosiłam też, żeby adopcja duchowa nie stała się dla mnie rutyną. Żebym codziennie uświadamiała sobie, że modlę się o życie dla konkretnego człowieka, że jestem za nie odpowiedzialna. Bycie duchową matką to wielki zaszczyt i wielki obowiązek.
Potem… kiedy raczyłeś przyjść do mnie, Ty, mój Pan i Stwórca, mój Oblubieniec… Kiedy Twoja Krew płynęła w moich żyłach, kiedy nakarmiłeś moją spragnioną i głodną duszę, szeptałam Ci słowa miłości. Pochylona. Nie mogę uklęknąć to zawsze po Komunii Św. pochylam się na wózku. W uniżeniu, w pokłonie.
Szeptałam Ci słowa miłości… byłam bardzo szczęśliwa. Z oczu zaczęły mi lecieć łzy. Ciurkiem. Płakałam ze szczęścia.
I usłyszałam głos: „Przytul Mnie, oblubienico moja…” Głos był bardzo smutny, proszący. Prosiłeś o miłość.
Zapewniałam, że bardzo pragnę Cię przytulić, bardzo… I tak teraz trwamy. Ty i ja. W przytuleniu. Serce przy sercu…
DUCHOWA ADOPCJA ROZPOCZĘTA
NARODZINY CZWARTEGO DZIECIĄTKA
Dziś choć Dzień Zaduszny, nastrój zadumy i refleksji nad życiem i śmiercią, w moim sercu wielka radość. Święto! Właśnie dziś urodziło się moje duchowe dzieciątko! Dziewięć miesięcy się za nie modliłam, ofiarowywałam cierpienie. A Bóg, najlepszy Ojciec strzegł je, chronił. Obdarzył je życiem. I dzisiaj się urodziło!!! Dziękuje Ci Boże za to dziecko! To nie przypadek że urodziło się właśnie w Dzień Zaduszny. Narodziło się, żeby przypomnieć o swoich braciach i siostrach, którym urodzić się nie pozwolono… Tak myślę.
Ono się urodziło dzięki miłości jego rodziców. A nade wszystko dzięki Miłosierdziu Bożemu! Jemu chwała i cześć i uwielbienie!!!
Jutro adoptuje kolejne dzieciątko. Piąte już 🙂
Jakub, Maria, Weronika, Mateusz… i
Tomasz! 🙂 Będzie tak miało na imię!
JAK UKOCHANY!!!
Ja, Jan, ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, mającego pieczęć Boga żywego. Zawołał on donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: „Nie wyrządzajcie szkody ziemi ani morzu, ani drzewom, aż opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego”. I usłyszałem liczbę opieczętowanych: sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela.
Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: „Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na tronie, i Barankowi”.
A wszyscy aniołowie stanęli wokół tronu i Starców, i czworga Zwierząt, i na oblicze swe padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: „Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków. Amen!”
A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: „Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli?” I powiedziałem do niego: „Panie, ty wiesz”. I rzekł do mnie: „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka”.
(Ap 7,2-4.9-14)
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:
„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.
(Mt 5,1-12a)
Szczęście… jakże inne od ziemskiego. Szczęście wieczne. Dziś mało kto o nim myśli. Dzisiejszy świat, człowiek goni za doczesnością. Szczęście postrzega w dobrym zdrowiu, bogactwie, radości, użyciu…
Świętość wydaje się być zbyt odległa, niedościgła. Tymczasem święci to ludzi z krwi i kości, twardo stąpający po ziemi. Mający swoje wady, grzechy. Walczący z nimi. Święty to ktoś, kto w każdej sytuacji potrafi potwierdzić, że kocha. Świętość rodzi się z miłości. „Miłość jest duszą świętości” (KKK 826). Święty to ktoś, kto odkrył, że jest kochany przez Boga. I z miłości do Niego, pragnie być podobny do Boga. W Nim widzi swoje szczęście, do Niego dąży, mimo właśnie grzechów i wad.
Święty to nie ciamajda życiowy, nie naiwniak chodzący z głową w chmurach. Święty to Boży realista, Boży twardziel, można powiedzieć 🙂 Człowiek święty to człowiek promieniujący dobrem, czyli Bożą miłością. To ktoś związany z Bogiem dosłownie na śmierć i życie.
To jednocześnie człowiek świadomy swojej słabości i grzeszności.
Św. Jan ukazuje nam dzisiaj wielkie rzesze zbawionych, którzy oddają chwałę Bogu, którzy przyszli z wielkiego ucisku, którzy opłukali swe szaty i wybielili je we krwi Baranka. Dla mnie osobiście to nadzieja, że choćby moje grzechy byłyby jak szkarłat, jak śnieg wybieleją…
Pragnę być święta, jak święty jest mój Ukochany!
