W czasie modlitwy rozmyślałam o ubóstwie w jakim przyszedł na świat Jezus. Wczoraj na Pasterce w naszym kościele widziałam piękną szopkę. Widziałam wiele pięknych szopek. Jednak dziś pomyślałam, że bardzo wiele z tych szopek jest przesłodzonych, ckliwych, wręcz sztucznych.
Jezus dwa tysiące lat temu wcale tak słodko nie miał… Brud, smród… żłób zastępował kołyskę. Siano kuło w delikatne Ciałko Dzieciątka… Bezradność Rodziców…
Jednak większy ból sprawiało Jezusowi odrzucenie przez ludzi. Nie było dla Niego nawet w gospodzie. Urodził się za miastem i… za miastem umarł. Tylko się urodził a już chciano Go zabić.
„Od początku cierpiałeś, mój Jezu…” – pomyślałam smutno…
„Cierpiałem za ciebie, robaczku”
Spytałam czy w tym wszystkim miał choć trochę radości.
„Miłość, czułość, troska Mojej Matki i opieka przybranego Ojca sprawiały mi wielką radość. Rozczulały Mnie”.
CIERPIENIE I RADOŚĆ DZIECIĄTKA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI