Jak tylko zaczęłam wpatrywać się w Oblicze Umiłowanego mego serca, usłyszałam „czekałem, ukochana moja!” Odpowiedziałam, że ja też tęskniłam. Ale spotykaliśmy się w inny sposób. I przypomniałam jak wczoraj oddawałam Mu wspomnienia z dzieciństwa. Szczególnie jedno sobie przypomniałam. Najbardziej bolesne. Patrzyłam w Jego oczy… a On w moje. „Panie, jeszcze boli, a przecież Ci oddałam. Szczerze…”
„To potrwa robaczku, Ja zalalem je oliwą miłosierdzia, opatrzyłem miłością. Pozwól Mi cię leczyć”.
„To jedno wspomnienie ciąży mi najbardziej… Ta złość. Te wykrzyczane mi prosto w twarz słowa. Bardzo raniące… krzywdzące. Bolesne. Szokujące dla dziesięcioletniego dziecka, jakim wtedy byłam. Wywarły piętno na całe życie”. Zaczęłam płakać…. Łzy kapały na otwartą Biblię. Wytarłam oczy. „Jak słowa potrafią ranić”- wyszeptałam. Wpatrywałam się w Niego dalej. „Jak się od nich uwolnić?”- spytałam po chwili.
„Przyjmij je”.
Wtedy uświadomiłam sobie, że cały czas je od siebie odrzucałam, chciałam zapomnieć, wymazać z pamięci. A On mi mówi, żeby je przyjąć… trudne to, bardzo.
„Przyjąć? jak?” – spytałam.
Patrzył współczująco.
„Ja też przyjąłem złość, obelgi, cierpienie, choć było też niesłuszne. Nauczę cię”.
„Naucz, Umiłowany mój”.
PRZYJĄĆ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI