Dziś rano znów układałam kwiaty Madonnie. Dużo kwiatów… Oddawałam Jej i Jej Synowi wszystkie moje dzieci. Prosiłam, żeby miała nad nimi pieczę, żeby się za nimi wstawiała. I żeby szepnęła za nimi słówko Synowi, jak w Kanie Galilejskiej. Jej Jezus wysłucha… Zawsze.
Potem przeczytałam wiadomość od mojej duchowej Córki… Pisała, że moja relacja z Jezusem, którą opisuję na blogu ją onieśmiela, że ona nie czuje się godna nawet części tego…
Rozmawiałam o tym z Ukochanym, kiedy wpatrywałam się w Niego… Mówiłam Mu, że takie słowa mnie zawstydzają… Ja też nie jestem godna. Czuję się bardzo malutka wobec tego wszystkiego co się we mnie dzieje… Ale nie mogę milczeć.. Nie chcę! A na blogu nie piszę dlatego, żeby kogokolwiek onieśmielać, czy czynić niegodnym… Przeciwnie.
„Piszesz, żeby dać świadectwo. Świadectwo Mojej Miłości. Pamiętaj o tym- usłyszałam w głębi serca.
większość ludzi pewnie nie czuje się godna takiej relacji z Jezusem. Ale Ty pisz o niej!Żeby udowodnić,że wcale tak nie jest 🙂 Ty udowadniasz, że można nawiązać taką relację ze swoim Stwórcą i Zbawicielem. Szkopuł w tym,że większość ludzi:a) albo nie wierzy w możliwość nawiązania takiej głębokiej relacji; b) nie chce jej nawiązać i rozwijać; c) nie potrafi. W tej ostatniej grupie jestem np. ja. Ale sporo ludzi tak ma – widzę z tego, co obserwuję…Twój blog daje mi i tym ludziom nadzieję,że jednak można.