Dziś rano też układałam bukiety dla Mamy. Kiedy skończyłam Różaniec, zaczęłam rozmyślać o modlitwie „Ojcze nasz”. Uświadomiłam sobie, że kiedy ją odmawiam, powtarzam słowa Ukochanego. Jego Syna. Może często się modlił w ten sposób, nie wiadomo, wiadomo, że nauczył jej swoich uczniów. Kiedy ją powtarzam przypominam sobie, że Bóg jest moim Ojcem, uznaję się dzieckiem Bożym. „I rzeczywiście nim jestem” – jak pisze św Jan.
Leżałam i rozmyślałam o tym CUDZIE, kiedy nagle usłyszałam Głos… niby znajomy, ale jednak… Inny.
„Dziecko moje, nawet gdyby twoja matka zapomniała o tobie, Ja o tobie nie zapomnę. Jestem z tobą, zawsze. Czuwam nad tobą kiedy śpisz. Uśmiecham się nad tobą. I przyjmuję twoją ofiarę cierpienia. Znam twoje myśli. Nie daj sobie wmówić, że nic nie robisz! To podszept szatana. Robisz! Kochasz. To jest czyn! Pamiętaj o tym.” Byłam poruszona… zna moje myśli… Kilka dni temu naszła mnie myśl, że nic nie robię, bo nie potrafię, nie umiem. Jednak po chwili pomyślałam, że to nieprawda. I myśl odeszła. Miałam o tym porozmawiać z Ukochanym, ale jakoś… zapomniałam… A tu nagle takie słowa! Zdziwiło mnie także, że Głos ani słowem nie wspomniał o mojej grzeszności i słabości… Leżałam i myślałam. I nagle mnie „oświeciło”. Przecież kochający ojciec nie patrzy na swoje dziecko przez pryzmat jego słabości, ale przez pryzmat miłości. A tym bardziej TAKI Ojciec!
Przed Eucharystią prosiłam Umiłowanego, żeby przyjął moje małe cierpienie i złączył ze Swoją Najświętszą Ofiarą.
A kiedy po przyjęciu Komunii św trwałam w dziękczynieniu, usłyszałam: „Jakże Mi dobrze w tobie, robaczku. Jakże Mi dobrze!” Szeptałam Ukochanemu, że pragnę, żeby było Mu u mnie jak najlepiej, i żeby został we mnie na zawsze.
„Upodobałem sobie ciebie. Ukochałem, a tego, kogo kocham, nigdy nie opuszczę”.
Czy można nie być szczęśliwą słysząc takie słowa?! NIE MOŻNA!!! Byłam szczęśliwa! Jestem szczęśliwa! Kiedy się słyszy takie słowa, słowa Miłości to zapomina się o bólu, krzyż nie jest wtedy ciężki. Przeciwnie, lekki i… słodki.
I jeszcze jedno. Myślałam, że tej notki dziś nie napiszę. Ze względu na rękę. A jednak.
Bóg zapłać, Ks Tomku za modlitwę! 🙂
I motto mojego życia: „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” sprawdza się po raz kolejny.
Jemu jest dobrze ze Swoim robaczkiem 🙂