Obudziłam się w nocy, wcześniej niż zwykle. Bolało i słabo się czułam. Zaczęłam jednak układać bukiety Madonnie. Zaraz usłyszałam głos… „skoro jesteś ofiarą…” „pragnę być!”- przerwałam głosowi. Głos kontynuował: „przyjmij to”. Zobaczyłam… w moim sercu koronę cierniową i gwoździe… Zdumiona dalej odmawiałam Różaniec. Jednak było mi trudno. Zaczęły nachodzić mnie różne obrazy i myśli. Złe, brudne… Odsuwałam je od siebie jak umiałam, ale nie zawsze skutecznie. Jednak starałam się modlić.
Modlitwa trwała długo. Po niej zaczęłam przepraszać Umiłowanego za te myśli i obrazy.
„Jezuniu najdroższy, przebacz mi moje grzechy… nie chcę Cię ranić. Naprawdę! A jednak Cię ranię… Przepraszam!
Miej miłosierdzie i litość dla swojego robaczka!”
„Najbardziej podobasz się Mi właśnie taka”.
„Jaka? Słaba i grzeszna?”
„Pokorna”.
Potem wpatrywałam się w Jego Oblicze. Pogodne i jasne. Jego spokój udzielał się także mnie.
A Jego dobre, miłosierne Oczy zdawały się mówić: „Odwagi, Ja jestem!”
tak, ja też Mu ostatnio powiedziałam „przepraszam”…do tego tak mi było Go jakoś…żal, że być może sprawiam Mu ból, a On przecież zasługuje na wszystko, co najlepsze, a nie na ból…
Właśnie w tej chwili oglądam film. i kiedy mi się zacina (wiadomo, szybkość internetu) to spoglądam sobie na Jego Oblicze w telefonie i…gadam do Niego 🙂 i pomyślałam, że Jego spojrzenie jest takie…nie wiem jak to nazwać, te Oczy tak patrzą wyraziście, głęboko, poważnie…a jednocześnie jest w Nich nutka uśmiechu 🙂 są Piękne, to na pewno 🙂
Aha, i jeszcze pomyślałam, że mam Go w telefonie, ale chciałabym na zawsze już mieć Go w swoim życiu …żeby mi się tylko nie zgubił…będę Go prosić o to, ile się da 🙂