Obudziłam się nad ranem. Było jeszcze ciemno. Serce wciąż bolało… Chciałam zacząć układać bukiety Madonnie, ale pomyślałam, że jestem taka brudna i i nie godna… Pomyślałam, że idę po cienkiej nitce wiary. Wokół mnie ciemność a ja idę niepewnie, po omacku… Widziałam swoje bose stopy na tej nitce.
Potem pomyślałam, że jestem jak ten celnik z przypowieści, który stoi w tyle świątyni, nie śmie oczu podnieść do Nieba. I błaga o litość. Taką siebie wyobraziłam. I też błagałam. I… nie wiem kiedy znalazłam się w Kaplicy Mamy i zaczęłam układać dla Niej kwiaty. Były piękniejsze niż kiedykolwiek… Kiedy tylko zaczęłam je układać, usłyszałam głos kobiety, znajomy już.
„Jesteś piękna w Jego oczach, bez względu na wszystko”. Szeptałam słowa modlitwy… I nagle znalazłam się w obecności Kogoś, kogo znałam i bardzo kochałam. Nie widziałam Go, ale widziałam, że jest przy mnie, we mnie. Bardzo blisko. „Jesteś Moja, nie oddam cię już nikomu!” Zaczął się mną cieszyć jak szalony! Obsypywał mnie darami. I cieszył się mną… jak wariat! A ja czułam się przy Nim ubezpiecza, wolna i szczęśliwa. Powiedziałam, że nie mam Mu co dać, bo nic nie mam. „Już Mi dałaś, siebie!”
I nagle porwał mnie do tańca! Cudnego, pięknego, wyzwalającego… szalonego jak On.
Nie wiem czy mi się to śniło, wydawało, czy było prawdziwe. Ale jeśli było prawdziwe to moja dusza tańczyła dziś z Ukochanym. I było cudnie! 🙂