Pustynia, dzień 9.
Korzystając z okazji, że dziś ręka boli mniej, chcę Wam coś wyjaśnić. Chciałam to zrobić już kilka dni temu, ale… właśnie czekałam na tę okazję… 🙂 Proszę więc, przeczytajcie to wyjaśnienie uważnie.
Wielu ludzi mi zazdrości. Czego? Zazdroszczą mi mojego krzyża, mojego cierpienia… tego że mogę je ofiarowywać Bogu. Zazdroszczą mi w końcu mojej bliskości z Nim. Boli mnie to… Czy oni nie wiedzą. że też mogą być blisko Niego? Mogą być nawet bliżej niż ja, jeśli zechcą. Czytają ten blog i mi zazdroszczą… Jak przeczytałam mail od mojej duchowej Córki, która napisała, że mi zazdrości, w pierwszej chwili przeszło mi przez myśl. że przestanę pisać tego bloga. Ale potem pomyślałam że to głupie. Bo może ludzie, czytając go zrozumieją że Bóg jest blisko każdego. Piszą o godności… że ja jestem jakaś bardziej godna od nich… a to nieprawda. Przeciwnie! I tu nie chodzi o godności. Nikt nie jest godny. A ja najbardziej.
Krzyża się nie wybiera, Każdemu Bóg dopuszcza taki krzyż jaki jest dla niego i innych wokół niego najlepszy dla zbawienia. Wszystko zależy od tego czy dany od Boga krzyż przyjmuję. Jak go przyjmuję. A może odrzucam? Ja swój krzyż przyjęłam, dźwigam go pogodnie. Staram się przynajmniej. Choć często jest trudno. nawet bardzo. Jednak jest on dla mnie i darem. Wielkim darem.
A i wiara jest darem, łaską. I to, co czego doświadczam – bliskość Ukochanego jest darem, wspaniałym prezentem. Niezasłużonym i niepojętym dla mnie. Zdumiewającym. I niezrozumiałym. Darem, ale równocześnie ciężarem. Krzyżem, można powiedzieć. Dlaczego? Bo właśnie inni postrzegają mnie jako kogoś lepszego, bardziej godnego, a nawet (co mnie bardzo oburza) świętego. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Jestem maleńka i nędzna. Bardzo… I im bliżej jestem Ukochanego, tym bardziej, jaśniej, ostrzej tę swoją nędzę i biedę widzę.
Każdy ma swoją drogę do Boga. Własną. I stawianie się kogoś na moim miejscu jest bardzo niedobre. Przed Bogiem trzeba być sobą a nie kimś innym. Tylko wtedy jest się przed Nim prawdziwym, autentycznym, szczerym, kiedy jest się sobą. Pan Bóg nie znosi zamienników, On woli oryginał. Nawet najbiedniejszy, najnędzniejszy, ale oryginał.
Każdy może do Niego przyjść i doświadczyć rzeczy wielkich. Doświadczyć Jego Miłości.
A blog? On już dawno przestał być mój. Ja tu tylko piszę… 🙂 On mi każe, a ja piszę.
Może ktoś patrząc na ten blog, czytając go, uważa, że zwariowałam, twierdząc, że słyszę JEGO Głos. Ks. Tomasz w swoim wpisie http://delurski.pl/3735/madrosc-popiolu-czesc-2/ pisze: „Bóg mówi do nas nie tylko w Biblii i sumieniu. On także przemawia w naszych uczuciach, marzeniach, a w cierpieniu krzyczy”. Do mnie więc krzyczy…
A to, że zwariowałam dla NIEGO? Może i zwariowałam, ale lepiej zwariować dla Boga, niż dla świata. Poza tym On pierwszy zwariował dla mnie, umierając za mnie na krzyżu.
Nie wiem dlaczego mnie sobie wybrał, upatrzył na swoje narzędzie, nie wiem dlaczego prosił mnie, żebym opisywała nasze spotkania, rozmowy. Ale skoro On tak chce, ja nie mam nic do powiedzenia. Ufam Mu. I piszę.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie pogodnie i uśmiechał się tajemniczo.
„Zabieram cię w podróż, robaczku. W podróż w głąb twojej duszy”.
Spojrzałam pytająco…
Jezus nadal się tajemniczo uśmiechał.
Patrzyłam w Niego dalej.
Uświadomiłam sobie, że im dłużej się w NIEGO wpatruję, tym bardziej za NIM tęsknię…
Może poprosimy Pana Jezusa, żeby sprawił żeby ona tez miała taką bliską relację z Nim. żeby ją rozwijała. 🙂
Skoro to wszystko opisałaś, to ja się też powtórzę: Świętość to nie idealność. To podnoszenie się z upadków, to stawianie Go na pierwszym miejscu, ufność, uciekanie do Niego w każdej chwili i ze wszystkim. Nie oburzałabym się na Twoim miejscu – to komplement. Oddaj Mu to, co słyszysz, dziękuj i kieruj uwagę na Niego, ale nie oburzaj się! 🙂 W końcu żeby wejść do nieba, trzeba być świętą 🙂 Oczywiście rozumiem obawę przed zasłanianiem Go, o której kiedyś pisałaś. Ale On sobie z tym poradzi, bo On sobie radzi ze wszystkim 🙂 Zobaczysz, że kiedyś staniesz się szybą, przez którą będzie Go lepiej widać. A może już nią jesteś? A jeśli jesteś, to też jest dar i nie ma się co oburzać, tylko powiedzieć dziękuję za prezent – nie rozumiem ale dziękuję 🙂 Powiedział Ci, że będzie działał. I działa. Ta zazdrość, którą budzisz, to dobra zazdrość. Ona budzi tęsknotę za byciem bliżej Niego. Na własnym przykładzie wiem, że Szef poprzez tę zazdrość wyciąga za uszy 🙂
Pozdrawiam 🙂
Masz rację. Tylko święci idą do Nieba. A ja tam zmierzam. I dąże do świętości. Z całych sił. I będę dążyć do końca. Zaufałam JEMU. W ciemno . I tylko On może powiedzieć czy ktoś, np. ja jestem świętą. On mnie zna najlepiej. Ale dobrze, nie będę już się oburzać. 🙂 Jednak proszę, nie stawiaj się na moim miejscu, bo to też nie tak.. 🙂 Całą te notkę prosiłam, żeby nie stawiać się na moim miejscu.
Ok źle dobrałam słowa – przepraszam. Już mówiłam z resztą, że etap stawiania się na Twoim miejscu mam za sobą. Obiecuję więc podkreślać w moich wypowiedziach częściej, Kto tu jest najważniejszy, cobyś nie czuła, że Go jakkolwiek zasłaniasz 🙂