Zawsze kiedy muszę opisywać takie sytuacje jak dzisiejsza, czuję się speszona, zakłopotana, zawstydzona. Czym? Jego Miłością, dobrocią. Niektórzy czytający mogą pomyśleć, że się chwalę.
Otóż jeśli Ukochany kazał mi opisywać to opisuję. Mus to mus 🙂 Na Jego chwałę, nie ma swoją. A to, czego pozwala mi doświadczać przyjmuję z wielką pokorą i radością.
Do rzeczy.
W nocy miałam dziwny sen (tak mi się przynajmniej zdawało, że to sen). Dziwny i piękny. Śniło mi się, że coś mi śpiewa życzenia. W dniu imienin. „Niech cię Pan błogosławi i strzeże, niech Pan daje pokój ci. On radością napełnia serce twe. Zawsze z tobą jest”. Tak mi śpiewało. Piszę „to”, bo nie wiedziałam co to było. Niby głos chłopięcy, niby kobiecy. Perlisty. Jakby kilka głosów… chór?
Kiedy się obudziłam, rozmyślałam o tym. „Piękny sen”- myślałam.
Leżałam i nagle uświadomiłam sobie, że ciągle słyszę tę pieśń, życzenia. Ogarnia mnie ta pieśń. Zanurza mnie w sobie. Wypełnia. „Niech cię Pan błogosławi i strzeże…”
Kiedy zaczęłam układać bukiety Madonnie, ucichło.
Wpatrywałam się w Ukochanego a On patrzył we mnie. Promienny i jasny.
„Dzisiaj słyszałaś chóry anielskie, Mój robaczku”.
„A więc to były 'Anioły?!- szepnęłam zdumiona.
„Wierzysz Mi?””Tak! Dla Ciebie wszystko jest możliwe! Nawet wysłać Anioły, żeby mi złożyły, zaśpiewały mi życzenia – roześmiałam się serdecznie – Tylko Ty tak możesz!”
Ukochany patrzył we mnie wzruszony.
„Tak się cieszę, Umiłowany! Dziękuję!”- szepnęłam.
„Moim szczęściem jest sprawiać ci radość, robaczku”.
Moje duchowe dzieciątko kończy dziś szósty miesiąc życia. 🙂