Nie wiem… znów słów brakuje. Coraz częściej to co się dzieje między mną a Ukochanym odbywa się bez słów, ponad nimi. Albo „pod” nimi. W głębi mego serca. Ukochany prowadzi mnie coraz dalej i dalej…
Rano leżałam w łóżku, cała zanurzona w Nim. Zatopiona. Spytałam Go o to, czy mam opisywać na blogu wszystkie moje przeżycia, doświadczenia, słowa, wszystko o czym z Nim rozmawiam. Często miałam wątpliwości, bo wg mnie, to o czym z Nim rozmawiam jest bardzo osobiste.
„Robaczku, rozmawiasz ze Mną o wszystkim, więc pisz o wszystkim. Jesteś Moim narzędziem. Przez nasze rozmowy dajesz świadectwo Mojej bliskości. Wielu traktuje Mnie tylko jako sędzię, jak kogoś obcego, strasznego, odległego, martwego. Tymczasem Ja żyję i jestem blisko każdego człowieka. I pragnę bliskości”.
„Dobrze, będę”.
Byłam w NIM nadal… Naraz… zobaczyłam straszny obraz. Ukochany stał (chwiał się właściwie…), całego w ranach, we krwi… Nagiego..
I usłyszałam głos:
„Mówisz, że to twoje przeżycia, doświadczenia, rozmowy. Nic nie masz swojego. Też nic nie miałem. Oddałem wszystko. Dla ciebie, Mój robaczku”.
„Tak… Ukochany… Chcę tak jak Ty.”- wymamrotałam. Właściwie westchnęłam ciężko, bo jak wcześniej wspominałam, cała rozmowa odbywała się bez słów.
I doświadczyłam straszliwej pustki, ogołocenia… trudno to opisać. Samotności wielkiej. Tak… ogołocenia… Do tej pory pisałam (myślałam), że to cierpienie fizyczne ogałaca, ale to było inne cierpienie. I ogołocenie inne… duchowe.
Potem wpatrywałam się w Niego… też bez słów. Patrzyłam i patrzyłam. Moje serce wzdychało, że jestem pusta i pragnę być jak On… Prosiłam, żeby wypełnił mnie sobą.
„Teraz podobasz Mi się najbardziej Moniko. Jesteś do Mnie podobna”.
Uśmiechnęłam się do Niego i podziękowałam.
„Lubię kiedy się do MNIE uśmiechasz”.
Pisz :-). Właśnie słucham nagrań ze spotkań Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa (strona http://mimj.pl/category/spotkania/). Na mszach św.odprawianych przez o. Daniela jest adoracja, jest przypominane życie jakiegoś świętego, a potem jest modlitwa o uwolnienie i uzdrowienie.