Rano przyszedł do mojego serca…
Po przeczytaniu dzisiejszej ewangelii, wpatrywałam się w Ukochanego…
„Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.”
Rozmyślałam…
„Ty przyjmujesz grzeszników. Ja jestem grzesznikiem. I ufam, że mnie przyjmiesz. Już przyjmujesz, leczysz, uzdrawiasz, oczyszczasz… A moją ofiarę…”
„Co jest dla Ciebie najważniejsze, Mój Promyczku? Czy cierpienie?” – przerwał mi, pytając. Uśmiechał się promiennie, znając odpowiedź.
„Ty!”
Uśmiechnęłam się.
„Ofiarowuję, bo CIĘ kocham! Z miłości do Ciebie!”
„Taką ofiarę zawsze przyjmuję”.
Patrzyliśmy w siebie długo…
„Ucz mnie wszystko robić z miłości do Ciebie!”