Rano kiedy skończyłam układać bukiety, przyszedł do mego serca. Byłam zmęczona po prawie całonocnym tańcu, ofiarowywaniu cierpienia. Nie bardzo miałam siłę na modlitwę. Mimo tego starałam się Go wielbić, dziękować. Oddałam Mu siebie, moich bliskich, moje Dzieci.
I tańczyłam dla Niego dalej.
Wpatrywałam się w Niego…
„Zmęczona jestem, Mój Jezu” – powiedziałam bez wstępów. Patrzył we mnie promiennie i jasno, ale wiedziałam, że cierpi ze mną.
„Odpocznij we Mnie, Promyczku”.
Patrzył we mnie tak łagodnie i czule, że uśmiechnęłam się do Niego.
Odpoczywałam…
„Uszczęśliwiasz mnie, Ukochany”.
„Jak Ja uszczęśliwiam Ciebie, podobnie i Ty uszczęśliwiaj innych”.
„Staram się Panie… – westchnęłam – ale czasem… wiesz… jedno słowo za dużo, czasem jedno za malo…”
„Widzę Twoje starania”.
„Zbyt mało jeszcze we mnie pokory…”’
Patrzył we mnie jeszcze łagodniej i czulej.