Rano przyszedł do mego serca…
Wpatrywałam się w Niego.
„Oj, Panie Jezu zmęczona jestem – roześmiałam się serdecznie – malowałam długo. Ciebie! I zmęczona, ale cieszę się!”
Patrzył we mnie i się uśmiechał.
„Jestem szczęśliwa, że mogę malować! A Ciebie szczególnie!”
„Cieszę się, Mój Promyku, że pomnażasz swój talent.”.
„Staram się!”
Uśmiechał się…
„To wspaniale, że malujesz Mój portret. I maluj Mój portret w sobie. W swoim życiu”.
„Też się staram…”
„Widzę. I raduję się!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… uśmiechnięci, szczęśliwi.
On patrzył przenikliwie, przeszywał mnie.
„Pragnę Cię, Promieniu! Jesteś Moja!”
„Twoja! Całkowicie!”
„I mogę robić z Tobą co chcę?”
„Możesz, Ukochany!”
„Niebawem zobaczysz co z Tobą zrobię”.
Patrzyłam pytająco.
„Nie bój się! Pragnę Cię uszczęśliwiać!”