Zmęczona jestem, więc napiszę bardzo ogólnie. Wczoraj nie skończyłam notki, przerwałam pisanie. Sił brakowało. I dziś też nie wiem czy skończę.
Wczoraj, kiedy kończyłam modlitwę, otworzyłam Biblię na przypadkowej stronie i przeczytałam:
„2 Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust!
Bo miłość twa przedniejsza od wina2.
3 Woń twych pachnideł słodka,
olejek rozlany – imię twe,
dlatego miłują cię dziewczęta.
4 Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy!3
Wprowadź3 mnie, królu, w twe komnaty!
Cieszyć się będziemy i weselić tobą,
i sławić twą miłość nad wino;
[jakże] słusznie cię miłują!”
Pieśni nad Pieśniami…
Wieczorem leżałam w łóżku obolała, zmęczona i jeszcze zaczęły mnie nachodzić pokusy… myśli. Wysłałam wiadomość do dwojga moich duchowych Dzieci z prośbą o modlitwę a sama „poszłam” duchowo do kościoła. Kiedy tylko do niego weszłam, wszystkie pokusy gdzieś pierzchły. Ukochany powiedział, że czekał na mnie. Po chwili siedziałam u Jego stóp. Wyobraziłam sobie, że jestem w komnacie Króla z Pieśni nad Pieśniami… A mój Król gładził mnie po głowie, całował i zapewniał, że cierpi ze mną.
Rano prosiłam, żeby przyszedł do mego serca. Zobaczyłam Hostię, która wyszła z monstrancji i przeniknęła do mojego serca. „Teraz ono jest komnatą Króla – usłyszałam.
Potem wpatrywałam się w Niego.
„Zmęczona jestem, Jezu…”
„Odpocznij więc Promyczku”.
Odpoczywałam… A ON… mówił, że trzyma mnie w objęciach, jak niemowlę. Pieści i całuje jak najlepsza Matka… Było mi dobrze. Po prostu.
Teraz też jestem w JEGO komnacie. W komnacie mojego Króla. I Ukochanego.