Obudziłam się w środku nocy i leżałam. Nie mogłam spać. Poprosiłam, żeby przyszedł do mego serca. Pragnęłam być z Nim. Więc poprosiłam. „Jestem Promyczku. Jestem w komnacie Mojej. W pięknej komnacie!” Uwielbiałam i dziękowałam. Byłam z Nim. I dzieliłam się z Nim swoimi myślami. Teraz spróbuję te myśli ubrać w słowa. Czasem będą to strzępy, urywki. Ale będą. „Wiesz… nic mnie tu nie trzyma. Mogłabym ze spokojnym sumieniem odejść do Ciebie. Wszystko mam poukładane, pozamykane. Rany zagojone, Twoją Miłością, relacje z bliskimi bardzo dobre. Nie mam nieprzyjaciół, wrogów i sama dla nikogo wrogiem nie jestem. Mogłabym odejść. Dzięki Tobie jestem wolna. Latam 🙂 .”
„To co ze mną robisz… nie ogarniam tego, ale dajesz mi Pokój i szczęście! Czasem nachodzą mnie myśli, że to nie pochodzi od Ciebie. Że zaraz wszystko pryśnie, pęknie jak bańka mydlana, że runie wszystko, zawali się na mnie. I zostanę sama. TYMCZASEM… idę dalej i dalej i głębiej… i nic nie pęka, nie wali się. Przeciwnie! Utwierdza się, umacnia. Daje mi energię, siłę, radość a przede wszystkim Miłość i Pokój! Ty mi TO dajesz! Idę z Tobą za rękę. Na cieniutkiej linie, jak linoskoczek. Ale wiem, że ta droga jest najlepsza. Droga do Nieba!”
Potem pomyślałam o blogu.
„Mam świadomość, że niektórzy czytają moje notki, mają w głowie tylko jeden wyraz, sex. Szczerze? Nigdy o tym nie pomyślałam! W ogóle! Moja relacja z Tobą to zupełnie coś innego… To bliskość, intymność, cierpienie, Miłość to coś… słow mi brakuje… Czysta, oblubieńcza, dziewicza. To najintymniejsza intymność… Miłość krzyża i cierpienia. Ty, piękny, Miłosierny, Ukochany! I cierpiący. Tęsknię za Tobą! Bardzo tęsknię, za moim Bogiem i Panem!” Tak rozmyślałam… zanurzona w Nim. Aż zasnęłam…
Wpatrywałam się w Niego… Patrzył we mnie promienny.
„Wiesz dlaczego tak to wszystko się dzieje, Mój kochany Promyczku?” Patrzyłam pytająco.
„Dlatego, że Mnie wysłuchujesz, że mówisz Mi „tak”.”
„Wysłuchuję…?”
„Tak. wsłuchujesz się w Moje słowa, pragnienia. I mówisz 'tak’ „. Patrzyłam z uwielbieniem… On też… Patrzyłam i patrzyłam… Potem otworzyłam Biblię i… przeczytałam:
” O jak piękna jesteś, jakże wdzięczna, umiłowana, pełna rozkoszy! 8 Postać twoja wysmukła jak palma, a piersi twe jak grona winne. 9 Rzekłem: wespnę się na palmę, pochwycę gałązki jej owocem brzemienne. Tak! Piersi twe niech mi będą jako grona winne, a tchnienie twe jak zapach jabłek. 10 Usta twoje jak wino wyborne, które spływa mi po podniebieniu, zwilżając wargi i zęby.”
Nadal patrzyłam w Niego…
„Także za Tobą tęsknię Promyczku. Jednak chcę się Tobą posłużyć jeszcze, na Moją chwałę”.
„Posłuż się mną, do woli!”
Patrzył we mnie poważnie.
„Jesteś Moją na wieki!”
Do tej notki się już nie da nic dodać… Z resztą znowu mi powiesz, że to nie Ty, tylko On 🙂 I będziesz miała 100% racji, przeźroczysta kobieto Pana Boga (notabene tekst jednej z sióstr zakonnych, gdy wprowadziła dwoje młodych ludzi do kaplicy zakonnej: „No, to teraz przywitajcie się z moim Mężem.” Przecież właśnie o to chodzi) Nie wiem jak inni ale ta notka jest dla mnie piękna i już 🙂
Teraz będę pisała o sobie, żeby nikogo nie urazić. W pewnym momencie rodzi się jednak pytanie: Jak to się robi? Przecież ja tak nie potrafię, ja jestem za grzeszny, za mało pobożny itd. itp. Poproszę Monikę, ona ma z NIM „układy” to jej wysłucha, bo mnie na pewno nie.
Teraz parafrazuję ojca Stanisława Jarosza, paulina ( za dużo by było do cytowania )
On mówi, ze istnieje coś takiego jak religijność naturalna naturalna. I ta religijność mówi: Jak trwoga to do Boga. Panie Boże mam problem zrób coś. Zrobimy taką umowę, że ja pójdę na 10 Mszy świętych a ty mnie np. uzdrowisz, albo pomożesz znaleźć pracę albo cokolwiek. Będę grzeczna, to dasz mi cukierka W religijności naturalnej jest człowiek dyktujący Bogu, co ON ma zrobić I to jest (dla mnie odkrycie roku!) normalne. To jest pewien etap i nie ma się co sobą gorszyć. Od tego się zaczyna. To jest nasze szukanie Boga. Ale na tym wcale nie musi się skończyć. Polecam link z rekolekcjami : Nawrócić nawróconych: http://www.youtube.com/watch?v=yamUerxe4Vs Może komuś pomoże. Mi pomogło.
Pan Jezus to fascynująca postać. Jednak nie mam odwagi, żeby Go o coś prosić, bo mówiłam, że zrobi jak zechce, a ja nie lubię się komuś narzucać, zwłaszcza Jemu.Czasami (teraz rzadziej) z Nim rozmawiałam. Ale nie lubię za bardzo opowiadać o sobie, bo nie chcę ”zawracać” Mu głowy…dlatego od niedawna nie proszę kogoś, żeby się pomodlił za mnie, bo mam wrażenie że narzucam się Jezusowi. Ale za inną osobę to częściej zdarza mi się prosić o modlitwę.
On właśnie chce, żeby Mu zawracać sobą głowę. Pragnie tego.
Nie, Moniko. Nie chcę wyjść na egoistkę 🙂
Z tego co piszesz Olu, ja jestem największą egoistką na świecie! 😀 Żyję w NIM!
Nie to miałam na myśli…po prostu nie chcę opowiadać Mu tylko o swoich pragnieniach. Kiedyś napisałaś mi że piszę tylko o sobie, a nie staram się poznać Jego pragnien…czy jakoś tak. Dlatego dałam z tym spokój 🙂
Nie pamiętam już o co wtedy chodziło. Dawno to było 🙂
Ale na pewno nie zniechęcałam Cię do bycia z Nim, do modlitwy.
Przeciwnie!
może nie zniechęcałaś, ale ruszyło mnie to wtedy.
http://infuturam.com/wptrans/narzedzie/ ”Wybacz jeśli Cię uraże, ale piszesz tylko o sobie. O tym co Ty byś chciała, pragnęła. A spytałaś kiedyś czego On od Ciebie chce? Powiedziałas Mu, że Go kochasz? Że zależy Ci na Nim? Że Mu ufasz? Ale najpierw sobie na nie odpowiedz, Olu.” Jak widzisz, jestem pamiętliwa 🙂
Bardzo! 🙂 Ale też bym była! Wiesz… myliłam się wtedy. I tak sobie myślę, że najpierw trzeba opowiedzieć Mu o swoich pragnieniach, tęsknotach. Zarzucić Go nimi! 🙂 I zaufać MU. Wtedy On sprawi, że nasze pragnienia będą Jego pragnieniami a Jego naszymi. Ale do tego potrzeba czasu, cierpliwości. A przede wszystkim zaufania. Życzę Ci tego! 🙂 Pamiętam o Tobie w modlitwie.
Dzięki Tobie Bóg stał mi się bliższy. Kiedyś był ON dla mnie postacią z katechizmu. Uczono mnie modlitw itp. ale nie myślałam, że można nawiązać z Bogiem bliską relację. Od paru lat zaczęłam o Nim myśleć i grzebałam w internecie czytając o Bogu. I tak natrafiłam na Twój blog 🙂 Dobrze, że piszesz. A jeśli chodzi o pragnienia… no cóż, nieraz człowiek sam nie wie, czego tak naprawdę chce. Więc po co zasypywać Jezusa takimi swoimi błahostkami. Uznałam, że nie tędy droga. Poza tym mam swój charakterek i nie potrafię się zmienić. Jezusa mogą prosić ludzie pokorni. Teraz rzadko się modlę, wieczorem mi się nie chce już tak jak niegdyś. Wolę posłuchać radia 🙂 Chyba przechodzi mi już ta fascynacja Jezusem. Jestem niestała i na pewno nie mam wytrwałości i musiałam z tym się pogodzić 🙂
Wiara ani modlitwa nie może być oparta tylko na samej fascynacji. Powinna opierać się na woli „ja chcę”. Jednak na początku i ona /fascynacja/ jest ważna.
No tak 🙂 Ja właśnie też chciałam, miałam wolę nawiązania więzi z Bogiem i jednocześnie się Nim zafascynowałam…tylko że mam słabą wolę. Miałam nie pisać o sobie, ale jakoś tak wyszło, przepraszam 🙂 pewnie słabo się czujesz, i Cię często coś boli. A ulżyć Ci nie mogę…