Leżałam w nocy w łóżku i rozmyślałam o moim duchowym Dziecku. Uśmiechałam się do moich myśli… 🙂 Cieszyłam się z Jego szczęścia. Byłam także szczęśliwa. „Dziękuję Ci, że jesteś nienormalny”- tak- uśmiechnęłam się. Od tego wszystko się zaczęło. Od „nienormalnego” Boga. Ten Bóg nas połączył. I teraz ten „nienormalny” Bóg nas rozdziela, rozdziela, żeby jeszcze nas do siebie zbliżyć. W NIM. Tylko ON tak może. Wczoraj napisałam mojemu Dziecku, że jestem z siebie bardzo dumna, że mogłam/mogę Je prowadzić. Tak, jestem z siebie dumna, mam powód do dumy. I jestem. Ale jeszcze bardziej jestem dumna z mojego Dziecka. Że doszło tam, gdzie teraz jest. Tylko ON jeden wie ile musiało przejść, z czego zrezygnować, żeby być, tam gdzie jest teraz. Gdzie? Niech to zostanie na razie Tajemnicą.
„Jestem dumny z Was obu” – usłyszałam.
Spytałam Go czy już o tym napisać na blogu (doszłyśmy z Dzieckiem do wniosku, że napiszemy o tym razem, Ono i ja), czy jeszcze poczekać.
„Tego, co jest już nic nie zmieni, ale zostawiam Wam wolną rękę”.
„Więc zobaczymy”.
Uśmiechałam się do swoich myśli… 🙂
Wjechałam do kościoła na Mszę św. Przywitałam się z Ukochanym. Byłam zmęczona i obolała. Poprosiłam, żeby przyjął to moje małe cierpienie i złączył ze swoim wielkim. Ofiarowuję za moje Dzieci.
„To dla Mnie wielka radość, Promyku. Wielka!”
Po przyjęciu Komunii św. trwałam w dziękczynieniu… Szeptałam Mu słowa miłości…
„Jakże się raduję, Promyczku, że mogę przyjść do Ciebie w całej Pełni”.
„Też pragnęłam…”
Był poważny, smutny. Widziałam, że cierpi…
„Co się stało, Panie…? Jak mogę Cię pocieszyć, usłużyć?”
„Sama cierpisz, Promyczku, a chcesz Mi służyć?”
„Tak, Ukochany, chcę. Cierpisz… dlaczego?”
„Bądź ze Mną Weroniko. Tak Mi najlepiej usłużysz”.
„Jestem…”
„Samotny jestem. Cierpię. Dziś niedziela, wielu tych, którzy przyznają się do Mnie, do Mnie nie przychodzi. A jeśli przychodzą to tylko z obowiązku. Często przyjmują Mnie niegodnie. Cierpię z tego powodu. Bardzo cierpię”.
„Cierpię z Tobą, Umiłowany…. I za nich ofiaruję. Wybacz im, proszę…”
Patrzył smutno…
„Jestem z Tobą, Jezu…. i będę”
„Taki jestem straszny, odrażający! Odejdź! Nie patrz na Mnie!”
Twarz Mu się zmieniła w ogromnym cierpieniu.
„Nie! Nie odejdę! Będę z Tobą!”
„Dlaczego??”
„Bo Cię kocham!”
Twarz Mu się znów zmieniła. Promieniał.
„Dziękuję! Bardzo Mi ulżyłaś. Takie dusze jak Ty i Twoje Dziecko, które do Mnie prowadzisz bardzo MI pomagacie!”