Obudziłam się w środku nocy, leżałam… Nagle coś mnie zaatakowało. Chciało zniszczyć, zadeptać, zabić. Żebym tylko umilkła, znikła. Wrzeszczało, że odbieram mu dusze, że kradnę mu je. Krzyczało, że mnie unicestwi, bo mu przeszkadzam w robocie.
„Nikogo ci nie kradnę! Ratuję!”
Jeszcze bardziej mnie atakowało. Biło po twarzy, deptało. Goniło… Walczyłam z nim, długo. Potem uciekałam. Biegłam jak szalona i myślałam tylko o JEDNYM, o Umiłowanym moim… Naraz zobaczyłam przed sobą ogień. Morze ognia. Z tyłu był on, a z przodu ogień. Nie wiele myśląc rzuciłam się w to morze ognia… Myślałam, że zginę, a „wylądowałam” w… ramionach Ukochanego.
Potem już bezpieczna siedziałam u JEGO stóp. Zaczęłam odmawiać Koronkę do Jego Miłosierdzia za dusze w czyśćcu cierpiące. Jednak byłam bardzo zmęczona i słaba, nie miałam sił i modlitwa nie bardzo mi „wychodziła”. Pomyślałam, że odmówię potem.
„Dokończ! – usłyszałam – im bardziej jesteś bezsilna i słaba tym bardziej JA działam. Im mniej Ciebie, tym więcej MNIE”.
Dokończyłam więc jakoś…
„Uratowałaś wiele dusz, Mój Promyczku!”
„Tylko dzięki Tobie, Panie!”
Potem przyszedł do mego serca, a ja w Nim odpoczywałam…
Kiedy malowałam, przyszła wiadomość od mojego Dziecka:
Izajasz 54,13-17
„13 Wszyscy twoi synowie będą uczniami Pana,
wielka będzie szczęśliwość twych dzieci.
14 Będziesz mocno osadzona na sprawiedliwości.
Daleka bądź od trwogi, bo nie masz się czego obawiać,
i od przestrachu, bo nie ma on przystępu do ciebie.
15 Oto jeśli nastąpi napaść, nie będzie to ode Mnie.
Kto na ciebie napada, potknie się z twej przyczyny.
16 Oto Ja stworzyłem kowala,
który dmie na ogień rozżarzonych węgli
i wyciąga z niego broń, by ją obrobić.
Ja też stworzyłem niszczyciela, aby siał zgubę.
17 Wszelka broń ukuta na ciebie będzie bezskuteczna.
Potępisz wszelki język, który się zmierzy z tobą w sądzie.
Takie będzie dziedzictwo sług Pana
i nagroda ich słuszna ode Mnie – wyrocznia Pana.”
Wpatrywałam się w Umiłowanego… i dziękowałam Mu.
„Dziękuję Ci, Jezu… Uratowałeś mnie! Dziękuję! Dziękuję!”
Patrzył we mnie promienny i jasny…
„Czytałaś słowa ode mnie. prawda? Modlitwa jest Twoją tarczą! A Ja jestem z Tobą, Oblubienico Moja!”
Patrzyłam z uwielbieniem… a On kontynuował:
„Będziesz jeszcze wiele cierpieć dla Mego Imienia, za swoje Dzieci i dusze w czyśćcu”.
„Będę! Ale pomóż mi proszę, bo bez CIEBIE nie dam rady…”
„Jestem z Tobą, Promyczku!”
Patrzyłam w Niego z uśmiechem… a ON we mnie…
„Jezu?”
Tak, Miła Moja?
„Kocham Cię!”
Patrzyliśmy w siebie jeszcze długo.
Odpoczywałam w NIM…