Wpatrywałam się w Umiłowanego… Wróciłam z Eucharystii i sobie przed Nim siedziałam. W nocy i na Mszy prosiłam za kogoś mi bardzo bliskiego. I teraz też.
„Bądź z nimi. Bądź z moimi…”
„Z Twoimi Dziećmi. To też są Twoje Dzieci, Mój Promyczku!”- przerwał gwałtownie.
„Dzieci?!” – byłam zdumiona! Nigdy nie myślałam o nich w ten sposób, nie patrzyłam na nich tak…
„Moje dzieci…” – pomyślałam. I rozczuliłam się…
On też patrzył we mnie czule…
„W końcu patrzysz na nich MOIMI oczami!”
Tak… w jednej chwili wszystko się zmieniło. Całe moje myślenie, nastawienie.
W szoku byłam!
Patrzył we mnie słodko, promiennie, jasno.
A ja rozmyślałam o moich nowych/ starych Dzieciach. Znałam ich (całe życie), kochałam bardzo. Zaraz po NIM.
I teraz ON…
„Oddaję Ci Je w Twoje ręce!” – usłyszałam w głębi serca.
„Ty mi Je oddajesz?! To ja Tobie ich oddaję. Oddałam Ci wprawdzie już… jedno Dziecko – wciąż nie mogłam się przyzwyczaić 🙂 – teraz oddaję dwoje!”
Uśmiechał się do mnie.
„Ukryj ich w swoim Sercu! Pielęgnuj ich miłość i spraw, żeby odkrywali Ciebie i siebie nawzajem wciąż na nowo!”
„Ukryłem. I wysłucham Twojej prośby. Będziesz wiele cierpieć za Nie”.
„Będę! Za wszystkie moje Dzieci!
DZIECI
Category: (NIE) MOJE MYŚLI