Nie mam dziś głowy do pisania. Tańczę, bardzo tańczę. I nie mam głowy… Więc tę notkę całkowicie oddaję Ukochanemu. ON ją pisze.
Na Mszy św.: Przywitałam się z Umiłowanym, obolała i zmęczona.
„Witaj kochany Promyczku! Oto teraz łączę Twoje cierpienie z MOIM. Będzie to miła ofiara dla Ojca!”
Po przyjęciu Komunii św.:
„Ja też Cię kocham, Oblubienico. Ucałowałem Twoje serce! Jestem! Przyszedłem do Ciebie głodny, nagi, spragniony. chory, więziony. A Ty MNIE takiego przyjmujesz”.
„Pragnę CIĘ takiego…”
„Więc masz! Odpoczywam w Tobie”.
„Odpocznij Panie…”
Patrzyłam zmęczona w Niego… ON patrzył… dziwnie…
„Tańczysz! I JA tańczę z Tobą”.
Jasny, promienny, świetlisty i… cierpiący
Jego Światło opromieniało mnie… Zanurzało w Sobie.
„Czego pragniesz, Miła Moja?”
„Przytul mnie do swego Serca”.
„Tulę Cię! Więcej! Jesteś w Sercu Moim!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Długo.
Jego Oblicze jaśniało…
Moja twarz też.
Tańczyliśmy razem. Tańczymy!