Przyszedł do mojego /należącego do Niego/ serca. W nocy.
I zanurzył w Sobie. Leżałam i uwielbiałam Go.
Potem naszła mnie myśl o moim duchowym Dziecku. I… zobaczyłam Je! Całe w Świetle!
„Dzięki modlitwie, cierpieniu i dobremu słowu wydobywasz Je z mroków ciemności i śmierci!”
„To dzięki TOBIE, Ukochany!” – dziękowałam Mu.
„Działam przez Ciebie, Mój Promyczku!”
Po chwili usłyszałam jeszcze:
„Umacniaj swoje Dziecko w Moim Świetle. Mów Mu o Mojej Miłości do Niego”.
„Będę!”
Wpatrywałam się w Umiłowanego… Dziękowałam Mu.
„Ukochany… działasz przeze mnie. Dziękuję!”
Patrzył we mnie łagodnie i poważnie.
„Wybrałem Cię, jesteś Moim narzędziem”.
„Tak, narzędziem…”
Po chwili dodałam:
„Jestem niczym! Im bliżej Ciebie jestem tym wyraźniej to widzę. Nędzna i słaba. Nic! A Ty takie nic wybrałeś i uczyniłeś Swoim narzędziem!”
„Ja się nie mylę, Kochana! Mój wybór zawsze jest dobry! Celny!”
Patrzył we mnie tkliwie. A ja byłam dumna, że mogę być Jego narzędziem.
„Działam przez Ciebie, bo Mi na to pozwalasz, Promyku”.