Obudziłam się w środku nocy i już chciałam prosić Jezusa, żeby przyszedł do mego serca… Kiedy nagle… usłyszałam głos:
„Nie chcą Mnie… nie kochają… nie pragną!”
„Ja Cię chcę! Kocham! Pragnę!”
„Oto przychodzę do Ciebie, Mój Promyczku! Przychodzę nagi, poraniony, a Ty Mnie przyjmujesz!”
„Kocham Cię Panie!”
Uwielbiałam Go…
Trwaliśmy tak razem. Wyobrażałam sobie, że jestem w kościele i siedzę u JEGO stóp.
Przypomniała mi się wczorajsza rozmowa z moim Dzieckiem.
„To byłem Ja, Promyczku. Mówiłem przez Twoje usta”.
Byłam zdumiona!
Patrzył we mnie promienny…
„Bardzo Mi pomagasz, Promyczku!”
„Ja??” – zdziwiłam się.
„Ty. Przyjęłaś Mnie dzisiaj nagiego, rannego. Użyczasz MI swoich ust. A teraz tańczysz dla Mnie. Ofiarowujesz Mi swoje cierpienie. Bardzo Mi pomagasz!”
„Kocham Cię, po prostu!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… zjednoczeni w miłości.