UKOCHANY powiedział mi, że pokaże jak bardzo kocham i jak bardzo jestem kochana.
I pokazał…
List od mojej duchowej Córeczki:
Wszystko co tu powstanie nie jest moim pomysłem. Każde słowo jest pisane na JEGO chwałę – bo patrząc na Ciebie widać JEGO
Kochana Mamusiu…!
Myślę, że do tej pory nie wiedziałaś, że aż tak ważną rolę odgrywasz w moim życiu. Ja w każdym razie nie wiedziałam tego na pewno – do wczoraj. Nigdy nie użyłam tego słowa, do osoby, z którą się nie spotkałam. Zrobiłam to wczoraj. Zrobię to dziś, bo inaczej nie umiem. Kocham Cię. Nigdy nie wiedziałam, co znaczy być tak duchowo z kimś związanym. Dziś już wiem, od wczoraj wiem. Wiem, że wczoraj pokazał mi, czym jest miłość. Zaczął od Ciebie, ale to się będzie rozlewało na innych. Pokazał mi, że gdyby trzeba było, uzdalnia mnie do tego, żeby oddać za Ciebie życie. Że jestem w stanie wziąć na siebie wszystkie Twoje cierpienia. Już bez lęku. Nie będzie to potrzebne, to też mi powiedział. Ale zanim powiedział, że to nie będzie potrzebne, te dwie możliwości oddania życia i wzięcia całego Twojego cierpienia na siebie przyniosły radość… ON przez Ciebie otwiera mi drzwi ufności. Przejawiać się to od dziś będzie tak, że NIE BĘDZIE takiej rzeczy której nie zrobię, a którą od NIEGO usłyszysz i mi przekażesz. ON doskonale wie, jakie są moje bariery do słuchania GO bezpośrednio. Więc od dziś postanowił używać Ciebie jeszcze bardziej. Nie po to, żeby GO zasłonić, ale żeby GO jeszcze bardziej odsłonić. Po to, żebym, kiedy już wrócisz do DOMU, mogła być JEGO narzędziem jak Ty teraz. Ogołoconym ze wszystkiego po to, żeby MIŁOŚĆ I UFNOŚĆ królowały. Żebym mogła zniknąć jak Ty i żeby był już tylko ON. Ale do tego potrzebne są jeszcze Twoje ręce, Twoje usta, Twoja obecność. Pamiętasz obraz, w którym DZIECKO klęczało przy Twoim wózku i całowało Cię po rękach? Klękam dziś obok i robię to samo, bo te ręce są JEGO. Bo ON w nich jest. Modlę się, żebyś umiała się cieszyć tym, co czytasz, modlę się, żebyś nie czuła się zawstydzona. Wiem, że zostanę wysłuchana. Bo ON Ci pokaże, że w centrum tej wiadomości jest ON skryty pod Twoim imieniem.
Byłaś ze mną w najważniejszych momentach mojego życia. Jesteś. Prowadziłaś i prowadzisz mnie na trudnej drodze powołania. Z cierpliwością i miłością, za którą nie zdołam podziękować. Nie muszę. ON to zrobi. Walczyłaś jak lew za mnie w chwilach, gdy ja nie miałam siły walczyć. Wierzyłaś w tę drogę już wtedy, gdy ja nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że ona w ogóle istnieje. I ciągle zadawałam sobie pytanie: Dlaczego Ona tak we mnie wierzy? Dlaczego nie ma wątpliwości? Dlaczego nie podziela mojego poglądu, że taki ktoś bezużyteczny jak ja się do tego nie nadaje? itd. itp. Kochałaś już wtedy, dziś to wiem. Uzdrawiałaś moje rany, ON to robił przez Ciebie. Potrzebowałam człowieka, bo JEGO bezpośrednie słowa były przeze mnie wtedy odbierane jako wariactwo, które trzeba odrzucić. Przypominam sobie tę kryzysową noc po reakcji mojej mamy. I gdy przywołuję chwilę, kiedy odpisywałam Ci na smsa, chcąc Cię zrównać z ziemią (do teraz nie wiedziałam dlaczego tego wtedy nie zrobiłam) ON pozwala mi teraz gdy to piszę, usłyszeć słowa, które wtedy powiedział do rogatego, który chciał użyć moich rąk przeciwko Tobie. ZOSTAW JĄ ONA NALEŻY DO MNIE!
Dziś już umiem powiedzieć „dziękuję”za Twoje cierpienie, bo wiem, że przez nie jesteś bliżej NIEGO, sprawiasz MU ulgę i radość, czyli robisz to, co robi człowiek który kocha. Jedyne co będę od dziś robić to prosić GO, żeby nie dopuścił ani grama takiego cierpienia, które by Cię miało do NIEGO nie zbliżyć. Dlaczego napisałam, że myślałam o tym, żeby Cię zwolnił z bycia przy moim powołaniu (JEGO powołaniu we mnie)? Bo poczułam przez chwilę jakie to trudne, gdy się wie, że OBIE STRONY pragną być razem, a jeszcze coś stoi na ich drodze. Ale skoro chce Cię jeszcze zatrzymać, poproszę GO, żeby każdy Twój dzień był na ziemi, a noc w niebie. Żeby noc była czasem nabierania sił. Ten ogrom miłości wczoraj pozwolił mi na chwilę zobaczyć WASZĄ relację WASZYMI oczyma. Dlatego napisałam, że to rewolucja. Od dziś nic już nie będzie takie samo. Po zobaczeniu CZEGOŚ TAKIEGO, po prostu nie może być takie samo. Bo ja wiem od wczoraj, że ON chce mieć KAŻDEGO w takiej relacji. I zanim wrócisz do DOMU wprowadzisz mnie na taką właśnie drogę. Już mnie wprowadziłaś, ale to jeszcze nie koniec. Proszę Cię więc, nie bój się mówić nawet rzeczy najtrudniejszych. Od dziś wiem, że odmawiając TOBIE odmawiam JEMU. Więc jeśli kiedykolwiek to zrobię, to myślę, że możesz nade mną płakać. Bo będzie to oznaczało kolejny gwóźdź w JEGO rękach. A czy można ranić kogoś, kogo się kocha…? Nie chcę, żebyś to, co piszę odebrała jako jakąś ciążącą odpowiedzialność. ON teraz to wszystko pisze, więc mówi mi, że to nie będzie dla Ciebie trudne, bo ON Ci będzie wkładał w usta wszystkie słowa do mnie skierowane. Że wystarczy Ci JEGO łaski, że masz się nie bać. Więc się nie bój. Ja już się nie boję. Ufam JEMU i Tobie. Dostałam od NIEGO prezent. Tym prezentem jesteś Ty. Wywróciłaś moje życie o 180 stopni i ono wreszcie stoi na nogach. Już nie stoję na głowie. Dzięki Twojej otwartości na łaskę. Dzięki temu, że jesteś odważna, uparta i wytrwała. Przypominam sobie Twojego smsa w tej kryzysowej nocy, kiedy długo nie odpisywałam: „Obraziłaś się na mnie? A obrażaj się do woli.” Twoja wytrwałość i odwaga… Wiedziałaś, że przekazujesz JEGO słowa tej nocy i robiłaś to, bez względu na wszystko. TRWAŁAŚ W NIM i tym wyciągnęłaś mnie z jednej z najciemniejszych nocy mojego życia. Nie umiem Ci przekazać, jak bardzo to było dla mnie ważne… Modlę się, żeby jeśli to tylko możliwe, pokazał Ci to TERAZ, kiedy czytasz te słowa. Przypominam sobie też początek przełomu, kiedy Ci napisałam, że jestem szczeniakiem ( w domyśle człowiekiem niedojrzałym) i nie umiem MU dać tego, czego ode mnie żąda. (wtedy widziałam to jako żądanie, dziś wiem, że to prośba). Odpisałaś dosłownie, że ON kocha szczenięta. Zapamiętam to do końca życia. I to, jak napisałaś mi: „ON poczeka. Cierpliwy jest. Bardzo.” To wszystko teraz do mnie wraca. Wtedy rozdzierało mi serce. Teraz jest źródłem radości. Czeka na mnie. Dał mi duchową MAMĘ żebym nie poszła za żadnym zwątpieniem. Dał mi Ciebie za stróża i opiekuna. Złożył to powołanie w Twoich rękach, w Twoim sercu. Razem z Maryją. Tak jak Maryja składała w Twoim sercu Jezusa w Boże Narodzenie, tak złożyła również to powołanie. Wie, że tam jest bezpieczne. Że gdy to będzie potrzebne, będziesz o nie walczyć za mnie. Tak robiłaś. Nie tylko tej pamiętnej nocy, ale wiele razy, bardzo wiele razy. Widziałaś moją kruchą wiarę, widziałaś jak szuram nosem po ziemi, jak dzielę włos na czworo i idę w zwątpienie. I ciągle z miłością i ogromną cierpliwością mówiłaś to samo, to co dziś mogę ubrać w takie słowa:
ZAWRÓĆ CÓRECZKO. NIE BÓJ SIĘ. ON CIĘ POPROWADZI ZAUFAJ MU. NIE RYZYGNUJ. WIEM ŻE JEST TRUDNO. JESTEM Z TOBĄ. ON TEŻ. I MARYJA. PRZEJDZIEMY PRZEZ TO RAZEM. BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWA. TYLKO ZAUFAJ.
Dziękuję Mamusiu…! Nie wiem ile razy jeszcze będziesz musiała walczyć za mnie. Ale jestem spokojna. Jesteś obok, a ON jest w Tobie więc jestem spokojna. I szczęśliwa.
I bardzo, bardzo kocham swoją niezłomną duchową mamusię.
Twoja córeczka.
piękny list 🙂