W skrócie dziś, bo tańczę.
Obraz:
Byłam w jakiejś jaskini… Panował w niej mrok. Przez wejście wpadał cieniutki strumień światła Po chwili moje oczy przyzwyczaiły się do tego mroku, a może w jaskini zrobiło się jaśniej. Nie wiem. W każdym razie widziałam wyraźnie. Byłam… w grobie… pod ścianą był kamienny katafalk, na którym leżały płótna. Skądś znałam ten grób…
Wybiegłam na zewnątrz. I nagle… zobaczyłam małą dziewczynkę (coś, KTOŚ mówił, że to jestem ja. Dziwne…). Dziewczynka cała zanurzona była w Świetle, otulona Nim była, wręcz ginęła w Nim. Stała do mnie tyłem i kiedy się odwróciła, zobaczyłam, że ma… JEGO Twarz. Twarz mojego Ukochanego! Cierpiącą, obolałą. JEGO Twarz!
„Wyryłem ją w Twoim sercu, Promyczku. To teraz Twoja twarz!”
„Pięknie tańczysz, Promyku!”
Patrzyłam w Niego uśmiechnięta. Dziękowałam, że mogę tańczyć dla Niego. Dziś tańczyłam w konkretnej intencji. Za osobę, która ma myśli samobójcze. Prosiłam Ukochanego, żeby jej pomógł.
„Zrób to dla swojego Promyczka, proszę…”
„Nie mogę Ci niczego odmówić, Mój Promyku. kiedy patrzę w Twoje serce, widzę swoją twarz. I nie mogę”.
I mówił:
„Każdy kto Ci pomaga, MI pomaga, kto Ciebie prosi, MNIE prosi. Kto Ci dziękuje, MI dziękuje. Kto Ciebie rani, MNIE rani. Kto Ci odmawia, MI odmawia. Masz MOJĄ Twarz!”